„Jak uszczęśliwić faceta” Pierre’a-Henriego Théronda w reż. Richarda Dicka w Teatrze Capitol w Warszawie. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.
W wersji oryginalnej ten tekst nosi tytuł Dialogi z penisem i zdecydowanie lepiej oddaje sytuację sceniczną, gdyż nasz bohater, czterdziestoletni Andy (Mateusz Znaniecki), istotnie rozmawia ze swoim penisem (niecodzienna rola Michała Rolnickiego). W Warszawie tytuł naszego spektaklu jest nieco mylący, ufam, że wprowadzono tę zmianę nie z powodu lęku przed słowem „penis” na plakacie. Również trudno zgadnąć, dlaczego reżyserzy pracujący dla nocnej sceny Capitolu posługują się pseudonimami, gdyż w tym wypadku żadnego wstydu nie ma, a poza tym – biorąc pod uwagę obsadę przedstawienia – nietrudno się domyślić, kto kryje się pod prowokacyjnym pseudonimem Richard Dick, a p. Robert na bankiecie nie uchylał się od fotografowania się ze swoimi aktorami.
Rzecz do Capitolu by Night jak znalazł: lekka, niezobowiązująca, aż przyjemnie sączy się gratisowe (sic) prosecco. Momentami jest bardzo zabawnie, zwłaszcza Michał Rolnicki w roli organu ma kilka brawurowych point, ale chwilami przez tę ścianę burleski przebijają się także poważniejsze sprawy, o których autor napomyka, a które wychwyci co uważniejszy widz, zwłaszcza płci męskiej.
Damy uspokajam: spędzą równie miły wieczór jak ich partnerzy, całość bowiem nawet nie ociera się o wulgarność czy nieprzyzwoitość, a słowo „pikanteria”, którego użyto jako wabika, potraktujmy wybitnie marketingowo, gdyż rzecz jest po prostu – urocza.
Co prawda niekiedy interakcja z publicznością nie była jakoś specjalnie wyrafinowana, a wywołani do odpowiedzi widzowie z trudem ukrywali zażenowanie, ale może francuska publiczność – dla której wymyślano ten format – jest jakoś bardziej wyluzowana albo ma większą skłonność do inkluzywności i ekstrawertyczności? No nie wiemy. W każdym razie zostawiono w spokoju dwóch siedzących ewidentnie na widoku recenzentów, za co obaj są aktorom niezmiernie zobowiązani.