Logo
Recenzje

Potrzaskana miłością

13.10.2026, 11:20 Wersja do druku

„Osiecka” wg scen. i w reż. Ewy Telegi w Teatrze Ateneum im. Stefana Jaracza w Warszawie. Pisze Marek Zajdler na stronie NaszTeatr.

fot. Krzysztof Bieliński

Scena 61 Teatru Ateneum zamieniła się w niemal pusty nocny bar. To tam, do wypełnionego jedynie plumkającymi dźwiękami pianina lokalu, zagląda w deszczową noc ona. „Osiecka”. A może po prostu dojrzała kobieta, której miłość znowu zatrzasnęła drzwi przed nosem. Choć tym razem to ona sama z hukiem je zamknęła. Po raz pierwszy sama zdecydowała. Tyle że to nic nie zmienia. Wcale nie jest lżej. Boli tak samo intensywnie, a spojrzenie mimowolnie ucieka w stronę milczącego telefonu. Przepełniona tęsknotą i cierpieniem, może tylko koić smutki przy barze, mając za słuchacza równie samotnego co ona pianistę. Muzyczny cennik za kontuarem wyznacza kolejne utwory teatralnego wieczoru – wieczoru rozliczeń z przeszłością, złudnych nadziei i nieustannej walki między pragnieniem uzależniającej miłości a potrzebą wolności.

Reżyserka Ewa Telega nie stawia pomnika Agnieszce Osieckiej. Z piętnastu piosenek przeplatanych fragmentami prozy, zaczerpniętej głównie z „Dzienników”, buduje gorzki obraz nieszczęśliwej, zagubionej w życiowych wyborach nie artystki, lecz po prostu kobiety na zakręcie, która bezustannie szuka. Tyle że nie zawsze wie czego. Rzuca się w wir uniesień, tonie w uczuciach bez perspektyw, a potem ma żal, że on znów wraca do żony. Niby nonszalancka, śmiejąca się z własnej naiwności, w rzeczywistości zagłusza ogromny lęk przed odrzuceniem i pustką „pijackiego gadulstwa”, „natrętnego opowiadactwa”. To z niego zaś biorą się piękne, poetyckie piosenki, którym Katarzyna Łochowska pozwala przejmująco, lirycznie, a niekiedy nostalgicznie wybrzmieć na scenie. Aktorka snuje opowieść, płynnie zmieniając nastroje – od żalu, przez złość, ironię i kokieteryjny śmiech, aż po głęboką melancholię i ciszę pauzy. Nie tyle ucieka przed znanymi interpretacjami, ile wsłuchuje się w poezję Osieckiej, przepuszcza ją przez własną wrażliwość i nastrój zapijanej muzyką deszczowej nocy, by uzewnętrznić pogruchotaną miłosnym zawodem kobietę, pragnącą bliskości i wiecznie przed nią uciekającą. Kobietę nie tylko zawiedzioną czy porzuconą, ale boleśnie „uszkodzoną” przez drugiego człowieka, w sumie na własne życzenie. „Sztuczny miód”, „Oczy tej małej”, „Wariatka tańczy” czy w punkt zakończone „To nasz ostatnie bolero” pokazują wokalny kunszt Katarzyny Łochowskiej, która aktorskim, głęboko emocjonalnym wykonaniem utworów świadomie kieruje uwagę widza na słowa. Rozedrgane poszarpanymi myślami, ze szczyptą humoru, buńczucznie ukazujące kobiecą siłę, a zarazem dojmujący strach pełzający w środku. „Wszystkie koszmary zawdzięczam samej sobie” – podsumowuje aktorka gorzkim wyznaniem Agnieszki Osieckiej.

Na scenie towarzyszy jej pianista – Mateusz Dębski, bądź występujący z nim w dublurze Franciszek Wajdzik. Nie jest on jedynie akompaniatorem; bywa słuchaczem, towarzyszem, obserwatorem, lustrem, komentatorem, a może nawet najbliższym przyjacielem. Kimś, komu się ufa, komu można się wygadać, kto zrozumie, bo skoro regularnie siedzi w nocy w tym samym barze, to musi przeżywać podobny „bałagan w sercu”. Jego obecność i wzajemna, nawet jeśli skromna, interakcja powodują, że spektakl w Ateneum nie jest jedynie recitalem czy aktorskim monodramem, lecz słowno-muzyczną opowieścią dwojga pokaleczonych ludzi. Aranżacje Mateusza Dębskiego obejmują utwory różnych kompozytorów – Seweryna Krajewskiego, Jerzego Satanowskiego, Adama Sławińskiego czy Jarosława Abramowa-Newerly’ego, a zdają się tworzyć wspólną harmoniczną całość. Dębski zachował linie melodyczne i stylistykę, ale przełamał je synkopą, jazzem i delikatnie zdekonstruował, by uniknąć „wydania drugiego pogorszonego”, jak mawiał Andrzej Strzelecki. Zbliżył się tym samym do kameralnej, choć wykwintnej muzyki barowej, która przy odrobinie wyobraźni mogłaby faktycznie zabrzmieć w eleganckich zakamarkach miasta. Muzyki, która oddaje pierwszeństwo tekstowi, delikatnie z nim dialoguje, ale nie stara się przyćmić wirtuozerią partytury. Moje serce skradła odświeżona wersja „Kto tam u Ciebie jest” – warto przełamać utrwalone w pamięci brzmienia, by znaleźć inny klucz do odczytania poezji Osieckiej.

Kameralna „Osiecka” to nie tylko intymne muzyczne spotkanie z twórczością poetki z Saskiej Kępy, ale przede wszystkim z miotaną namiętnościami, nieszczęśliwą kobietą ukrytą za słowami. Spotkanie podszyte trudną biografią artystki, ale zuniwersalizowane do każdego głęboko zranionego, odrzuconego i cierpiącego z miłości człowieka. Ewa Telega, Katarzyna Łochowska i Mateusz Dębski zadbali wspólnie o to, żeby nagromadzone w tekstach Osieckiej rozdygotane emocje znalazły ucieleśnienie i nowe brzmienie w melodyjnym dialogu dwojga potrzaskanych miłością ludzi spędzających samotną noc w zwykłym-niezwykłym barze. Noc przemyśleń „z kroplą dżinu na dnie”. Noc oburzeń, wzruszeń, rozliczeń i nierealnych marzeń. Noc zamknięcia i nowego otwarcia. Przynajmniej do czasu kolejnej nocnej wizyty w barze.

Tytuł oryginalny

Potrzaskana miłością - "Osiecka" w Teatrze Ateneum, recenzja

Źródło:

NaszTeatr

Link do źródła

Autor:

Marek Zajdler

Sprawdź także