30.06.2009 Wersja do druku

Pina Bausch: Taniec na wulkanie

"Nie obchodzi mnie, jak poruszają się ludzie. Obchodzi mnie to, co ludzi porusza" - mówiła Bausch. Niemiecka choreografka, reformatorka teatru tańca, muza reżyserów filmowych zmarła wczoraj rano. Miała 68 lat.

Krytycy nie potrafili oceniać jej teatru. Recenzje ze spektakli Bausch pełne są mało konkretnych określeń: "odrealnione, senne unoszenie się ponad sceną", "odważny ruch, w którym agresja miesza się z delikatnością". Ona sama o swojej pracy mówiła tak: "Zaczynam bez żadnych narzędzi, bez żadnego uzbrojenia poza uczuciem wewnątrz, na które nie ma odpowiedniego słowa ani obrazu". To uczucie nieokreśloności zawsze pozostawało w jej spektaklach do końca. Podczas prób zadawała aktorom pytania, kazała im przypominać sobie wydarzenia z dzieciństwa albo przeżyte emocje, a następnie opisywać je ruchem. Ale potem z tych konkretów tworzyła senne, mgliste obrazy. Belgijski choreograf Alain Platel: "Kiedy zobaczyłem jej pierwszy spektakl, byłem do głębi poruszony choreografią, bo po raz pierwszy zobaczyłem coś tak zupełnie innego od klasycznego baletu. W jej przedstawieniach widzi się uczucia każdego tancerza. To jest konglomerat emocji, które ścierają

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Pina Bausch: Taniec na wulkanie

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza nr 152 online/01.07

Autor:

Marta Strzelecka, Paweł Goźliński

Data:

30.06.2009

Tematy w toku