EN
21.09.2022, 12:02 Wersja do druku

Rosjo, kocham cię

„Płatonow” Antoniego Czechowa w reż. Małgorzaty Bogajewskiej w Teatrze Śląskim w Katowicach. Pisze Justyna Landorf w „Teatrze".

fot. Przemysław Jendroska/mat. teatru

„Szczęście i radość życia tkwią nie w pieniądzach i nie w miłości, ale w prawdzie”. Tak uważał Czechow. Tę myśl stara się wypowiedzieć Maria, bohaterka spektaklu Płatonow zrealizowanego przez Małgorzatę Bogajewską. Czyni to słowami współczesnych rosyjskich artystów, otwarcie sprzeciwiających się reżimowi i szaleństwu rozpętującego wojnę Putina.

Maria Grekow (Agnieszka Radzikowska) to młoda dziewczyna, która nie ma siły przebicia i nie nadaje się na sumienie narodu. Nikt spośród towarzystwa skupionego wokół wdowy po generale nie posłucha jej. W bardzo mocnej scenie bezsilna Maria krzyczy, miota oskarżenia, a tymczasem zebrani goście zagłuszają ją śpiewem. Wpadająca w ucho i „duszoszczypatielna” pieśń zespołu Lube (ulubieńca rosyjskiego przywódcy) niesie się aż do końcowej frazy, która jest swoistym wyznaniem miłosnym wobec Rosji, a okrzyk Marii o kłamstwie drążącym kraj pozostaje praktycznie niesłyszalny.

Młodzieńcza sztuka rosyjskiego autora znacznie przekracza objętość przeciętnego dramatu. Adaptacja sceniczna dzieła wymaga zdecydowanych skrótów, więc każda inscenizacja, w zależności od poczynionych cięć, staje się zupełnie inną opowieścią. Małgorzata Bogajewska zdecydowała się na zaskakujący krok, usuwając ze swojego przedstawienia tytułowego bohatera. Okazuje się, że nieobecność Płatonowa, a co się z tym wiąże – wątków romansowych, nie tylko nie zubaża treści i wymowy utworu, lecz także czyni spektakl intrygującym. Oczywiście Płatonow nie znika całkowicie, jest nieustannie przywoływany i wyczekiwany przez wszystkich bywalców Wojnicówki. Rosyjski Don Juan, filozofujący cynik, zbuntowany przeciwko środowisku, które go mierzi, ale do którego sam należy, jest w stanie wygarnąć innym prawdę o nich samych. Skoro go nie ma, to pozostali bohaterowie muszą się z nią sami zmierzyć. Tylko czy potrafią to zrobić?

Akcja przedstawienia rozgrywa się na małej, kameralnej scenie, podobnie jak w przypadku Wujaszka Wani, poprzedniej wielokrotnie nagradzanej adaptacji krakowskiej reżyserki. W Teatrze Śląskim widownia znajduje się jeszcze bliżej przedstawianych zdarzeń – rzędy otaczają scenę z trzech stron. Każdy gest, ruch scenicznej akcji jest doskonale widoczny, a widzowie mogą niemal dotknąć występujących aktorów. Scena to eleganckie i przytulne wnętrze bogatego rosyjskiego salonu (scenografia Anny Marii Karczmarskiej). „Perskie dywany, kwiaty. Ściany zawieszone strzelbami, pistoletami, kindżałami” (A. Czechow, Dramaty, tłum. A.L. Piotrowska, Łódź 2019, s. 149). Błyszczący drewniany stół i krzesła oraz wygodna kanapa, na której zaśnie pijany Trylecki. I przeszklony barek wypełniony drogim alkoholem, wypijanym systematycznie przez uczestników przyjęcia Generałowej.

