Logo
Recenzje

Okiem Obserwatora: Do zobaczenia za rok

13.02.2026, 09:18 Wersja do druku

„Do zobaczenia za rok!” Bernarda Slade'a w reż. Tadeusza Kabicza z Teatru Gudejko w Teatrze Współczesnym w Warszawie. Pisze Krzysztof Stopczyk.

fot. Grażyna Gudejko

Bardzo się ucieszyłem gdy, jak to się mówi: „wszystkie znaki na niebie i na ziemi” zaczęły wskazywać, że dwie uznane marki kulturalne nawiązały współpracę. Od pewnego czasu, w Teatrze Współczesnym grane są „Przebłyski” wyprodukowane przez Teatr Gudejko, teraz odbyła się tam najnowsza produkcja tegoż teatru „Do zobaczenia za rok”, w reżyserii Tadeusza Kabicza.

Taka współpraca jest wspaniałym przykładem zrozumienia potrzeb widzów przez obydwie dyrekcje i wyjścia im naprzeciw. Przecież wszyscy wiemy, że pod adresem na ul. Mokotowskiej obejrzymy i usłyszymy znakomitych aktorów, w ciekawych inscenizacjach. A impresaryjny Teatr Gudejki, uzyskał możliwości stabilniejszego funkcjonowania niż do tej pory. Być może dzięki tym nowym możliwościom scenicznym, Teatr Gudejko wypuścił kolejny hit teatralny. Sztuka „Do zobaczenia za rokBernarda Slade`a miała swoją premierę w 1975 roku na Broadwayu w Brooks Atkinson Theatre. Od tego czasu grana jest na całym świecie. Oprócz jej niezaprzeczalnych walorów, do popularności którą się cieszy przyczynił się film z roku 1978 roku, według scenariusza i w reżyserii autora. Wersja ekranowa uzyskała cztery nominacje do Oskarów, w tym za najlepszy scenariusz adaptowany dla Slade`a, a Ellen Burstyn otrzymałą Złote Globy 1978, w kategorii „Najlepsza aktorka w komedii/musicalu”.

Przepis na ten sukces nie jest skomplikowany: dosyć prosta fabuła pozwalająca realnie, bądź w sferze marzeń identyfikować się z nią większości widzów; posmak „owocu zakazanego” jednak nie w jakiejś zwulgaryzowanej postaci; dobry tekst zarówno ten w lżejszej warstwie komediowo – humorystycznej, jak i ten gdy bohaterowie poruszają poważne tematy; czy chociażby bardzo celne i prawdziwe spostrzeżenia życiowe. Jest tylko jeden haczyk: dwuosobowa, damsko-męska obsada musi składać się z bardzo dobrych aktorów. Gdy twórcy (producenci i reżyser) spełnią ten warunek, mogą liczyć na sukces. Wystarczy zanurzyć się troszkę w historii teatru polskiego, aby przykładowo przywołać spośród bardzo wielu inscenizacji tej sztuki, chociażby tę wystawioną w 1978 roku, w Teatrze Kwadrat (jeszcze w siedzibie na ul. Czackiego) przez Edwarda Dziewońskiego, z Haliną Kowalską i Januszem Gajosem w obsadzie, czy tę wyprodukowaną przez WojArt, w reżyserii Grzegorza Chrapkiewicza, z Olgą Bończyk i Piotrem Gąsowskim (premiera w 2011 r w Teatrze Kamienica). To „z podwórka” warszawskiego, a w Krakowie, w Teatrze Bagatela, Henryk Jacek Schoen wyreżyserował, w 2016 rokuKamilę Pieńkos, Magdalenę Walach i Wojciecha Leonowicza.

Wymieniłem tylko te trzy inscenizacje spośród bardzo wielu, ponieważ autorem przekładu w nich wszystkich był słynny Antoni Marianowicz.

W spektaklu Teatru Gudejko, po raz pierwszy za podstawę posłużył tekst przetłumaczony przez Elżbietę Woźniak. Do tego, który wyszedł spod pióra Marianowicza, nie można było mieć żadnych zastrzeżeń. Ten autorstwa Elżbiety Woźniak, jest zupełnie inny i jest charakterystyczny dla jej stylu. Bohaterka nie jest już Doris, tylko Jolą, a George staje się swojskim Jurkiem, który pomieszkuje, od Gdyni po Saską Kępę w Warszawie. To jest metoda Woźniak – przybliżać akcje dziejące się w dalekim świecie, do naszej rzeczywistości. W zamierzeniu ma to widzom umożliwiać w jeszcze większym stopniu identyfikacje z bohaterami i z miejscami, w których toczy się akcja. Czy tak jest, każdy może ocenić sam, wybierając się na ten spektakl.

A jak już się wybierze, to co zobaczy?

Jak na dotychczasowe inscenizacje sztuk Teatru Gudejko, ta scenografia jest dosyć rozbudowana, jakby była projektowana z myślą o dużej scenie Współczesnego. Jej autorką (jak i kostiumów) jest Ewa Kochańska. Widzimy pokój hotelowy, z pełnym wyposażeniem, drzwiami do łazienki, ogromnym oknem, z którego widać piękno lokalnej przyrody i jeszcze większym łożem małżeńskim. Kto zna treść tej sztuki a zakładam, że takich osób jest dużo, ten wie (a pozostałych informuję), że wokół tego mebla i w nim również, toczy się akcja. I to nie raz, tylko przez ponad ćwierć wieku.

I przez te ponad dwadzieścia pięć lat jesteśmy świadkami spotkań dwojga osób, których los zetknął przypadkowo, ale które postanowiły spotkać się za rok i znowu za rok, i znowu za rok, i tak dalej.

Anita Sokołowska i Paweł Deląg wcielający się w Jolę i Jurka – w oryginale Doris i George – przez cały ten czas właściwie nie zmieniają się fizycznie, a upływ czasu możemy obserwować oglądając na ogromnym ekranie, w który zamienia się okno, migawki telewizyjne z najważniejszych wydarzeń jakie miały miejsce w tym czasie w Polsce i na świecie.

Bohaterowie prowadzą również rozmowy, z których dowiadujemy się o tym co wydarzyło się w ciągu minionego roku, czyli od ich ostatniego spotkania. I tu jest największa różnica w stosunku do poprzednich inscenizacji, albowiem w tej najnowszej, pełno jest odniesień nie tylko do faktów, ale również do konkretnych osób z życia publicznego.

Kto wybierze się na najnowszą inscenizację „Do zobaczenia za rokBernarda Slade`a,w reżyserii Tadeusza Kabicza, ten będzie mógł sam ocenić, na ile różni się ona od poprzednich klasyków.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także