Logo
Recenzje

Okiem Obserwatora: Degustacja

16.01.2026, 12:12 Wersja do druku

„Degustacja” Ivana Calbéraca w reż. Jakuba Przebindowskiego w Teatr Kwadrat w Warszawie. Pisze Krzysztof Stopczyk.

fot. Krzysztof Bieliński

Po raz nie wiem już który jestem pod urokiem humoru francuskiego, tak specyficznego z naszej, polskiej perspektywy. W Teatrze Kwadrat najnowszą premierą jest „DegustacjaIvana Calbéraca w reżyserii Jakuba Przebindowskiego i w przekładzie Witolda Stefaniaka. Calbérac jest bardzo ciekawą postacią, bo początkowo nic nie zapowiadało, że wejdzie do świata kultury, gdzie tak wiele osiągnie. Z wykształcenia jest matematykiem, tytuł magistra zdobył na Uniwersytecie Piotra i Marii Curie w Paryżu, a później ukończył studia podyplomowe z prawa i zarządzania komunikacją audiowizualną na Sorbonie. A więc raczej umysł ścisły, niż rozkojarzony i nieokiełznany artysta. Ale w przypadku tego autora sprawdza się teoria, że muzyka i teatr są pewnego rodzaju zapisem matematycznym. Żeby były zrozumiane, muszą być uporządkowane i mieć swoją logikę. Nawet wtedy, gdy następują w nich zaskakujące zwroty. Tak jest również w przypadku „Degustacji” („La Dégustation”), która w styczniu 2019 roku miała swoją prapremierę w paryskim Théâtre de la Renaissance i w tym samym roku otrzymała prestiżową nagrodę Moliera za najlepszą komedię francuską. Ba! W 2022 roku została przeniesiona pod tym samym tytułem na duży ekran, oczywiście w reżyserii Ivana Calbéraca.

Zarówno przedstawienie teatralne, jak i film reklamowane były we Francji jako komedia, z różnym dopełnieniami – romantyczna, sentymentalna, ciepła, lekka, itp. I tu nawiążę do mojego pierwszego zdania. Jednak Francuzi mają zupełnie inne poczucie humoru niż Polacy. To znaczy, potrafią i lubią śmiać się właściwie ze wszystkiego, ale robią to w sposób ciepły, przyjazny i nie uwłaczający nikomu. My z reguły „walimy z grubej rury”, od razu z nastawieniem wyśmiania, drwiny i wykpienia. Przyznaję, że tu pojawia się nierozwiązana do tej pory przeze mnie zagadka: skąd wobec tego bierze się tak często spotykane uwielbienie dla Kabaretu Starszych Panów, Wojciecha Młynarskiego, Andrzeja Waligórskiego czy z bliższych nam czasów Artura Andrusa. Moja teoria jest taka, że ci Twórcy (tak, właśnie przez duże T) pisali w stylu bądź francuskim, bądź bardzo zbliżonym do niego. Nie modnym ostatnio kijem bejsbolowym między oczy, w czasie leśnych ustawek, tylko lekko, wesoło, śmiesznie, nawet drwiąco, ale nie ośmieszająco.

To właśnie otrzymuje widz na „Degustacji” wyreżyserowanej przez Jakuba Przebindowskiego. Już samo pomieszczenie, w którym dzieje się akcja, daje przeogromne pole do wygłaszania wszelkiego rodzaju prawd życiowych. Sklep z winami! Przecież to wymarzone miejsce do najprzeróżniejszych facecji. W tym sklepie samotny sprzedawca, widać od razu, że troszkę zdziwaczały. Pojawia się młoda, sympatyczna dziewczyna będąca jego całkowitym przeciwieństwem – uśmiechnięta, empatyczna. Za chwilę okaże się, że jest wolontariuszką w miejscowej parafii i ma dobre kontakty z proboszczem. Od samego początku rozmowa tej dwójki prowadzona jest na zasadzie przeciwieństw, ale nie pojawia się między nimi żadna bariera, która natychmiast powstałaby nad Wisłą. To raczej szermierka słowna (znakomite tłumaczenie Witolda Stefaniaka).

