25.11.2020, 11:03 Wersja do druku

Powiem ci, jak masz żyć

"Wyspa" wg scenar. i w reż.  Piotra Cieplaka z Wrocławskiego Teatru Pantomimy na  XXIV Festiwalu Szekspirowskim w Gdańsku. Pisze Paulina Janas z Nowej Siły Krytycznej.

fot. Natalia Kabanow / mat. teatru

„Wyspa” to opowieść o ograniczeniach, chęci decydowania jednych za drugich, nietolerancji, próżności, swojskości. Na skrawku terenu oblanego morzem pojawiają się niemal jednakowo wyglądający bohaterowie, gardzą żyjącym tam od dawna Kalibanem – tym „innym”, bo mającym swoje zasady, odmienny strój. Jak bardzo polska jest ta sytuacja... W trzecim dniu 24. Festiwalu Szekspirowskiego udostępniony został online spektakl grany na żywo w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim. „Wyspa” Piotra Cieplaka zrealizowana przez Wrocławski Teatr Pantomimy to luźne nawiązania do „Burzy” Williama Szekspira.

W mroku uwidacznia się coś na kształt nasypu, na podeście z tyłu zasiadają muzycy zespołu Kormorany. Rozpoczyna się dość długa prezentacja bohaterów: mężczyzna w piżamie z psem, kobieta w sukni balowej, baletnica, biskup, prostytutka, hokeista... Wydaje się, że dopóki krążą wokół sceny (są poza wyspą), dopóty wśród nich panuje chaos – jak w czasie burzy. W końcu znikają. Każda sekwencja będzie poprzedzona zmianą kostiumów, garderoby ustawione są po bokach sceny, aktorzy przebierają się na oczach widzów (scenografia – Andrzej Witkowski, kostiumy – Bajka Mourier).

Na wyspie wyrasta wysoka palma, pojawiają się mężczyźni (grani też przez kobiety). Wyglądają niemal jednakowo: wąsy, ubrania, nakrycia głowy – wszystko modne parędziesiąt lat temu. Cieplak nazywa ich w programie Wąsaczami. Nie ma wśród nich skomplikowanych indywidualności, czują niskimi instynktami, świat postrzegają jednoznacznie. Rozglądają się, obserwują, jakby cierpieli na nadmiar czasu. Gdy jeden załatwia fizjologiczne potrzeby pod palmą, czy inny pali papierosa, dla reszty jest to rodzaj atrakcji. Z równym zainteresowaniem przyglądają się dobijającym do brzegu dwóm mężczyznom. To jak w „Burzy” – nawałnica wywołana przez Prospera doprowadza rozbitków na wyspę.


fot. Natalia Kabanow

Mężczyzna, któremu udało się dopłynąć, musiał pokonać rekina, w walce stracił przedramię. Z wewnętrznej kieszeni garnituru wyciąga nadajnik z długą anteną. Przez szumy i zakłócenia przebijają się dźwięki walczącej dziś na ulicach Polski – kościelna frakcja śpiewa „Barkę” a lewacki tłum krzyczy „wypierdalać”. Gdy do anteny zostaje przyczepiona zakrwawiona biała szmatka, zbiorowość traktuje ją jak polską flagę. Rodacy za wszelką cenę będą chcieli ją zawiesić najwyżej, jak się da. Szkoda, że pod tym symbolicznym gestem nie kryją się żadne wartości. Wąsacze reprezentują sobą jedynie głupotę. Odwieczne spory, podziały rozprzestrzeniają jak zarazę, budują ich bójki. Tak trwa ekspansja Polaków na wyspę.

Obcość szekspirowskiego Kalibana uwidacznia kolorowy strój i mowa (jako jedyny przemawia). Jego prawo zostaje pogwałcone. Na wyspę wtargnęli obcy, którzy nie liczą się z jego wrażliwością. Muzyka nabiera charakteru, grany jest mocny rock, przybysze wpadają w trans, mają drgawki. Podczas kolejnej próby przytwierdzenia flagi, palma łamie się, to triumf bezmyślnego człowieka. Tylko Kaliban ubolewa nad stratą, ściąga drzewo ze sceny. Za swoje kolejne odchylenie od normy znów obrywa. Między scenami, podczas przebierania się, aktorzy uśmiechają się do siebie. Walczą ze sobą tylko, gdy odgrywają role. Czy to refleksja nad naszym społeczeństwem, szamotanina przez ciągłą formę?

Kobiety (Cieplak nazywa je Mirandami) kuszą onieśmielonych mężczyzn (Ferdynandów), rzucają się na nich. Tylko te mogą liczyć na względy płci przeciwnej, niepewne nie znajdą partnera. Dwójkowe tańce to jedne z ciekawszych momentów „Wyspy”, zwłaszcza jeśli chodzi o mimikę. Zadowolenie mężczyzn widać nawet w oczach (ruch sceniczny – Aleksander Sobiszewski, konsultacje choreograficzne – Leszek Bzdyl). W finale postaciom już nie tak łatwo wchodzi się na podest-wyspę. Siwizna i powolne ruchy świadczą o przemijaniu. Na scenie triumfuje odmieniec, tym razem ubrany w białą tunikę. Za jego energicznymi ruchami reszta podąża nieudolnie. Może to obraz zmieniającego się społeczeństwa? To, co kiedyś było inne, teraz nadaje rytm? Świetnie zgrana z akcją muzyka Kormoranów zamiera. Zza sceny słychać epilog, Prospero prosi widzów o przebaczenie, zatarcie w pamięci błędów widowiska.

***
Paulina Janas – absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie (specjalizacja teatrologiczna i edytorska). Studentka IV roku śpiewu solowego w Akademii Muzycznej w Gdańsku.

Źródło:

Materiał własny

Autor:

Paulina Janas

Wątki tematyczne