EN
19.01.2022, 10:26 Wersja do druku

Przeszłość bliska i daleka

"Kreszany" Olgi Maciupy, Oleny Apczel i Wojtka Zrałka-Kossakowskiego w reż. Oleny Apczel w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu. Pisze Małgorzata Pabian z Nowej Siły Krytycznej.

fot. Paweł Wojciechowski/mat. teatru

Jako rdzenni Słowianie jesteśmy już tak daleko od naszych korzeni, że z trudem potrafimy odpowiedzieć na pytania: Czym jest słowiańskość? Jakie są nasze ludowe wierzenia, zwyczaje? Czy to dziedzictwo jest nam bliskie, czy możemy się w nim przejrzeć niczym w lustrze? Czy dorobek kulturowy sprzed lat jest już tylko zamgloną historią? Na zadanie sobie takich pytań usiłują nakierować nas twórcy spektaklu „Kreszany”. Powstał on w koprodukcji Teatru Zagłębia w Sosnowcu z Teatrem Łaźnia Nowa w Krakowie, premierę miał w ramach Festiwalu Boska Komedia 2021.

Przedstawienie ukraińskiej reżyserki Oleny Apczel utrzymane jest w groteskowej konwencji. Scenariusz to splot różnych opowieści, bez wyraźnej osi fabularnej, zbiór przemyśleń, etiud, działań ruchowych, często przypominających rytuały lub tańce. Aktorzy nie mają konkretnych ról, postacie są płynne, nie ma bohaterów głównych i pobocznych. Twórcy przyglądają się marginalizacji dziedzictwa kultury słowiańskiej, zestawiając je chociażby z dziedzictwem antycznym, badają rolę kobiety w słowiańszczyźnie oraz w mitach fundamentalnych dla różnych społeczeństw.

Rozpoznajemy pieśni ukraińskie, obrzędy Słowian (Tryzna, czyli rytuał pogrzebowy; czy rytuał narodzin, któremu towarzyszą wieszczki Rodzanice), pojawia się kilka bardziej współczesnych historii kobiet z Ukrainy. Zaakcentowana zostaje aneksja Krymu – kobiety zwierzają się sobie zarówno z doświadczeń wojennych, jak i z prywatnego życia. Twórcy pytają, dlaczego trudno nam poczuć znaczenie Kupały, bóstw słowiańskich? Dlaczego zaniknął cykliczny porządek czasu, wyparło go istnienie linearne?

fot. Paweł Wojciechowski/mat. teatru

Wszystkie te wątki tworzą mieszaninę powagi i humoru, egzystencjalne rozważania kończą się na przykład stwierdzeniem bohaterki, że musi iść do toalety, a grająca na lirze korbowej aktorka śpiewa o współczesnych „bogach” – jodze czy weganizmie. Panteon słowiańskich bóstw rozpatrywany jest w konwencji zabawy w przebieranie, spektaklu w spektaklu. Bogini-Baba, za którą jawnie skrywa się Mirosława Żak, mówi podniosłym, zniekształconym głosem. To postać niejako spoza świata, ale zarazem świadomie przedstawiana tak, by zburzyć poczucie dystansu do przeciętnego człowieka.

Ruch (choreografia: Anna Steller) często buduje całą scenę, aktorzy zdają się zatracać w tańcach, symbolicznych gestach, tak jakby uczestniczyli w czymś niemalże mistycznym. Nie zawsze układ choreograficzny jest jasnym komunikatem, nieraz wydaje się być celem samym w sobie, zabawą ciałem, innym razem bliżej mu do odgrywania rytuału.

Można było spodziewać się po spektaklu odwołującym się do słowiańszczyzny, że zobaczymy stroje ludowe, tymczasem aktorzy mają dość proste kostiumy, w których jedna barwa płynnie przechodzi w drugą. Multum kolorów daje wrażenie wyjątkowej witalności, która przenika całe przedstawienie. Tło sceny to ściana z gradientowymi kolorami, w niektórych momentach służy jako ekran dla projekcji. Niektóre nagrania wideo kręcone są w czasie rzeczywistym, inne zostały zarejestrowane przed pokazem (przeplatające się w scenariuszu rozmowy średniowiecznych Książąt i Księżnej, którzy debatują nad mentalnością i historią narodów słowiańskich). Spektakl jest dosłownie multimedialny. Muzyka Mateusz Zegana, grana na żywo, hipnotyzuje rytualnością; ambient miesza się z elektroniką. Czasem dźwięki są bardziej eksperymentalne – słychać brzęczenie, buczenie lub trudne do identyfikacji brzmienia.

Scenografia spektaklu to kompozycja kilku minimalistycznych elementów. Kolisty materac na pustej scenie nachylony jest w stronę widowni. Po obu stronach sceny umieszczono czerwone skały, kojarzące się z żywiołem ziemi, pierwotnością, stałą naturą. Horyzont zmienia się w zależności od przedstawianej opowieści: czasem jest to wspomniana kolorowa ściana, innym razem widok z kamery trzymanej przez aktorkę, jeszcze innym napisy.

„Kreszany” to niewątpliwie ciekawy i złożony eksperyment, choć czasem na scenie dzieje się zbyt wiele, odczuć można nadmiar bodźców. Jednocześnie słyszymy brzęczenie, dialog, na ekranie wyświetla się wideo... Przydałby się większy umiar, co korzystniej wpłynąłby na odbiór spektaklu.

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne