Logo
Recenzje

Okiem Obserwatora: Kot w butach

13.07.2026, 15:46 Wersja do druku

„Kot w butach” Jana Brzechwy w reż. Lidii Sadowej z Teatru Polonia, spektakl plenerowy na placu Konstytucji w Warszawie. Pisze Krzysztof Stopczyk.

fot. Robert Jaworski

Tradycyjnie już od kilku lat Teatr Polonia w okresie nazywanym dawniej sezonem urlopowym wystawia premierę jakiegoś spektaklu. Ale jest ona niebanalna, bo odbywa się na jednym z najważniejszych placów Warszawy, czyli placu Konstytucji, znanym wśród warszawiaków bardziej jako MDM. Tym razem widzowie mogli zobaczyć ponadczasowy hit dla odbiorców w każdym wieku, czyli „Kota w butachJana Brzechwy. Na tekstach Brzechwy i Juliana Tuwima wychowały się pokolenia Polaków. Im jestem starszy, tym więcej odkrywam w nich treści niedostrzeganych w dzieciństwie i młodości. To byli geniusze pióra. Ich utwory, od chwili ukazania się, zachwycają przepiękną polszczyzną zarówno najmłodszych czytelników, jak i rodziców czytających im je do poduszki. Tak jest i z „Kotem w butach”, zaadaptowanym przez Brzechwę, w postaci baśni napisanej cudownym wierszem, dokładnie 60 lat temu. (Pierwsze z dziesiątek wydań ukazało się nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia w 1966 roku, ale najpiękniejsze z nich jest chyba to z rysunkami Jana Szancera, wydane przez Ruch w 1972 r.). Możemy uważać się za szczęściarzy, bo ta „nasza”, polska wersja jest dużo bardziej przyjazna w odbiorze niż oryginał autorstwa Charlesa Perrault. Tu ciekawostka – Perrault napisał zbiór barokowych baśni zatytułowany „Histoires ou contes du temps passé ”, który ukazał się w 1697 (!) roku i zawierał, oprócz „Kota w butach”, między innymi: „Śpiącą królewnę”, „Czerwonego Kapturka”, „Sinobrodego” i „Kopciuszka”. 

To niesamowite doświadczenie obserwować, jak na tekst Brzechwy, mający 60 lat, i przesłania zawarte w utworze, który powstał prawie 330 lat temu,  reaguje współczesna publiczność w każdym wieku, przesycona od najmłodszych lat internetem, mediami społecznościowymi, szumem informacyjnym i zainfekowana syndromem FOMO. Oczywisty wniosek jest jeden: ludzie potrzebują najprostszych prawd, przekazanych zrozumiałym i dodatkowo pięknym językiem.

I taki właśnie jest „Kot w butach” – ten Jana Brzechwy – pokazywany na plenerowej scenie ustawionej na MDM-ie, w godzinach największego szczytu komunikacyjnego, gdy dookoła pełno jest ludzi przemieszczających się we wszystkich kierunkach. Ruch jak w ulu lub mrowisku, a w środku scena teatralna, duże i stale powiększające się grono osób, zasłuchanych i zapatrzonych w zespół aktorski odgrywający przygody Kota w butach.  

Ja oglądałem spektakl premierowy w zupełnie innych warunkach, o czym napiszę poniżej, ale z ciekawością obejrzałem również kolejny spektakl, już w zapowiadanym otoczeniu.

Podobnie, jak w poprzednich latach, ze zrozumiałych względów, scena ustawiona na placu Konstytucji, nie może równać się wielkością z gigantycznymi konstrukcjami ustawianymi np. na placu Centralnym, czy w Ogrodach Zamku Królewskiego. Ale jest absolutnie wystarczająca do tego aby zarówno licznie zgromadzona dzieciarnia, jak i tak samo liczne grono dorosłych, mogła przeżywać magię teatru. 

