Inne aktualności
- Zakopane. Wystawa Macieja Świeszewskiego i jego studentów w Teatrze Witkacego 10.03.2026 09:14
- Szczecin. Teatr Polski zaprasza na pierwsze w tym sezonie pokazy „Sztukmistrza z miasta Lublina” 10.03.2026 09:07
- Nowy RAPTULARZ: Andrzej Wajda 10.03.2026 09:04
- Kraków. Wiosenna premiera dla najmłodszych w Teatrze Praska 52. Gino i Suzi powracają 10.03.2026 08:58
- Kraków. Paweł Demirski powraca do Starego Teatru z „Hamletem” 10.03.2026 08:45
-
Warszawa. „Dom dobry” Wojciecha Smarzowskiego z pięcioma Orłami, m.in. za najlepszy film
10.03.2026 08:44
-
Łódź. XXXII Międzynarodowy Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych. Sprzedaż biletów rozpocznie się jutro o 12-tej: w kasie, online i w biletomacie
10.03.2026 08:35
-
Warszawa. „Wielka Mandorla Superstar” w ramach Otwartej Sceny IT
10.03.2026 08:35
- Białystok. Opera i Filharmonia Podlaska nawiązała współpracę z teatrami na Litwie 09.03.2026 18:22
- Rzeszów. Rusza Konkurs Recytatorski Poezji Współczesnej im. Juliana Przybosia 09.03.2026 17:16
- Kielce. „Barbaricum” Kieleckiego Teatru Tańca w Warszawie 09.03.2026 17:14
- Legnica. Teatr Modrzejewskiej wznawia „Wodewil Liegnitz” i zaprasza na wystawę 09.03.2026 16:05
-
Lublin. Czas na Światowy Kongres Futurologiczny!
09.03.2026 16:04
-
Wrocław. Jak badać kulturę w Polsce? Eksperci spotkają się na II Forum Narodowego Obserwatorium Kultury
09.03.2026 15:45
Ogłaszanie na koniec roku 2020 różnych rankingów i opowiadanie o walce z nadprodukcją przypomina dźwięki muzyki orkiestry na „Titanicu", zagłuszającej podstawowe kwestie.
Początek roku wiąże się w teatralnym światku z pewnymi rytuałami. Do najświętszych należą obowiązkowe rankingi, ogłaszane przez krytyków i redakcje. Na co dzień śpiewana jest pieśń na rzecz wszelakiej równości i konieczności wprowadzania w naszych teatrach tzw. relacji niehierarchicznych. Jednak dwa razy do roku (też w lecie, na koniec sezonu) zapomina się o tym, bo pojawia się szansa na podkreślenie swojego znawstwa i swojej eksperckości. W tych chwilach można bezpiecznie przyznać, że w sztuce jest jeszcze coś, być może, ważniejszego od poglądów. Na przykład, bagatelka!, talent (oraz brak talentu...). Tak zwana iskra Boża, którą się posiada albo nie, i nieważne, jak dużo nałożymy na swoje facebookowe zdjęcie profilowe obrazków i deklaracji aktywizmu. W końcu rankingów i nagród nie da się ustalać wyłącznie na podstawie zgodności z politycznymi poglądami środowiska.
