„Każdy twój telefon” Jarosława Sokoła w reż. Michała Staszczaka w Teatrze Kwadrat w Warszawie. Pisze Krzysztof Stopczyk.
W Teatrze Kwadrat trwa wspaniała passa. „Każdy twój telefon” to kolejny znakomity spektakl, który powinno zobaczyć jak najwięcej osób. Dlaczego znakomity? Ponieważ znakomite są w nim: tekst, reżyseria, gra całego zespołu aktorskiego, scenografia, kostiumy, oświetlenie, oprawa muzyczna, charakteryzacja, no a do tego dochodzi jeszcze fabuła, która dotyczy wszystkich nas, czyli ludzi właściwie na całym świecie (niestety!). I właśnie dzięki treści, pokazanej w ten sposób, „Każdy twój telefon” jest spektaklem posiadającym niezaprzeczalne walory nie tylko artystyczne, ale również dydaktyczne, w najlepszym tego słowa znaczeniu.
Jarosław Sokół, który jest autorem tekstu, porusza w swojej sztuce temat, który w szybkim tempie staje się jednym z najważniejszych problemów, przed którymi staje ludzkość. I tym razem nie chodzi o Armagedon klimatyczny, barbarzyńskie wojny rozlewające się w sposób zatrważający po całym świecie, czy inne zagrożenia z pierwszych stron gazet. Zagrożenie ukazywane przez Sokoła wydaje się przyjazne człowiekowi, ba – staje się niezbędnym elementem życia codziennego. Tu mała dygresja: kilkanaście lat temu w Audytorium Maximum, na Uniwersytecie Warszawskim, Aleksander Kwaśniewski (już wtedy były prezydent) zapytał słuchaczy jego wykładu, jaki wynalazek w historii ludzkości był najważniejszy i totalnie zmienił tryb życia ludzi. Odpowiedzi z sali były różne. Przeważało – koło. Ale ponieważ audytorium składało się grona profesorskiego, specjalistów, uznanych autorytetów i osób piastujących kierownicze stanowiska w najważniejszych instytucjach, każdy starał się przekonać do propozycji ze swojej dziedziny (np. bankierzy twierdzili, że to pieniądze, matematycy, że różne wzory matematyczne leżące u podstaw wielu dziedzin, itd.). Kwaśniewski stwierdził, że według niego to telefon komórkowy! I stał się cud, bo większość zwaśnionych stron, po chwili zaskoczenia i zastanowienia, zgodziła się z nim! Można z tym polemizować. Zgoda! Ale to było kilkanaście lat temu i od tego czasu coraz bardziej zastanawiam się, czy „coś nie jest na rzeczy?!”. Jeżeli w życiu codziennym rozejrzy się dookoła, można przyznać rację byłemu prezydentowi. A czy rozejrzeli się Państwo w metrze, tramwaju, pociągu, kawiarni, czy jakimś innym publicznym miejscu? A próbowali Państwo nawet nie odciąć, ale tylko ograniczyć młodym ludziom dostęp do internetu? To już Państwo wiecie jak ważna jest i jakiego problemu dotyczy fabuła „Każdy twój telefon”, autorstwa Jarosława Sokoła, wspaniale wyreżyserowana przez Michała Staszczaka.
Wcale bym się nie zdziwił, gdyby ta sztuka była pisana „pod” konkretnych aktorów. Obsada jest tak idealnie dobrana, że jestem gotów postawić taką tezę.
Na scenie występuje sześcioosobowy zespół: Aleksandra Radwan (Alisha), Ewa Ziętek (babcia Geena), Artur Kujawa (Douglas), Karol Kossakowski (Craig), Patryk Pietrzak (Mark), Marcin Piętowski (Brat Sebastian/ Doktor Schneider). Każda z tych postaci jest diametralnie różna od pozostałych.
Ewa Ziętek, to była główna księgowa, przed którą „drżały wszystkie portki w ministerstwie”, obecnie buntująca się babcia na emeryturze. Ziętek jest znakomita! Prawdziwa aż do bólu w swoich „babcinych" odruchach, ale równocześnie totalnie zaskakująca wiedzą super techniczną. Jej wymiana zdań z młodym fanem gier komputerowych zasługuje na każdą nagrodę, tak samo jak jej krótka etiuda aktorska na temat osamotnionej komórki (oczywiście chodzi o telefon komórkowy), wypowiedziana w charakterystyczny sposób, jakim podawała tekst Nina Andrycz, nazywana wielką damą sceny polskiej.