Właścicielem sklepu i składu win jest Jacques (Tomasz Schimscheiner). Urocza klientka to Katarzyna Glinka (Hortense). Można śmiało powiedzieć, że przy okazji tego przedstawienia Schimscheiner nauczył się nowego zawodu. Wiedza o winie i całej otoczce mu towarzyszącej, którą prezentuje na scenie daje mu mocne „papiery” na wysoko wykwalifikowanego sommeliera. Schimscheiner jest na wskroś francuski, nie tylko w ubiorze (brawa za kostiumy dla Anny Poniewierskiej), ale również w sposobie mówienia, w poruszaniu się, w swoich reakcjach. Co prawda od początku widać w jego grze, że głęboko w środku coś w nim „siedzi”, że ten optymizm, pochwała życia i… picia mają jakieś drugie dno, ale póki co wszystko rozgrywa się na pogodnej nucie. 

Nawet utarczki słowne z Hortense, w którą cudownie wciela się Katarzyna Glinka. Takiej postaci kobiecej trudno doszukać się w sztukach teatralnych napisanych przez naszych autorów. Wierząca katoliczka, praktykująca, parafialna wolontariuszka pomagająca bezdomnym, młoda, ładna, wesoła, inteligentna, ale równocześnie nie przestrzegająca wszystkich przykazań i nie mająca z tym większych problemów. Do tego publicznie konsultująca z proboszczem zakup wina! Co kraj, to obyczaj! Glinka rewelacyjnie wchodzi w tę rolę, tym bardziej, że im bliżej końca sztuki, tym więcej w działaniach jej bohaterki pojawia się wątków, coraz bardziej odległych od doktryn kościelnych, a stanowiących życiowe problemy dla ogromnych rzesz dziewczyn i kobiet. W Polsce, szczególnie.

I znowu, we francuskiej sztuce nie spotyka się to z żadnym potępieniem, a wprost przeciwnie, po chwilowym zawahaniu uzyskuje męskie poparcie.

Chociażby z tego powodu „Degustację” powinno zobaczyć jak najwięcej nie tylko kobiet, ale również naszych, polskich macho.

Ale te relacje Jacques-Hortense mają jeszcze jednego, aktywnego uczestnika, bo trzecim głównym bohaterem tej sztuki jest Steve – Jan Butruk. To jego pierwsza, tak istotna, rola w Teatrze Kwadrat, z którym związany jest od 2024 r. i w którym gra już w kilku przedstawieniach.

W przypadku Jana Butruka można powiedzieć, że „niedaleko pada jabłko od jabłoni”, ponieważ jest już kolejnym pokoleniem aktorskim. Jego tatą był nieodżałowany, zmarły zdecydowanie przedwcześnie Andrzej Butruk, a dziadkiem nie kto inny jak Andrzej Zaorski.

Antenaci przyglądając się z góry grze syna i wnuka, absolutnie nie mają powodów do narzekań. Butruk dostał dosyć trudne zadanie aktorskie, ponieważ jego postać jest w permanentnym konflikcie z prawem, bliżej mu do zwyczajów i tak zwanych praw ulicy, niż do atmosfery porządnego zakładu winiarskiego i wysmakowanej kultury picia tego trunku, a jednak! Zbieg okoliczności powoduje, że losy trójki tak różnych bohaterów jak Hortense, Jacques i Steve splatają się i to ten ostatni jest języczkiem u wagi czy może katalizatorem wyzwalającym pewne reakcje. W samej postaci granej przez Butruka też zachodzą istotne zmiany, bardzo dobrze pokazane przez młodego aktora. Początkowo jest bardzo przekonującym, zagubionym życiowo i przerażonym młodocianym, może jeszcze nie bandytą, ale chuliganem, dodającym sobie odwagi i powagi bezczelnością i tupetem. To zresztą pozostanie w nim cały czas, ale wraz z rozwojem sytuacji zaczyna ujawniać również swoje zupełnie inne oblicze. Okazuje się bardzo inteligentnym, bystrym i nad wyraz rozsądnie myślącym młodym człowiekiem. I to wszystko Butruk pokazuje na scenie w sposób bardzo przekonujący. Bardzo dobra rola!

