EN
3.11.2017 Wersja do druku

Opera jak bombonierka wykwintnych czekoladek

Chciałabym przywrócić zwyczaj chodzenia do opery w eleganckich kreacjach. To taka różnica jak między wyjazdem "pod gruszę" a wyjazdem "do wód". Przed wojną jeździło się "do wód". Z pięknymi kuframi, sukienkami, kapeluszami, parasolkami z koronek... - mówi Alicja Węgorzewska-Whiskerd, dyrektor artystyczna Warszawskiej Opery Kameralnej w rozmowie z Sylwią Krasnodębską w Gazecie Polskiej Codziennie.

Festiwal Oper Barokowych w Warszawskiej Operze Kameralnej otwiera 5 listopada premiera "Armide" Jeana-Baptiste'a Lully'ego. Mówi się, że to dzieło przełomowe. Na czym ta przełomowość polega? - Na ponadczasowości. Armide, mimo że jest czarownicą, jednak się zakochuje. Czyli miłość dopada wszystkich... Emocje zawarte w tej operze są tak współczesne, że aż dziwne, iż dzieło powstało w XVII w. Równie dobrze mogłoby powstać w XXVII w. (śmiech). Z operą wiąże się też ciekawa opowieść. Zamówił ją Ludwik XIV, ale nigdy jej nie zobaczył. Ponieważ kompozytor... wdał się w romans z giermkiem króla. Król był tak wściekły, że stracił zainteresowanie "Armide", zaprotestował nieobecnością na premierze, choć sam zamówił dzieło i sam wybrał temat. I był to niski wymiar kary, bo wówczas to, czego dopuścił się Lully, było karane śmiercią. Do realizacji dzieła zaprosiła Pani artystów światowej sławy. - Reżyserem i choreografem

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Opera jak bombonierka wykwintnych czekoladek

Źródło:

Materiał własny

Gazeta Polska Codziennie nr 256

Autor:

Sylwia Krasnodębska

Data:

03.11.2017