Skrzydelski: Nie ukrywajmy, że dziś o Teatrze Ochoty rozmawiamy w zastępstwie. Tak naprawdę w tym mijającym tygodniu wybieraliśmy się do Dramatycznego, by w końcu zobaczyć „Amadeusza” w reżyserii Anny Wieczur, czyli tytuł, na który nieustannie nie udawało nam się trafić – a to premiera była wyjątkowo późno, bo 8 lipca, i w głowie mieliśmy już tylko wakacje, a to ja dałem się pokonać jakiemuś wirusowi. Z kolei teraz nagle odwołano trzy pokazy z powodu wirusa, ale u jednego z aktorów. Zatem nie mieliśmy wyjścia.
Moroz: Nie to, że nie lubimy Teatru Ochoty. Tylko trzeba jednak przyznać, że ostatnio często go odwiedzaliśmy. A na „Amadeusza” będziemy polować dalej. Podobno istnieje szansa, że zostanie jeszcze zagrany, zanim nowa dyrekcja Dramatycznego zdejmie z afisza ten najdroższy spektakl w dziejach świata.
Skrzydelski: Podobno Tadeusz Słobodzianek na odchodne bardzo się postarał, żeby to był najdroższy spektakl świata. Ale my nie komentujemy plotek. Tym bardziej że epoka Słobodzianka to najlepsze lata tej sceny od czasów dyrekcji Gustawa Holoubka. Taka plotka również krąży.
Moroz: Za to Monika Strzępka będzie jeszcze lepsza, więc progres mamy gwarantowany.
Skrzydelski: Bez dwóch zdań. Ale wracając do tematu zasadniczego: na scenie Ochoty zobaczyliśmy rzecz, można powiedzieć, w skali mikroteatralnej. Skromną, ascetyczną i niewymagającą. Zaznaczam, że ten trzeci aspekt może być jednocześnie kontrowersyjny.