26.03.2005 Wersja do druku

"Pochody z Judaszem"

Podobno wraz ze spaleniem słomianej kukły ginie zło, które mogłoby szkodzić miastu i jego mieszkańcom. Obyczaj wielkanocny zwany "Pochodem z Judaszem" czy chodzeniem z Judoszym, jak mówią miejscowi, ma długą tradycję, ale do dziś historycy spierają się na temat jego genezy.

Jedni uważają, że zwyczaj ten w XIX wieku dotarł pod Kaplicówkę z Austro-Węgier, inni wywodzą Judosza od tajemniczych zakonników pochodzących rzekomo z Grecji. Najbardziej prawdopodobna wydaje się jednak wersja uznająca ten zwyczaj za rodzimy, sięgający wczesnego średniowiecza. O podobnym zwyczaju wspomina bowiem w swoich dziennikach Jan Tilgner (1574-1635), burgrabia na skoczowskim zamku. Judasz to słomiana kukła wysoka na trzy metry, ozdobiona kolorowymi wstążkami i naszyjnikiem z 30 srebrnikami. W środku niej siedzi strażak. Po bokach prowadzą go dwaj halabardnicy. On sam nic nie widzi, gdyż głowę, aż po ramiona, ma przykrytą wysoką czapą z "rzeźnej słómy". Za nimi podążają dzieci z klekotkami bez przerwy skandując "kle, kle, kle". Judasz przemierza miasto w Wielki Piątek i Wielką Sobotę. Dokładnie w południe wychodzi ze strażnicy i idzie pod Ratusz na Rynku, aby pokłonić się władzom w magistracie. Potem podąża ulicą Bielską, skręc

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Wodzenie grzesznika

Źródło:

Materiał nadesłany

Dziennik Zachodni nr 71/25.03.05

Autor:

Wojciech Trzcionka

Data:

26.03.2005

Tematy w toku