EN
26.09.2022, 08:42 Wersja do druku

Ponad słowem

„Opowieści z Narnii” wg C. S. Lewisa w reż. Gabriela Gietzky’ego  w Teatrze Kameralnym w Bydgoszczy. Pisze Anita Nowak.

fot. Piotr Nykowski/mat. teatru

Autor adaptacji I części kultowej powieści  C. S. Lewisa, Opowieści z Narnii. Lew, Czarownica i stara szafa Radosław Paczocha upraszczając nieco fabułę, skrócił m.in.  początek. Nie wspomina ani słowem o prawdziwej wojnie, za sprawą której dzieci zostały wywiezione na wieś.

Ale wojna toczy się w dziecięcych snach. Skąd się tu wzięła? Zapewne z innych bajek i obecnego w umysłach większości dzieci przekonania o konieczności niszczenia zła. Nawet siłą.
Choć dzięki scenografii Gabiela Gietzky’ ego, kostiumom Maksymiliana Maca,  choreografii Szymona Michlewicza- Sowy, światłom Karoliny Gębskiej, malownicza to  wojna. Jednak jak każda bardzo okrutna.

Kiedy w rytm muzyki Marcina Nenko kolejno gasną czerwone półksiężyce rogów wyznawców Białej Czarownicy, robi się trochę nieswojo. Nawet dorosłym. No bo w teatrze, inaczej, niż w grach na ekranie komputera, przed nami poruszają się prawdziwi ludzie. I nawet złej Czarownicy jest żal, kiedy wcielająca się w nią Katarzyna Chmara, po pokonaniu przez Aslana jej bohaterki, siedzi skulona pośrodku sceny, jak topniejący śnieżny posążek. Choć niedawno kojarzyła się jeszcze z okrutną Królową Śniegu, wykorzystującą Edmunda, jak bohaterka Andersena Kaja.

Urodą scenom walk dorównują bardzo ciekawie zmieniające się co chwilę żywe obrazy w norze Bobrów. Bo sama scenografia jest raczej skromna, oparta na kolorowaniu światłami płóciennych płacht i wykorzystywaniu do zmian miejsc akcji prostych tiulowych kurtyn. Niemalże jedynymi pojawiającymi się na scenie przedmiotami są niewielkich rozmiarów rekwizyty- symbole nadające znaczeń i mocy bohaterom, wyposażanym w nie tuż przed przystąpieniem do walki. Przysparza to uniwersalizmu całej historii i doskonale mieści się w nadanej całości konwencji snu.

fot. Piotr Nykowski/mat. teatru

Ważny element inscenizacji stanowią, coraz częściej spotykane znowu w teatrach dla dzieci, lalki. Tu, duże białe puchate, jakby przysypane śniegiem sylwetki Bobrów i niewielkie wychylające za kulis główki innych leśnych żyjątek, wspierających młodych bohaterów w walce ze złem. Wszystkie istoty zamieszkujące Narnię są białe, jak poduszki, z których wysnuwają się mary czwórki młodych bohaterów.

Łucja, w którą najpierw z iście dziecięcym wdziękiem, potem z dziewczęcą już charyzmą wciela się Sara Lech, porywa sceniczną prawdą, autentycznością emocji i oryginalnością środków. Jak wszystkie ludzkie postaci w trakcie spektaklu i ona dojrzewa.
Choć najwidoczniej dynamicznym bohaterem jest w sztuce jej braciszek, Edmund, grany przez Nikodema Bogdańskiego. Jemu pod wpływem wydarzeń na lepszy zmienia się nawet charakter. Przechodzi tu największą metamorfozę. I też odpowiednimi środkami to manifestuje. Podobnie jak i siostra Zuzanna, Katarzyny Kłaczek, a najstarszy brat, Piotr, Michała Rybaka, dorasta nawet w tej wojnie do roli wodza.

Fantastycznie ruchowo i aktorsko odnajduje się w tym przedstawieniu Leszek Andrzej Czerwiński jako Faun Tumnus, a także Bóbr. W podwójnej roli pani Bobrowej i Pokurcza dobrze wypada też Joanna Pilska.

Ciekawa  wizualnie i bardzo istotna w wymowie jest jedna z końcowych już scen z drugiego aktu, w której Biała Czarownica prowadzi dialog z Aslanem. Oboje przedzieleni wizerunkiem animowanego na tiulowej  płachcie pośrodku sceny lwa. A wcielający się w postać lwa Aslana, Piotr Klowan w białym uniformie wzmacnia jeszcze dodatkowo i tak rozlegające się głośno,  wypowiedzi wybawiciela ludzkości językiem migowym.
Aluzja do szans na porozumienie między ludźmi mówiącymi w różnych językach? Ponad słowem? Bez wojen? Bo takie jest, myślę, przesłanie spektaklu. On jeden bowiem rozgrywa swą partię z Czarownicą bezkrwawo.

Reżyserujący spektakl Gabriel Gietzky idealnie skonstruował i zrównoważył przebieg akcji. Dzieci z ogromnym zainteresowaniem chłonęły kolejne sceny.

Źródło:

Materiał nadesłany

Autor:

Anita Nowak