Na początku lat 90. jedna z lokalnych gazet zwróciła się do mnie z propozycją napisania artykułu o zabrzańskim Teatrze Nowym. Miałem rozważyć, czy nie należałoby zmienić formuły istnienia tej sceny. Zasugerowano mi, abym zastanowił się, czy nie lepiej by było, gdyby teatr repertuarowy przekształcił się w instytucję impresaryjną. Odmówiłem, bo wyczułem, że za tym pomysłem może czaić się zapęd likwidatorski - pisze Krzysztof Karwat w "Śląsku"
Niby dyskutujemy, a w rzeczywistości - legitymizujemy przyszłą decyzję, którą później trudno będzie "odkręcić". A był to czas niedobry dla teatrów polskich, które kategoryzowano na narodowe, wojewódzkie i miejskie, jednocześnie mocno obcinając im subwencje. I odmawiając remontów czy nowych inwestycji. To, co wtedy by zaoszczędzono, już nie udałoby się oddać. Rzeczywiście, Teatr Nowy w Zabrzu miał od czasu do czasu poważne kłopoty. Lokalowe, finansowe, personalne. Artystyczne też. W ostatnich latach przeżywał głębokie fluktuacje kadr. Parę razy zmieniali się dyrektorzy, odchodzili aktorzy a nowi nie zawsze zagrzewali miejsca na dłużej. Wykruszała się także stara gwardia a młodzi w pełni tej luki pokoleniowej nie wypełnili. Nie ma już wśród nas zasłużonych artystów nieodmiennie kojarzonych z Zabrzem - przede wszystkim wieloletniego dyrektora, reżysera i aktora Mieczysława Daszewskiego, ale także Jerzego Siwego, Mieczysława Całki, Lid