fot. Przemysław Jendroska/mat. teatru

Kostiumy odpowiadają charakterowi, a także pozycji społecznej poszczególnych postaci. Część bohaterów prezentuje stroje zainspirowane upodobaniem nowobogackich rosyjskich „elit” do blichtru i „luksusu”. Anna Wojnicew (Anna Kadulska) nosi bluzkę Versace i złotą biżuterię, Sophie (Irmina Liszkowska) połyskliwą krótką spódnicę, podkreślającą jej figurę modelki, oraz niebotyczne obcasy. Jej mąż Siergiej (Marcin Szaforz) ma szyty na miarę garnitur, a Kiryłł (Piotr Bułka) wzorzystą marynarkę. Jakże kontrastują z nimi Sasza (Aleksandra Przybył) ubrana w białą, skromną sukienkę, Nikołaj (Mateusz Znaniecki) w niedbałej koszuli oraz Osip (Grzegorz Przybył) w wiatrówce i zwykłych dresowych spodniach.

A jeśli to nie prawda przynosi szczęście bohaterom, to co? Może jednak pieniądze? W adaptacji Bogajewskiej pomijany często u innych twórców teatralnych wątek pieniędzy, a przede wszystkim ich braku, zostaje mocno wyeksponowany. Większość bohaterów tonie wprost w długach, podczas gdy pozostała mniejszość bogaci się w podejrzanych okolicznościach, wikłając się w szemrane interesy, przejmując majątek tych pierwszych. Jedni i drudzy natomiast ani tych pieniędzy, ani pracy nie szanują. Nadchodzi katastrofa – za chwilę będzie licytacja i Anna straci majątek. Ale pozostaje jeszcze jedna noc, podczas której można wszystko. Można zbesztać wierzyciela, odrzucić propozycję intratnego ożenku, zorganizować ostentacyjnie wystawne przyjęcie, na którym odpala się papierosa od płonącego banknotu, i udać, że pieniądze nie mają najmniejszego znaczenia. Cóż pozostaje – zabawa na całego, oszołomienie, upodlające picie. W końcu to jedyne wyjście i odskocznia od nędznego, pustego życia. Bo przecież tego szczęścia nie przyniesie też miłość, za którą wprawdzie bohaterowie tęsknią, lecz kochać nie potrafią. Może z wyjątkiem Saszy i Osipa, ale oni za swoje niewłaściwe uczucia (bo skierowane do niewłaściwych osób) poniosą klęskę – jedno ginąc, drugie usiłując popełnić samobójstwo. Bohaterom pozostają zatem nieistotne relacje, seks, ewentualnie wyrachowana kalkulacja z kim się związać. Jak w przypadku Sophie, która myśli, że wychodzi za mąż za dziedzica, a zostaje żoną bankruta. Pozostaje więc alkohol, który leje się strumieniami i zagłusza na chwilę wyrzuty sumienia (?) oraz poczucie przegranego życia. W odważnym monologu Nikołaja pada silne oskarżenie wobec ojców – o alkoholizm przekazywany z pokolenia na pokolenie. Nie do przerwania.

Pijany Trylecki nie jest w stanie utrzymać się na nogach, a przed ściągnięciem spodni i oddaniem się czynności fizjologicznej na oczach innych ratuje go siostra Sasza. Z pozoru panująca nad sytuacją Generałowa nie wytrzymuje presji sytuacji: roszczeń wierzycieli (zredukowanych do jednej osoby – Bugrowa Kamila Suszczyka), nachalności starającego się skłonić ją do ożenku Głagoliewa, cynicznych awansów ze strony jego syna Kiryłła. Widzimy ją siedzącą w rozkroku na podłodze, kiedy z rozpaczą mówi o własnej bezużyteczności, pijąc z dwóch butelek. Jej upokorzenie jest tym większe, że obserwuje ją Osip. Jego wizja Anny jako kobiety idealnej, stawianej na piedestale, całkowicie się rozpada. Oglądamy ten niekończący się maraton picia z przerażeniem, trzeba jednak podkreślić, że aktorzy niezwykle wiarygodnie grają pijanych i ani przez chwilę nie popadają w przesadę czy groteskę.