A jest co przeżywać! Oczywiście nie będę omawiał fabuły tej baśni! Ja po raz kolejny odkryłem w niej wątki, na które nie zwracałem uwagi w poprzednich latach. Nie będę również po raz nie wiem już który, zachwycał się cudowną polszczyzną Jana Brzechwy, z którą gdy tylko tak się zdarzy, obcuję z największą przyjemnością! Ale na przedstawienie teatralne składają się, oprócz tekstu, praca jego twórców i wykonawców, a te są w przypadku tej inscenizacji bez zarzutu.

Efekty pracy Pauliny Czernek (scenografia) i Anny Puchalskiej (kostiumy) przyciągają wzrok. W przypadku dekoracji swoją estetyką, funkcjonalnością i prostotą połączoną z pomysłowością. A kostiumy urzekają barwami i dopasowaniem do konkretnych postaci. Puchalska nie poszła na łatwiznę i pomimo, iż jest to spektakl plenerowy, nie ma przebacz. Dzięki temu widzowie mogą oglądać wspaniałe, kolorowe, bajkowe stroje. 

Zespół aktorski składa się z pięciu osób, z których siłą rzeczy część wciela się w kilka postaci. Dwie panie, Paulina Staniaszek i Weronika Warchoł, oraz trzech panów: Adam Biedrzycki, Adrian Brząkała i Philippe Tłokiński grają oprócz „Janka, biednego sieroty” także Kota w butach, Króla i Królewny, Brata Janka, pazia, kuchmistrza, dworzan i innych. 

Jak na baśń dla dzieci (i dla dorosłych też!) przystało, na scenie nie ma nudy. Postacie nie tylko rozmawiają, ale również tańczą i śpiewają. Za te elementy spektaklu odpowiadają Jarosław Staniek (ruch sceniczny) i Tatiana Czabańska (przygotowanie wokalne). I trzeba przyznać, że efekty ich pracy ogląda się i słucha z największą przyjemnością. 

A aktorki i aktorzy ewidentnie bawią się, grając dla tak wymagającej, żywo reagującej i interaktywnej (!) publiczności.

Uwielbiam tę właśnie atmosferę na widowni podczas takich spektakli jak „Kot w butach”. To jest jedyny raz, gdy nie przeszkadza mi harmider, głośne komentarze, okrzyki, wybuchy śmiechu mogące zagłuszyć startujący odrzutowiec i tym podobne „przeszkadzajki”. Gdy tak się dzieje, to jest dobrze! To znaczy, że się podoba i dzieciarnia nie nudzi się i jest przeszczęśliwa.

Wspomniałem wyżej, że premierowy spektakl oglądałem w innych warunkach niż te zapowiadane. To jest z założenia przedstawienie plenerowe, a więc na jego przebieg ogromny wpływ ma pogoda. A ta jest mocno kapryśna. Zespół Teatru Polonia zaimponował mi superprofesjonalną akcją, gdy na kilka godzin przed rozpoczęciem przedstawienia stanął przed alternatywą: odwołujemy premierę albo przenosimy ją do głównej sali Teatru Polonia. A tego wieczoru miał się w niej odbyć spektakl, na który zdobycie biletów graniczy z cudem. 

No i udało się. „Kot w butach” został zagrany przy nadkomplecie na głównej scenie, zyskując przy tym, jak to powiedziała ze sceny Lidia Sadowa (reżyserka) — „spontaniczne światła” (wspaniałe!). A niecałe półtorej godziny po szczęśliwym zakończeniu przygód Janka i Kota na tej samej scenie Anna Seniuk rozpoczęła swój monodram „Życie Pani Pomsel”. 

To była super akcja! Gratulacje dla zespołu Teatru Polonia! A „Kotem w butach” na warszawskim MDM-ie może delektować się każdy bez względu na to, w jakim jest wieku. Radzę skorzystać z okazji. Wstęp wolny!

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także