„Mój syn chodzi, tylko trochę wolniej” Ivora Martinića w reż. Iwony Kempy na LIII Jeleniogórskich Spotkaniach Teatralnych. Pisze Manu w portalu jelonka.com.
Trwająca od pierwszego piątku października w Teatrze im. Norwida 53. edycja Jeleniogórskich Spotkań Teatralnych dobiegła końca. W ostatni dzień tegorocznych spotkań Teatr Ateneum im. Stefana Jaracza z Warszawy zaprezentował poruszającą tragikomedię „Mój syn chodzi, tylko trochę wolniej” (tytuł oryginalny „Moj sin samo malo sporije hoda”) autorstwa Ivora Martinića w tłumaczeniu Gabrieli Abrasowicz i reż. Iwony Kempy.
Gorzka komedia opowiada o relacjach panujących w trójpokoleniowej rodzinie, która zmaga się z inwalidztwem młodego Franka (świetny Paweł Gasztold–Wierzbicki). Franek obchodzi właśnie dwudzieste piąte urodziny i stara się, mimo życiowych komplikacji, odnaleźć przepis na „normalne życie”. W tym przełomowym momencie towarzyszą mu nadopiekuńcza matka Mia (znakomita Agata Kulesza), wycofany ojciec Robert (doskonale wypada Przemysław Bluszcz), kochliwa siostra Doris (Paulina Gałązka), cierpiąca na demencję babcia Anna (fenomenalna Maria Ciunelis), egoistyczna ciotka Rita (Magdalena Schejbal) i infantylna znajoma Sara (Karolina Charkiewicz). Jest to moment skłaniający wszystkich bohaterów do refleksji i ustosunkowania się do rozmaitych przejawów odmienności – na poziomie fizycznym, intelektualnym, emocjonalnym, seksualnym i społecznym.
W którymś momencie przedstawienia matka Mia zadaje pytanie swojemu ojcu Oliwerowi (Janusz Łagodziński), czy żałuje, że w ogóle założył rodzinę, i że to wszystko się potoczyło właśnie tak? Ale ten jednak na pytanie nie udziela odpowiedzi. Bo, czy na tak zadanie pytanie w ogóle jest jakakolwiek odpowiedź?
To zupełnie obyczajowa, momentami poruszająca, a przez to i wciągająca, opowieść o różnych sprawach ważnych. Autor Ivor Martinić, chorwacki dramaturg i scenarzysta, z wielkim wyczuciem przedstawia codzienne problemy towarzyszące nam na różnych etapach życia.
Realizacja Iwony Kempy (także opracowanie muzyczne) jest przede wszystkim o miłości, która pojawia się w różnych konfiguracjach i na różnych etapach życia. Znakomicie sprawdzają się aktorzy Teatru Ateneum. Podoba się funkcjonalna scenografia i kostiumy Joanny Zemanek. Spektakl nie pozostawia widzów w poczuciu upadku idei rodziny, lecz zadaje pytanie o to, jakiej rodziny potrzebujemy.