08.10.2020, 12:06 Wersja do druku

Panie i panowie, oto przed wami Marlene Dietrich!

"Marlena. Ostatni koncert" Janusza Majcherka w reż. Józefa Opalskiego z Teatru Polskiego w Warszawie na XLVII Jeleniogórskich Spotkaniach Teatralnych. Pisze Merwan w portaliku24.pl.

W niedzielę (4.10) w Teatrze im. Norwida oficjalnie zakończyły się XLVII Jeleniogórskie Spotkania Teatralne. Spektakl "Marlena. Ostatni koncert" autorstwa Janusza Majcherka, w reżyserii Józefa Opalskiego, przygotowany przez Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana z Warszawy, stanowi zwieńczenie tegorocznej edycji.

fot. Kasia Chmura

Niezwykle poetyckie przedstawienie warszawskiego Teatru Polskiego poświęcone jest fenomenowi jednej z najbardziej fascynujących gwiazd wszech czasów Marleny Dietrich, której kariera zapoczątkowana została w 1930 od roli artystki kabaretowej Loli w niemieckim dramacie muzycznym Josepha von Sternberga "Błękitny anioł". Scenariusz Janusza Majcherka oparty został na dokumentach i świadectwach, biografiach, monografiach, listach, wywiadach, zarówno samej Dietrich, jak i jej córki, Marii Rivy, oraz partnerów i przyjaciół oraz na wspomnieniach Normy Bosquet (w tej roli Hanna Skarga), pokojówki Marleny, asystentki spisującej wspomnienia, a może kochanki, powiernicy, opiekunki i towarzyszki w jednej osobie.

Izabella Bukowska-Chądzyńska gra Marlenę Dietrich począwszy od lat jej młodości. Daje popis swojego talentu i umiejętności wokalno-aktorskich. W podstarzałą, zniedołężniałą, pogrążoną w depresji, schorowaną i uzależnioną od alkoholu Marlenę Dietrich wciela się Grażyna Barszczewska. Ma świetlistą jasność w głosie, nieziemski spokój, klarowność, głębię. Barszczewska góruje elegancją i klasą, z bezbłędną intonacją, dykcją, ze zrozumieniem frazy i sensu. Co jakiś czas na scenie pojawia się Tomasz Błasiak w nieco przerysowanych wcieleniach mężczyzn, którzy przewinęli się w życiu Dietrich, w tym w roli Zbigniewa Cybulskiego, którego Dietrich poznała w 1966, Kirka Douglasa, Jeana Gabina, Ernesta Hemingwaya, Ericha Marii Remarque'a, Rudolfa Siebera, Josefa von Sternberga i Igo Syma. Zajmuje on miejsce ważnych postaci, z którymi Marlena spotykała się w życiu i na scenie.

fot. Kasia Chmura

O sile spektaklu stanowią też najsłynniejsze szlagiery wylansowane przez Dietrich, a wykonywane tutaj na żywo przy akompaniamencie pianistki Urszuli Borkowskiej: "Falling in Love Again (Can't Help It)", "Ich bin die fesche Lola", "Johnny, wenn du Geburtstag hast", "Lili Marleen" czy "Where Have All The Flowers Gone?". A także efektownie wkomponowane filmy, fotografie, listy, ślady i tropy, które rozbudzają wyobraźnię. Za pomocą przeplatających się ze sobą scen, widzowie odnajdują w spektaklu tło dotyczące czasów i miejsca, w jakich Dietrich przyszło żyć i tworzyć. Urodzona w Niemczech aktorka, nigdy nie pogodziła się z faszyzmem zalewającym jej rodzinny kraj. Przez to przez część rodaków na lata została wyklęta, a jej twórczość negowana. Została obywatelką świata i orędowniczką pokoju, wspierając żołnierzy na froncie walczących przeciwko nazizmowi. Funkcjonalna scenografia Pawła Dobrzyckiego zawiera trzy wielkie lustra, fortepian, różnej wielkości kufry podróżne, łóżko i blond perukę Marleny Dietrich, co wystarczająco definiują jej świat.

"Marlena. Ostatni koncert" nie ma nic wspólnego ani z biografią wielkiej legendy światowego kina i estrady, ani z próbą odtworzenia jej recitalu. To opowieść o emocjach kobiety, która osiągnęła szczyt sławy, była kochana przez miliony, ale nie była w pełni szczęśliwa i spełniona, przez całe życie niepogodzona z własną ojczyzną - Niemcami.

Tytuł oryginalny

Panie i panowie, oto przed wami Marlene Dietrich!

Źródło:

www.portalik24.pl
Link do źródła

Autor:

Merwan