Moim zdaniem jest to przedstawienie o dziedziczeniu przemocy — mówi PAP aktor Robert Czerwiński, kreujący role Agamemnona i Orestesa w „Orestei” w reżyserii Luka Percevala. Premiera w Teatrze Narodowym w Warszawie — w sobotę.
Luk Perceval, jeden z najważniejszych twórców europejskiego teatru, po raz pierwszy pracował w Teatrze Narodowym w Warszawie, gdzie przygotował spektakl według własnego scenariusza na motywach trylogii Ajschylosa.
– Będzie to premiera „Orestei” w reżyserii Luka Percevala. Mam przyjemność zagrania dwóch postaci, Agamemnona i Orestesa. To jest zestawienie dwóch dla mnie bardzo bliskich bohaterów. Jest to ojciec i syn – wyjaśnił Robert Czerwiński.
– Niesamowite dla mnie jest to, jak bardzo dużo dziedziczymy po swoich rodzicach. W tym przypadku opowiadamy o tym, jak mechanizm wojny, jak trauma wpływa na nas — mówił. – Bardzo długo szukałem różnic pomiędzy tymi postaciami. Szukałem w kostiumie, w geście, a ostatecznie zdecydowaliśmy się na ukazanie właśnie braku różnic. To znaczy to mężczyźni, którzy są bardzo do siebie podobni. Każdy z nich stoi przed decyzją — tłumaczył aktor.
Robert Czerwiński zwrócił uwagę, że Agamemnona widzowie poznają w momencie, kiedy wraca z wojny. – Jest dla jednych oprawcą, dla drugich bohaterem — powiedział.
– A Orestesa poznajemy przed dokonaniem zbrodni. Dla mnie interesujące jest w nich właśnie to, że każdy z nich ma moment, w którym podejmuje decyzję — zaznaczył. – Różne sytuacje wpływają na ich decyzję, ale ostatecznie powielają mechanizmy pokoleniowe, powielają traumy i decydują się na przemoc — wyjaśnił aktor.
Jego zdaniem, sytuacja Orestesa nie różni się zbytnio od sytuacji Agamemnona. - Ten los Orestesa jest właściwie wszystkim znany. On staje przed moralnym wyborem. Zastanawia się, czy musi zabić swoją matkę Klitajmestrę. Dochodzi do wniosku, że musi. Uważa, że to jest jedyna słuszna droga, by pomścić mord na swym ojcu Agamemnonie — tłumaczył Robert Czerwiński, dodając, że cały czas próbował wykreować postać, która do samego końca nie wie, co zrobi. – W naszej interpretacji teatralnej w podjęciu decyzji pomagają mu zachowania Elektry i Klitajmestry — dodał.
– Mam wrażenie, że Orestes to człowiek, który nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, co właśnie za chwilę zrobi. Ten mechanizm wojny, to dziedziczenie przemocy, rodzinne traumy wpływają na niego. I choć może postąpić inaczej, dochodzi do przekonania, że ta droga przemocy jest słuszna. Że pomszczenie ojca jest jedyną słuszną drogą — wyjaśnił aktor.
Pytany, czy bogowie istnieją w tym spektaklu, czy pełnią tylko funkcję symboliczną, Robert Czerwiński powiedział: - Nie istnieją. - Naszą scenografię tworzy drewniana, obracana piramida. Ona właśnie symbolizuje tę przemoc w świecie i fakt, że my ludzie nie jesteśmy w stanie jej zatrzymać. Że to, co się dzieje dookoła, ma wpływ na nas w środku; na te postacie, które boją się spaść z tej piramidy — tłumaczył artysta.
– Nie mamy wpływu na ruch piramidy i myślę, że to jest właśnie ten milczący element boski w spektaklu. Oczywiście, kiedy dokonujemy zbrodni, zawsze argumentujemy to, powołując się na jakiś wyższy cel. Wtedy odnosimy się do bogów, szukamy tej boskiej pomocy. W naszym przedstawieniu każda z postaci zwraca się do jakiegoś boga — powiedział aktor.
– Również Orestes, wchodząc na grób ojca, wracając po latach do domu, prosi boga Apolla o pomoc. Bo to, co właśnie za chwilę ma zrobić, przytłacza go i potrzebuje tego boskiego rozkazu, który go popchnie do matkobójstwa — mówił. - W rzeczywistości jest pozostawiony sam sobie i to on podejmuje decyzję o zemście, a jednak potrzebuje pomocy bóstwa — wyjaśnił Robert Czerwiński, dodając, że w rolę bóstwa przyjmuje jego siostra Elektra, która ostatecznie pcha go do tego czynu.
„Do dziś wciąż najbardziej frapują mnie ludzie i ich próby przetrwania, ramy, których potrzebują, by czuć się bezpiecznie, i ślepe przekonania, którymi się kierują” – powiedział Luk Perceval, cytowany w programie przedstawienia.
„Gdziekolwiek spojrzymy, widzimy jaskrawe przykłady tego, jacy powinniśmy być: idealni ludzie o idealnych ciałach, idealnych uśmiechach. Politycy zachowują się tak, jakby byli bogami, a w sporcie mamy jedynie bohaterów – zwycięzców. Nieustannie mierzymy się z wyidealizowanymi obrazami człowieczeństwa. Jednocześnie wywołuje to ogromne przygnębienie, bo ludzie czują się w jakimś sensie niewystarczający, ciągle rozdarci między wszechogarniającym lękiem a przemożnym pragnieniem wolności. Pełni wątpliwości, niepewności, poczucia niespełnienia i tak dalej. Rozpaczliwie poszukujący szczęścia” – podkreślił reżyser.
Spektakl z napisami w języku angielskim.
„Oresteja” na motywach trylogii Ajschylosa. Przekład scenariusza (z języka angielskiego) – Tadeusz Sławek. Scenariusz i reżyseria — Luk Perceval. Scenografię i kostiumy zaprojektowała Anneliesa Vanlaere. Występują: Ewa Bukała (Elektra), Aleksandra Justa (Klitajmestra), Karolina Staniec (Kasandra), Danuta Stenka (Hekuba), Hanna Wojtóściszyn (Ifigenia), gościnnie Mariusz Bonaszewski (Chorus), Robert Czerwiński (Agamemnon, Orestes) i Cezary Kosiński (Ajgistos).
Premiera „Orestei” – 10 października o godz. 17 w Sali Bogusławskiego Teatru Narodowego w Warszawie. Kolejne przedstawienia – 11 oraz 13-15 października.