fot. Przemysław Jendroska/mat. teatru

W spektaklu Teatru Śląskiego najważniejszą postacią staje się Anna. Dojrzała kobieta, która broni się przed utratą swojej pozycji i ma bolesną świadomość, że jej pozornie dobre życie się kończy. Jest wprawdzie wdową po generale, ale nikim innym. Za chwilę straci majątek, a sama się nie utrzyma. Za chwilę przestanie być adorowana, bo kończą się jej uroda, młodość i środki na przyjmowanie kochanków, potencjalnych kandydatów na męża oraz zwykłych pieczeniarzy, tak chętnie korzystających z jej gościny. To wielka rola Anny Kadulskiej. Jej bohaterka posiada niebywałą charyzmę, siłę, odwagę i bezkompromisowość. Ma w sobie władczość, czy raczej królewskość (w końcu noblesse oblige), i zdaje się całkowicie panować nad sytuacją. Ale przecież nic nie zrobi, żeby się uratować, tylko ze straceńczą nonszalancją pogrąży się w pijackim szaleństwie. Uwikłana w nieudany romans z Nikołajem, a może i z Płatonowem, odrzuci zarówno matrymonialną propozycję bogacza, jak i uczucie biedaka.

Reszta zespołu katowickiego niewiele Kadulskiej ustępuje. Świetny Mateusz Znaniecki w rozbudowanej roli młodego Tryleckiego (część jego kwestii pochodzi z usuniętych partii Płatonowa) to ironiczny, na pozór zblazowany młody mężczyzna stopniowo pogrążający się w rozpaczy. Ma świadomość własnej przegranej – jest alkoholikiem, żyje na koszt Anny, a jednocześnie krzywdzi Marię, nawiązując z nią dziwną relację. Wymarzonej kariery już nie zrobi, ale zawsze znajdzie się jakaś kobieta, która nakarmi go i pocieszy. Delikatna Sasza Aleksandry Przybył szczerze kocha zarówno swego niewiernego męża, jak i brata pijaka. Bogobojna i nieco surowa, nie przystaje do „wielkiego świata”, w którym pijany Bugrow próbuje ją uwieść. Z opresji ratuje ją Osip – u Czechowa morderca i złodziej, tu postać frapująco niejednoznaczna. Oboje pozostają niejako na marginesie, obserwując z dystansu upadek Anny i pozostałych. Porfiry Głagoliew Antoniego Gryzika to na pozór szarmancki, elegancki dobroczyńca wdowy i pretendent do jej ręki. W rzeczywistości bezwzględny oligarcha, który mając świadomość swojej władzy, próbuje „przywileje mężowskie” od swojej żony in spe uzyskać siłą. Nie ustępuje mu zepsuty i cyniczny Kiryłł (niepokojący Piotr Bułka), który na oczach wszystkich żąda pieniędzy od własnego ojca i równie otwarcie za te pieniądze chce kupić Annę.

Reżyserka stawia bardzo przygnębiającą diagnozę. To nie spektakl o wegetującej i zapijaczonej prowincji rosyjskiej początku lat osiemdziesiątych XIX wieku, ale obraz współczesnego spauperyzowanego społeczeństwa, żyjącego podobnie jak jego przodkowie: w ubóstwie duchowym, zniewoleniu, w poczuciu niemożności odmiany własnego losu, w wyniszczającym nałogu. Obraz ludzi niezdolnych, głuchych na nieszczęście innych, za to ze skłonnością do megalomanii, chowających się za patriotyzmem i miłością do wielkiej i niezwyciężonej Rosji.

Tytuł oryginalny

Rosjo, kocham cię

Źródło:

„Teatr” nr 9 online

Link do źródła

Autor:

Justyna Landorf

Data publikacji oryginału:

01.09.2022