„Rok, w którym nie było lata” w reż. Florentiny Holzinger z Volksbühne am Rosa-Luxemburg-Platz na Festiwalu Boska Komedia w Krakowie. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.
Widziałem Ofelię w Toruniu na Festiwalu Kontakt i to przedstawienie bardzo mi się podobało, jeśli możemy w ogóle w tych kategoriach o twórczości Holzinger mówić. Kilka razy nabrałem głębiej powietrza w płuca, gdyż zobaczyłem na scenie coś, czego przedtem w teatrze nie widziałem, a co wydawało mi się stosunkowo radykalnym środkiem wyrazu, ale całość przyniosła mi - że tak to ujmę - zadowolenie artystyczne.
Więc teraz było tak samo, tylko bez nabierania powietrza w płuca, gdyż sceny, które miały mnie zszokować już widziałem w Ofelii, co nie znaczy – jak sądzę – że reżyserka jest redundantna, lecz – że mamy do czynienia ze swoistą, rozpoznawalną stylistyką. Może poza sceną finałową Roku, w którym nie było lata, której szczegółów jednak nie będę zdradzał, żeby nie psuć niespodzianki tym widzom, którzy spektaklu nie widzieli, a może zobaczą. W każdym razie kolejka po palta miała na twarzy mieszankę niedowierzania z obrzydzeniem. Najkrócej mówiąc – Ofelia była znacznie mocniejsza, ale - Rok bez lata jest zdecydowanie zabawniejszy, sceny z Freudem wygadującym głupoty o zębatej waginie, są po prostu nieodparcie śmieszne.
W tytułowym 1816, roku bez lata, powstała również powieść o doktorze Frankensteinie, którego owoc pracy pojawia się także na scenie u Holzinger. Dzieło Mary Shelley, czytane jest dziś jako traktat o odpowiedzialności za to, co się stworzyło, ciekawe więc - do kogo kierować pretensje za naszą, tak niefortunnie wymyśloną starość? Tak nieestetyczną i tak - niekiedy - upokarzającą?
No, ciekawe.