„Internat” Serhija Żadana w reż. Pawła Łysaka z Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi na XXV Festiwalu Prapremier w Bydgoszczy. Pisze Anita Nowak.
Wyprawę trzydziestopięcioletniego nauczyciela, Paszy, bohatera powieści Serhija Żadana, po przebywającego, w stosunkowo odległym od domu, internacie siostrzeńca, kiedy na terenie kraju trwa wojna w 2017 roku, reżyser Paweł Łysak przedstawił bardzo uniwersalnie. Ze spektaklu nie dowiadujemy się z wprost, że rzecz rozgrywa się na terenie Donbasu, a Pasza uczy języka rosyjskiego. Możemy się tylko domyślić tego stąd, że w rozmowie z napotykanymi w drodze ludźmi bohater nie od razu może się zorientować czy są to swoi czy wrogowie. A wiadomo, że w tej części Ukrainy wszyscy mówili tym samym językiem, jako że urzędowym był rosyjski i tego właśnie uczył dzieci w szkole Pasza.
Teraz więc nie wie kim są poznawani po drodze mordercy, kim szabrownicy. Cały czas jest sam między innymi. Najpierw wędrując w pojedynkę, potem z siostrzeńcem. Przez dwie godziny oglądamy w teatrze koszmarne dramaty i tragedie ludzkie. W sposób oczywiście umowny, i nie zawsze na scenie, ale często na ekranach, tak tym usytuowanym na tylnej ścianie, jak i tych stanowiących fragmenty ruchomej scenografii. Wspaniale przedstawione projekcje video, Artura Sienickiego bardzo ciekawie komponują się z przepięknymi, choć bardzo przygnębiającymi scenami planu żywego. A ten minorowy klimat bierze się w dużej mierze z genialnego sposobu operowania światłem autorstwa Jacqueline Sobiszewski i bardzo też umiejętnego dawkowania hazerowej mgły w zależności od pory dnia, rodzaju wydarzeń, stanu psychicznego czy stopnia świadomości postaci.
Budowaniu nastroju w ogromnej mierze pomaga muzyka Dominika Strycharskiego, nierzadko wspierana odgłosami naśladującymi serie głośnych wystrzałów z karabinów maszynowych.
Sambor Czarnota bardzo interesująco kreuje postać głównego bohatera. Początkowo przeciętnego zupełnie obojętnego na sprawy polityczne szarego obywatela swojego kraju, który na prośbę Dziadka (Andrzej Wichrowski) wyrusza w niebezpieczną podróż po Małego (Kacper Męcka), ale w trakcie wędrówki przez zgliszcza miasta, obserwując samotnie leżące na ulicach trupy staje się coraz bardziej zdeterminowany w dążeniu do wyznaczonego celu. Z każdą chwilą aktor swą grą podkreśla coraz bardziej zmieniające się spojrzenie zwykłego człowieka na wojnę, a co za tym idzie i tak do niedawna obojętną mu politykę.
Twórcy adaptacji i dramaturgii Paweł Sztarbowski i Łukasz Chotkowski wspólnie z reżyserem Pawłem Łysakiem stworzyli dzieło absolutnie wspaniałe. Jednocześnie piękne i wstrząsające. Ukazujące uniwersalną prawdę o człowieku. Niezależnie od miejsca i czasu, w jakim go spotykamy.