EN

10.01.2023, 13:59 Wersja do druku

Romans grozy

„Sleeping Beauty” („Śpiąca królewna”) Piotra Czajkowskiego w chor. Matthew Bourne'a z New Adventures, pokazy w Sadler’s Wells w Londynie. Pisze Benjamin Paschalski na blogu Kulturalny Cham.

fot. Johan Persson/ mat. New Adventures

Londyn to nie tylko miasto przesiąknięte zabytkami Anglii, różnorodnością i ofertą rozrywkową. To również istotny gospodarz życia baletowego w Europie. Z jednej strony swoją siedzibę mają w tym mieście Royal Ballet i English National Ballet, ale również istnieje scena tańca, która gości na swoich deskach szeroki kalejdoskop kompanii baletowych. Mowa o zasłużonej i historycznie doświadczonej placówce Sadlers’s Wells, która dziś posiada już szóstą swoją scenę w niezmiennym miejscu Londynu. Od przełomu wieków prowadzi działalność impresaryjną, zapraszając znamienite formacje taneczne, których część to stali rezydenci. Do nich należy New Adventures prowadzony przez Matthew Bourne’a. To jeden z najpopularniejszych i najbardziej uznanych oraz odnoszących sukcesy choreografów brytyjskich. I każdy kto oglądał film Billy Eliot zna prace artysty. Bowiem finał to fragmenty Jeziora łabędziego właśnie w jego choreografii. Przedstawienia szczególnego, wyjątkowego, niepowtarzalnego, w którym w partiach łabędzi obsadzeni zostali mężczyźni, przez co związek zauroczenia i miłości Księcia nabiera zupełnie nowych znaczeń i kontekstów. W Sadler’s Wells prace Bourne’a można oglądać regularnie. Zazwyczaj są to dwa miesiące zimy i miesiąc wakacji. W tym sezonie na przełomie grudnia i stycznia zaprezentowano, z bogatego kalejdoskopu repertuaru liczącego 14 prac, Śpiącą królewnę. Co warto podkreślić, nigdy nie są to sztampowe inscenizacje. Bourne, wykorzystując neoklasyczną technikę, ukazuje odmienne spojrzenie na poszczególne ikoniczne balety. Artysta dąży do jednego – komunikatywności i korespondowania z dniem dzisiejszym. Szeroko wykorzystuje popkulturę, bawi się, nie stroni od kiczu, który wykorzystuje do zainteresowania i trzymania w napięciu odbiorcy. Tak było we wspomnianym Jeziorze łabędzim, analogicznie w The Car Man, gdzie gra słów zmieniała kobiecą operową Carmen w ponętnego podrywacza. W sierpniu będzie można zobaczyć Romeo i Julię do muzyki Prokofiewa, gdzie choreograf umiejscawia akcję w szpitalu psychiatrycznym. Nie inaczej jest ze Śpiącą królewną. W tle muzyka Piotra Czajkowskiego, ale artysta zabiera nas w świat grozy i strachu. Bowiem podtytuł przedstawienia to Romans gotycki.

Opowieści niespotykane zawsze były w modzie. Już w okresie romantyzmu powstał Frankenstein autorstwa Mary Shelley, który stanowi protoplastę fantastyki naukowej. To również przykład powieści gotyckiej, która charakteryzuje się treścią pełną pułapek, chorób, śmierci, klątwy. Z niej narodziły się horrory, które wraz z pojawieniem się kinematografu zainspirowały twórców filmowych. Nurt kina niemieckiego ekspresjonizmu to sztandarowy przykład niesamowitości, strachu i przerażenia. Okraszone zjawiskową dekoracją, demonicznymi postaciami i wstrząsającą narracją stanowiły istotny wkład w rozwój kultury. Prace Fritza Langa czy Friedricha Wilhelma Murnaua to wzory owego czasu. I należy zadać pytanie. Czy Śpiąca królewna nie jest właśnie takową mroczną opowieścią, z pogranicza fantastyki? Matthew Bourne odpowiada jasno – tak! Czerpie pełnymi garściami ze świata grozy, budując z jednej strony mroczną atmosferę walki dobra ze złem, demonów, ale również pełną ciepła i nadziei na zwycięstwo miłości.

