29.06.2006 Wersja do druku

Po sezonie

- Dużo energii straciliśmy na boje wewnętrzne, kiedy odszedł dyrektor Pietras. W związku z tym wiele rzeczy dotyczących restrukturyzacji teatru, reformy administracyjnej nie posunęło się do przodu. Ale jeśli chodzi o wydarzenia artystyczne, to udało nam się niemal wszystko - mów dyrektor Opery Narodowej Mariusz Treliński w rozmowie z Jackiem Hawrylukiem z Gazety Wyborczej.

Jacek Hawryluk: Dobiega końca pierwszy sezon Pana rządów w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej. Czy tak wyobrażał Pan sobie sprawowanie funkcji dyrektora artystycznego tej instytucji? Mariusz Treliński [na zdjęciu]: Nie do końca. Funkcję tę bardziej kojarzyłem ze sztuką. Przyszedłem tutaj po to, by tworzyć coś pięknego, ważnego, miejsce spotkań między ludźmi, ognisko na wzór teatru Grzegorzewskiego czy Jarzyny w Rozmaitościach. Jest również drugie oblicze tej pracy. Jak to kiedyś powiedział Andrzej Wajda, reżyser musi być kapralem i poetą. A ten kapral boryka się z konkretnymi problemami, począwszy od kontaktów ze związkami zawodowymi, po "wojnę na górze" [konflikt z dyrektorem naczelnym Sławomirem Pietrasem zakończony jego odwołaniem]. - Co się zatem udało? - Moje spotkanie z Kazimierzem Kordem. To, że umówiliśmy się na bardzo jasny podział kompetencji - on spogląda na operę od strony muzyki, ja zaś od strony teatru i razem budujemy n

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Mariusz Treliński: Kapral i poeta

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza nr 149/28.09

Autor:

Jacek Hawryluk

Data:

29.06.2006

Tematy w toku