W sezonie pandemicznym pojawiła się w publicystyce teatralnej nowa jakość: oto pojawiły się w tzw. środowisku nawoływania do autorefleksji. Artyści mają „zwolnić" (nie mylić z opuszczeniem etatów), zmniejszyć prędkość, aby z czułością przyjrzeć się „zwykłemu życiu". Czasowe zamknięcie instytucji kultury ujawniło istniejące ponoć zjawisko „nadprodukcji", nadmiernej liczby wydarzeń kulturalnych, a więc i premier w polskich teatrach. Na razie problem nadprodukcji objawił się głównie nadprodukcją tekstów i dyskusji. A pisząc już bardziej serio - domaganie się spowolnienia to niebezpieczny postulat, otwierający drogę do bezpowrotnych redukcji przez samorządy budżetów na kulturę. Hasło brzmi świetnie, ale jest diagnozą cząstkową, dotyczącą głównie kilku większych miast i artystów nienarzekających na brak roboty. Oczywiście, chciałoby się powtarzać za doktorem Rieux z „Dżumy" Camusa szlachetne komunały: odkryliśmy, że wirusa nie da się pokonać, zarazki są zawsze z nami, przyczajone, i nigdy nie wiadomo, kiedy zaatakują. Powiedziały nam coś o nas samych: domagają się codziennej gotowości i doceniania tego, co mamy. Wirus jako wielki nauczyciel... - pobożne to życzenia. Zamiast Camusa wolę czytać Susan Sontag. Esej „AIDS i jego metafory" to dobra lektura na czas zarazy, jest jak szklanka zimnej wody na mózgowe gorączki. Sontag występuje w nim przeciwko „metaforycznym ozdobnikom", w jakie wyposażamy nasze wielkie choroby. „Rak to po prostu choroba. Bardzo poważna, ale tylko choroba" - pisze. COV1D-19 to tylko śmiertelnie groźny wirus, stąd obawy, że nie może niczego nas nauczyć, o ile sami nie zmądrzejemy i nie zaczniemy pracować naprawdę - a nie tylko symulować pracę. Oczywiście, chciałoby się wierzyć, że wyjdziemy z domów lepsi, dojrzalsi, przepełnieni etyką troski, wytrenowani i bez nałogów. Że Krystian Lupa ze swoich 200 kawałków, które otrzymał za ostatnią premierę „Capri" w Teatrze Powszechnym, ufunduje jakiemuś przymierającemu głodem aktorowi sowite stypendium - w akcie środowiskowej solidarności. A co tam, śmiało, nie ograniczajmy marzeń, nawet kilkunastu aktorom i dramaturgom!
A wracając do rzeczywistości - ogłaszanie na koniec roku 2020 różnych rankingów i opowiadanie o walce z nadprodukcją przypominają dźwięki muzyki orkiestry na „Titanicu", zagłuszającej podstawowe kwestie. Po pierwsze, chociaż ludzie znienawidzili teatr w Internecie, to na dobrą sprawę nie wiadomo, czy zachcą wrócić na widownię. Nie wiemy, czy pandemia na dobre nie zmieniła zwyczajów odbiorców kultury. Po drugie zaś, nie wiemy, w jakiej formie kultura dożyje czasów powrotu do normalności. Korzystając z okazji olbrzymiego spadku liczby wydarzeń, samorządy (w Polsce głównie to one finansują instytucje kulturalne) przystrzygły budżety rozmaitym jednostkom. Nie wiadomo, czy w kolejnych latach zechcą je przywrócić choćby i do poprzedniej wysokości. Nie ułatwią im decyzji masochistyczne dywagacje zrodzone z ducha filozofii krytycznej i krytyki instytucjonalnej. Znając mentalność co poniektórych samorządowców, mogę sobie wyobrazić ich reakcję na tego rodzaju postulaty i odkrycia. Dostajemy mniej, więc i mniej musimy za to płacić, chyba proste? A już na pewno sytuacji nie poprawi - ostatnio modne -skrajne upolitycznienie instytucji kultury. Jawne deklaracje aktywizmu to niebezpieczna droga w jedną stronę. Skoro dyrekcje i zespoły państwowych instytucji manifestacyjnie stają po jednej stronie sporu politycznego, to co mają wspólnego z misją bycia „publicznym" - czyli otwartym dla wszystkich, niezależnie od poglądów? I do czego w takim razie są im potrzebne - publiczne przecież - pieniądze? Nie mówiąc już o fakcie, że najnowsze wystawy w galeriach i demonstracyjne machanie transparentami przy wychodzeniu do oklasków niebezpiecznie zaczynają przypominać sztukę tworzoną w czasach stanu wojennego.
Niżej podpisany na razie nie czuje się ani piękniejszy, ani mądrzejszy. Za to chciałby wierzyć, że z okazji odejścia wirusa wszyscy będziemy mogli po prostu normalnie pracować, a jeśli już z troską, to o standardowe procedury i o publiczne pieniądze, bez zaniżania czy zawyżania stawek, przykrywanego zasłoną dymną słusznych poglądów. Że skończy się nadprodukcja polegająca na zapraszaniu przez kuratorów festiwali i dyrektorów teatrów ciągle tej samej grupy twórców - ich rzeczywiście możemy nazwać zapracowanymi. I że po pandemii będziemy mieli więcej kulturalnej nadprodukcji - nie tylko w wielkich miastach, lecz , także w całej Polsce.