Balet New Adventures jest luźną interpretacją klasycznej bajki. Przenosimy się do roku 1890, gdy zła wróżka Carabosse podrzuca dziecko Królowi Benedictowi. Wobec braku wdzięczności, złe moce rzucają klątwę na dziewczynkę Aurorę, że zraniona różą zaśnie na sto lat i dopiero zbudzi się od pocałunku ukochanego młodzieńca. I przepowiednia się sprawdza. Dwadzieścia jeden lat później zjawia się tajemniczy Caradoc – syn Carabosse i pozostawia różę. Dochodzi do tragedii i mimo wielkiej miłości księżniczki do gajowego Leo, zapada ona w długi sen. Za sprawą Hrabiego Lilaca, króla wróżek, młodzieniec otrzymuje nieśmiertelność. I mija sto lat. Akcja już toczy się w naszych czasach. Grupy turystów odwiedzają bramę legendarnego zamku. I dochodzi do przebudzenia księżniczki, ale szansę jej wiecznego posiadania wykorzystuje czarny demon – Caradoc. Już ma się odbyć uroczystość zaślubin, podczas gotyckiego przyjęcia, ale całość szczęśliwie niweczą dobre moce. Aurora i Leo łączą się w miłosnym uścisku, a z ich związku rodzi się nowe życie. Piękna historia, w której taniec odgrywa najważniejszą rolę.

Scenograf Lez Brotherston buduje wielką salę zamkową, w kolejnych fragmentach igra z tradycyjnymi wyobrażeniami. A to w ogrodzie statyczna rzeźba jest w pozycji leżącej, a zapuszczone wrota zamku pełne są kwiatów i listów jak sprzed bramy pałacu Buckingham. I te analogie można mnożyć, ponieważ istotą jest dotarcie do szerokiego odbiorcy, nawet najprostszą metaforą. Bourne świetnie podgląda otaczający świat. Prawie cały pierwszy akt to opowieść o małej Aurorze. Jak pokazać małe dziecko w teatrze, zawsze jest problemem. Zazwyczaj to zawiniątko, które niańczy dorosły i udajemy, że w to wierzymy. W londyńskiej Śpiącej królewnie mamy inaczej. Wydaje się, że dziewczynka jest rzeczywista. A to tylko pozór. Animuje ją bowiem, jak w czarnym teatrze, trójka artystów. I jest to perełka artystyczna. Malec chodzi, tańczy, wspina się na kotary, a leżąc w łóżeczku i obserwując taniec, razem z wykonawcami przeżywa. Świetnie pomyślany epizod ustawia całe przedstawienie. Technika choreografa jest prosta. Rolą spektakli nie jest oczarowanie możliwościami zespołu, ale nadrzędnym celem opowiedzenie historii. Jasne, klarowne, spójne. Szybkość, dowcip i precyzja. To najważniejsze cechy układu. I dzięki temu jest zjawiskowo. Zespół nie jest rozbudowany, łącznie z solistami to ledwo ponad dwudziestu tancerzy. Mimo owego ograniczenia wykonanie jest precyzyjne. Najciekawiej wypadają zakochani w sobie Księżniczka Aurora – Ashley Shaw oraz gajowy, Leo – Andrew Monaghan. Gorzej, mimo partii charakterystycznych, realizuje zadania druga para protagonistów Caradoc – Ben Brown oraz Hrabia Lilac – Paris Fitzpatrick. Jednak mimo owych niedociągnięć, całość jest udanym, zabawnym i spełnionym widowiskiem. Muzyka odtwarzana jest z taśmy, bowiem liczba dodatkowych efektów dźwiękowych uniemożliwia wykonywanie jej na żywo. I czas w Sadler’s Wells płynie niesłychanie szybko, pragnienia mówią, żeby trwał ten wieczór jak najdłużej. Ale jak w każdej bajce jest i szczęśliwe zakończenie.

Matthew Bourne posiada niesłychaną umiejętność pracy tanecznej – idealnego komunikowania się z publicznością. Wychwytuje tematy, które są obok nas i umiejętnie przekłada je na język tańca. Jest mistrzem prostej opowieści. To taki artysta pop-kultury w świecie wysublimowanej sztuki. Ale właśnie ten rodzaj przedstawień trafia do szerokiego odbiorcy, może zarazić, dotknąć, wzruszyć. I dlatego podróże do Londynu stają się lekcją obowiązkową dla poszukujących oddechu od szarości z uśmiechem na twarzy i piękną baletową historią.

Tytuł oryginalny

ROMANS GROZY – „SLEEPING BEAUTY” – NEW ADVENTURES W LONDYNIE

Źródło:

kulturalnycham.com.pl
Link do źródła

Autor:

Benjamin Paschalski

Data publikacji oryginału:

09.01.2023

Wątki tematyczne