24.11.2005 Wersja do druku

Protest a nie porno

Chłopak i dziewczyna rozbierają się, po czym zapraszają widzów do wspólnej zabawy. Porno? Tak, jeśli pozostać przy tym upraszczającym opisie. Nie - jeśli uwzględnić rzeczywisty przebieg wydarzeń - o spektaklu SUKI OFF "Flesh Forms" pisze Joanna Derkaczew w Gazecie Wyborczej.

Przedstawienie zaczyna się niczym koszmar, pełen transowej muzyki i dziwnych obrazów. Na katafalku leży dziewczyna w peruce Kleopatry i lateksowej kiecce. W tle migają slajdy ze staromodnymi wykresami anatomii. Bosy chłopak w laboratoryjnym kombinezonie i cieknącej masce przeciwgazowej szoruje podłogę mopem. Mija minuta za minutą, a ciała aktorów ulegają stopniowemu rozkładowi. On pluje czarną mazią, ona zwija się łysa i obnażona. Bez ubrań trudno ich odróżnić. Gdy w końcu zamieniają się kostiumami można nawet nie poznać, że nastąpiła jakaś manipulacja płcią. Tworzą jeden układ, zamknięty organizm, wewnątrz którego swobodnie przepływa tożsamość, ból i (sztucznie spreparowane) płyny fizjologiczne. Zdjęcie ubrania w wychłodzonej, industrialnej hali to wyczyn heroiczny, a wspólna zabawa polega na zapalaniu świeczek wbitych w czoło wycieńczonego artysty. Ciała nie są gołe, tylko obnażone, wystawione na ekstremalne upokorzenie. Drżą,

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Protest a nie porno

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza online

Autor:

Joanna Derkaczew

Data:

24.11.2005

Wątki tematyczne

Realizacje repertuarowe