„Promieniowanie. Sceny z życia Marii Skłodowskiej-Curie” Jarosława Sokoła w reż. Ewy Wencel w Teatrze Kwadrat w Warszawie. Pisze Krzysztof Stopczyk.
Jest kilka postaci historycznych, które od bardzo dawna wzbudzały i wzbudzają moją ciekawość, a im więcej poznawałem i poznaję faktów z ich życia, tym bardziej mnie fascynowały i fascynują, oraz nabieram coraz większego szacunku dla nich i podziwu dla efektów ich działań. Poczesne miejsce w tym moim prywatnym rankingu zajmuje Maria Skłodowska-Curie. Według mojego skromnego zdania, jest jedną z najbardziej fascynujących postaci nie tylko naszej historii. I nie chodzi mi wyłącznie o jej genialne odkrycia naukowe i będące ich efektem honory, nagrody, czy wyróżnienia. Bardziej zafascynowany jestem nią jako człowiekiem i jako kobietą, której przyszło żyć w tamtych czasach. Jej życiorys jest gotowym scenariuszem dla kilku filmów i sztuk teatralnych. Z różnorakich wątków można stworzyć kilka pasjonujących fabuł.
Dlatego z nieudawaną ciekawością wybrałem się do Teatru Kwadrat na monodram autorstwa Jarosława Sokoła zatytułowany „Promieniowanie. Sceny z życia Marii Skłodowskiej-Curie”, wyreżyserowany przez Ewę Wencel, wcielającą się w tytułową bohaterkę. Cały czas zastanawiałem się jaką konwencję obrali twórcy (autor i reżyserka)? Jakie wątki wybrali? Co uwypuklili, a co siłą rzeczy pominęli? Czy skupili się na osiągnięciach naukowych? Na epoce, w której żyła? Jak wyważyli proporcje między poddaną Imperium Rosyjskiego, Marią Skłodowską, a tą samą osobą ale już znaną jako Maria Skłodowska-Curie, obywatelką francuzką? Takich pytań miałem o wiele więcej.
Mała scena (im. Jana Kobuszewskiego) Teatru Kwadrat, idealnie nadaje się do tego monodramu. Bo jest to spektakl intymny, nie potrzebujący dużych przestrzeni, bezprzewodowych mikrofonów nagłownych, popularnie zwanych Madonnami, szerszej i dalszej perspektywy do obserwowania akcji. Nie! W tym monodramie wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Dzięki wspaniałej i jak zawsze znakomicie dopasowanej do fabuły sztuki scenografii autorstwa Wojciecha Stefaniaka, widz nie ruszając się z fotela przebywa razem z bohaterką i w saloniku, i w kuchni mieszkania prywatnego, i w mniejszym, czy większym laboratorium naukowym, i na dworcu kolejowym. Cały czas towarzyszymy Ewie Wencel w jej opowieści o życiu Marii Skłodowskiej-Curie.
Wencel wciela się w graną przez siebie postać w sposób doskonały. Może to figle mojego mózgu, ale przez cały spektakl wydawało mi się, że patrzę na autentyczną Skłodowską. W każdym razie tak ją sobie wyobrażałem na podstawie zdjęć i szczątkowych filmów, które widziałem. I chyba nie było to sprawą autosugestii, że doszukałem się podobieństwa fizycznego.
Odczułem ogromną ulgę, gdy od samego początku zorientowałem się, że twórcy „Promieniowania” – czyli Jarosław Sokół i Ewa Wencel – w swojej fabule położyli nacisk na pokazanie Marii Skłodowskiej-Curie, nie tylko jako naukowczyni, skupionej na swojej pracy, ale jako kobiety, właściwie we wszystkich fazach jej rozwoju. Od małej dziewczynki, poprzez dorastającą panienkę, młodą kobietę, żonę, matkę i – uwaga! uwaga! – kochankę.
A nie mówiłem! Dla tych, którzy nie znają życiorysu Marii Skłodowskiej-Curie, nie jedna informacja, usłyszana w czasie tego spektaklu, jest ogromnym zaskoczeniem. Bardzo dobrze, że na tym który ja oglądałem, co najmniej połowa widowni, zapełniona była przez ludzi bardzo młodych. I jak to bywa w takich przypadkach, na początku było grzebanie w torebkach, jakieś ciche uwagi, ale to wszystko błyskawicznie zanikło i na widowni panowała cisza. Młodzi chłonęli każde słowo. Ja też! Bo Ewa Wencel gra rewelacyjnie! Gdy spokojnym głosem, opowiada / relacjonuje wydarzenia ze swojego życia, sprawia czasami wrażenie jakby mówiła o kimś innym. Ale to tylko pozory. Bo cały czas widać i słychać napięcie i emocje jakie nią targają. A powodów do wzburzeń (mówiąc bardzo delikatnie), przez całe życie miała aż nadto.