Jej przeciwieństwem jest młoda blogerka modowa, w którą w sposób brawurowy wciela się Aleksandra Radwan. Ona nie gra, ona jest influencerką, dla której życie toczy się wokół followersów i lajków, w które zaplątał się jej realny narzeczony. Oczywiście postać grana przez Radwan jest krańcowo różna od tej, którą gra Ziętek, ale obie kreacje kobiece są znakomite!
Panów jest czterech i wszyscy dają popis aktorstwa na najwyższym poziomie.
Artura Kujawę nie chciałbym spotkać w ciemnej uliczce. Genialnie ucharakteryzowany na faceta, który niedawno odsiedział piętnastoletni wyrok – tatuaże!! I cały czas nie pozbył się jeszcze tego więziennego sznytu w zachowaniu i rozmowie. Ale to nie jest prymitywny osiłek. W trakcie rozwijania się akcji wygłasza zaskakująco trafne i mądre myśli. Kujawa jest znakomity!
Przedstawicielem korpo-ludu jest Karol Kossakowski. Jako konsultant biznesowy jest może najspokojniejszą postacią ze wszystkich, co nie oznacza, że nie ma potężnych problemów w życiu i z samym sobą. Są one spowodowane korpo-życiem i Kossakowski znakomicie pokazuje dylematy tego typu osób.
Mark jest najdynamiczniejszą postacią i grający go Patryk Pietrzak miał niesłychanie trudne zadanie pokazania miotającego się cały czas, zbuntowanego i stającego okoniem przeciw wszystkim i wszystkiemu, młodego człowieka. Robi to znakomicie!
No i wreszcie Marcin Piętowski, w podwójnej roli – Doktora Schneidera vel Brata Sebastiana. On prowadzi zajęcia terapeutyczne z całą wcześniej wymienioną grupą. A prowadzi je w sposób mało konwencjonalny i jest w tym przerażająco fascynujący. Podziwiałem Piętowskiego za niesamowitą dyscyplinę aktorską, jaką wymagały grane przez niego postacie.
Nie mogę Państwu podawać więcej szczegółów fabuły, bo i tak już napisałem, że rzecz dotyczy telefonów komórkowych, uzależnienia od nich i detoksu, jakiemu poddane są (po podpisaniu zgody) wszystkie postacie.
Ale…! Radzę Państwu bardzo uważnie śledzić to, co widać i słychać ze sceny, bo tak niespodziewanego zakończenia sztuki dawno już nie widziałem. I wtedy wszystkie klocki, nie pasujące do siebie wcześniej, układają się w zaskakująco klarowny obrazek.
A propos obrazka – tu widza czeka uczta dla oczu! Scenografia autorstwa Wojciecha Stefaniaka odbiega od stylu, do którego przyzwyczaiłem się u niego i który wielokrotnie chwaliłem. Przypomina trochę filmy science fiction, jakby akcja toczyła się w jakiejś futurystycznej przestrzeni. Ale jak to jest u Stefaniaka, okazuje się znakomicie skorelowana z fabułą. Widać wspaniałą współpracę z reżyserem świateł Maciejem Iwańczykiem i autorem wizualizacji multimedialnych Hektorem Weriosem. Do tego anturażu pasują rewelacyjnie dobrane do postaci kostiumy zaproponowane przez Zuzannę Markiewicz. Są świetne! „Każdy twój telefon” jest kolejnym spektaklem, do którego oprawę muzyczną przygotował reżyser całości, czyli Michał Staszczak, i po raz kolejny zrobił to wspaniale!
„Każdy twój telefon” anonsowany jest jako czarna komedia. To prawda, ale mnie po obejrzeniu premierowego spektaklu chodzi po głowie jeszcze „zatroskana satyra".
Bo Jarosław Sokół (autor) i Michał Staszczak (reżyser) stawiają według mnie przed widzami ogromne zwierciadło i robią to bez żadnej złośliwości czy prześmiewczych heheszków, tylko, owszem, w miarę lekkiej formie pokazują bardzo poważny problem, który dotyka większość z nas, nawet gdy nie zdajemy sobie z tego sprawy lub, co gorsza, nie przyjmujemy tego do wiadomości.
Dlatego uważam, że „Każdy twój telefon” autorstwa Jarosława Sokoła, wyreżyserowany przez Michała Staszczaka w Teatrze Kwadrat, jest przedstawieniem, które nie tylko trzeba zobaczyć samemu, ale należy polecać je jak największej liczbie znajomych. Ja właśnie niniejszym to czynię.