Nie można nie wspomnieć o jeszcze dwóch postaciach: Dr Milmont grany jest przez Andrzeja Grabarczyka i Guillaume, w którego wciela się Jacek Łuczak

Obydwaj panowie znakomicie wchodzą w role: starego przyjaciela i dobrego ducha głównego bohatera (Andrzej Grabarczyk) oraz również będącego starym przyjacielem, sąsiada zza ściany, księgarza (Jacek Łuczak).

Grabarczyk gra tak, jakby całe życie spędził we Francji, jako lekarz domowy, śpieszący z pomocą nie tylko medyczną, ale też życiową, mentalną. Jest wspaniałym kontrapunktem nie tylko dla nieokiełznanego Steva, ale głównie dla szamocącego się z własnym życiem Jacques'a

Najbardziej tajemniczą w swej złożoności postacią okazuje się Guillaume Łuczaka. Początkowo odbierałem go trochę jak naszego „prawdziwego patriotę”. Prymitywne dowcipy, końskie zaloty do Hortense, maczystowskie odzywki, bezsensowne zaczepki „niższego stanem”, czyli Steva czy gotowość do bitki (raczej werbalna, niż faktyczna), itd. Niestety, znamy takich osobników z autopsji. Nieprzyjemny typ.

Ale to jest tekst francuski, więc co było dalej, muszą Państwo zobaczyć sami. W każdym razie, według mnie, zarówno Andrzej Grabarczyk, jak i Jacek Łuczak mogą swoje role w „Degustacji” zapisać na zdecydowany plus.

Już kilka razy wspomniałem o sklepie z winami, w którym toczy się akcja. Został wybudowany według pomysłu Wojciecha Stefaniaka i jest bardzo prawdziwy. Tu wszelkie udziwnienia byłyby nie na miejscu. Jedynym ożywieniem półek z butelkami są zwykle znajdujące się w takich pomieszczeniach biurko, krzesła, stołeczki, kartony. Ale zwróćcie Państwo uwagę na jeden ze stoliczków/siedzisk. Bardzo mi się spodobał!

Integralną częścią tej scenografii są pomysłowo zamontowane ekrany, na których wyświetlane są filmy, można powiedzieć instruktarzowe o winie. Jednak, uwaga, uwaga! Obserwujcie je Państwo bacznie, bo od pewnego momentu ich tematyka się zmienia. Autorem wizualizacji jest Hektor Werios.

Ze scenografią i wizualizacją wspaniale współgra oświetlenie wyreżyserowane przez Macieja Iwańczyka.

No i jest jeszcze przepiękny taniec, do którego układ wymyśliła Anna Głogowska. Czyli, jeśli komedia, to romantyczna? Musicie Państwo ocenić sami!

Nagroda Moliera za najlepszą komedię roku? Szanuję werdykt. Dla mnie jest to wspaniały spektakl o prawdziwym życiu, z jego blaskami i cieniami, tyle tylko, że opowiedziany w konwencji kultury francuskiej, a nie Dostojewskiego i „Braci Karamazow”. Ja od zawsze optowałem za tą pierwszą.

Degustacja” w reżyserii Jakuba Przebindowskiego, który jest również autorem muzyki, jest pierwszą w 2026 roku premierą w Teatrze Kwadrat. Życzę tej wspaniałej placówce, ale również wszystkim Państwu, którym gorąco polecam tę sztukę o prawdziwym życiu, opowiedzianą w sposób pogodny, aby następne premiery były co najmniej tak samo dobre jak ta, w której miałem przyjemność uczestniczyć. 

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także