U Wencel widać i słychać wszystkie stany emocjonalne. Właśnie! Ona ich nie odgrywa! Ona je przeżywa! Bez tanich efektów, bez emfazy i histerii. Radość, żałoba, duma, upokorzenie, większość stanów jakie przeżywa człowiek w swoim życiu. Wielka rola Ewy Wencel.
Mam w pełni świadomość, jak dramatyczną selekcję musiał wykonać duet: autor i reżyserka/aktorka, aby w 90 minutach (z przerwą) jak najbardziej przybliżyć postać Marii Skłodowskiej-Curie i „nie zatupać tematu”. Ale nie mogę się powstrzymać od kilku informacji skierowanych do młodszych roczników widzów.
Maria Skłodowska-Curie pochodziła po ojcu z rodziny, która miała prawo do posługiwania się herbem Dołęga, zaś po matce z rodziny z herbem Topór. Chociaż zawsze podkreślała, że jest Polką i była z tego dumna, nigdy nie miała polskiego obywatelstwa. Najpierw była poddaną Imperium Rosyjskiego, a później otrzymała obywatelstwo francuskie.
Jest jedną z czterech osób na świecie, które otrzymały więcej niż jedną Nagrodę Nobla, z czego tylko dwie z nich, w różnych dziedzinach – Skłodowska z fizyki i z chemii.
Została pierwszym człowiekiem w historii, wyróżnionym nagrodą Nobla dwukrotnie i pierwszą kobietą laureatką Nobla w dziedzinie chemii.
Wspólnie z siostrą przysięgły sobie pomagać w ten sposób, że gdy jedna studiuje, to druga pracuje za obydwie, a później nadal wspomagają się. W ten sposób Maria znalazła się w Paryżu, a ciąg dalszy jest w miarę znany.
Gdy w tragicznych okolicznościach zginął jej mąż, 38-letnia Maria objęła po nim katedrę fizyki i zaczęła wykłady dla studentów, została pierwszą kobietą profesorem na paryskiej Sorbonie.
Co prawda jej kandydatura do Francuskiej Akademii Nauk przepadła w głosowaniu (o czym jest mowa w spektaklu), ale kilka dekad później, pierwszą kobietą przyjętą do Akademii została Marguerite Perey, asystentka i doktorantka Marii Skłodowskiej-Curie.
W spektaklu dużo miejsca poświęcone jest tragicznemu dla Skłodowskiej romansowi z Paulem Langevin, kolegą i współpracownikiem zmarłego męża. Ale znowu przeskakując kilka dekad, wnuk Paula, Michel Langevin ożenił się z Hélène Joliot, wnuczką Marii Skłodowskiej-Curie.
Dwa Noble otrzymane przez Marię Skłodowską-Curie, nie są jedynymi w tej rodzinie, albowiem jej córka Irène wraz z mężem Frédéricem Joliot-Curie, również zostali uhonorowani tą nagrodą.
W czasie I wojny światowej jako jedna z pierwszych kobiet, uzyskała prawo jazdy na ciężarówki, aby móc prowadzić wymyślone przez siebie specjalne samochody ciężarowe z aparaturą rentgenowską (nazywane „małe Curie”).
W latach 20-tych ubiegłego wieku, była pomysłodawczynią i inicjatorką powstania Instytutu Radowego w Warszawie (obecnie Narodowy Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowy Instytut Badawczy w Warszawie.
Maria Skłodowska-Curie jest pierwszą i jedną sześciu kobiet pochowanych w słynnym paryskim Panteonie, a pierwszą osobą o innej niż francuska narodowości.
Świadomie nie poruszam tematów związanych ze śmiercią matki Skłodowskiej i implikacji jakie ona spowodowała w życiu i światopoglądzie młodej Marii. Ale zachęcam do poszperania w materiałach źródłowych., bo wtedy wiele się wyjaśnia.
Jednak najpierw gorąco polecam znakomity monodram „Promieniowanie. Sceny z życia Marii Skłodowskiej-Curie”, autorstwa Jarosława Sokoła, w reżyserii i wykonaniu Ewy Wencel, w Teatrze Kwadrat. Uczta dla oczu, uszu i umysłu! A udział w tym mają również: Dorota Roqueplo (kostiumy); Tomasz Bajerski (muzyka); Bartłomiej Kaczalski (światło).