09.11.2020, 11:04 Wersja do druku

Nocne życie Hotelu Prosna - historia z minionej epoki

fot. Mat. teatru

„Prosna. Kryminał muzyczny" Michała Chludzińskiego i Łukasza Czują w reż. Łukasza Czuja w Teatrze im. Bogusławskiego w Kaliszu. Pisze Robert Kordes w życiu Kalisza.

Ten spektakl to jednocześnie kryminał i musical, dramat i farsa, literacka opowieść i koncert piosenek, trochę współczesności i wycieczka w przeszłość. Aż nazbyt wiele jak na jeden raz. Ale nikt nie powinien się nudzić. Kolejną teatralną premierę sezonu 2020/2021 należy zaliczyć do udanych.

 Losy spektaklu ważyły się do ostatniej chwili. Jeszcze w piątek rano przed sobotą 24 października nie było wiadomo, czy premiera się odbędzie. Dyrekcja kaliskiej sceny liczyła się z tym, że w nowym pakiecie obostrzeń związanych z epidemią może znaleźć się zakaz organizowania widowisk i wstępu do teatrów. Do tego na szczęście nie doszło. Wprawdzie widownia świeciła pustkami, bo zajętych być mogło jedynie 25% miejsc, ale premiera się odbyła.

Kto jeszcze pamięta ,,Piekiełko"?

Hotel Orbis Prosna przy ul. Górnośląskiej w Kaliszu oddany został do użytku w kwietniu 1977 r. W końcówce dekady Gierka i w latach 80. uchodzić mógł za symbol luksusu i namiastkę światowego życia. Oczywiście na miarę naszych peerelowskich możliwości. Prosna przyciągała więc ówczesnych vipów i celebrytów, ale też postaci z półświatka i spod ciemnej gwiazdy. A szczególnym w niej miejscem było „Piekiełko", czyli mieszczący się w piwnicy nocny klub z alkoholem, tańcami, strip-tizem i łatwym dostępem do pań lekkich obyczajów. W takim właśnie środowisku i scenerii rozgrywa się akcja „Prosny. Kryminału muzycznego", utworu napisanego z myślą o Kaliszu i kaliszanach, ale mającego też swój wymiar uniwersalny.

Kłopoty z nadmiarem

Przenosimy się do czerwca 1986 r, gdy odczuwalne są jeszcze skutki katastrofy w Czarnobylu, jednak nikomu zdaje się to nie przeszkadzać i zabawa trwa w najlepsze. Jedną z ambicji autorów scenariusza było stworzenie galerii postaci stałych bywalców dawnego„Piekiełka". Jest ich całkiem sporo. Dość powiedzieć, że aktorów występujących w tym spektaklu jest szesnaścioro. Każda z kreowanych przez nich postaci chce zaistnieć i choć na chwilę przykuć do siebie uwagę publiczności. I tu pojawia się problem nadmiaru. W „Prośnie. Kryminale muzycznym" są też 32 piosenki i choć nie wszystkie prezentowane są w całości, to i tak mamy do czynienia z ogromem materiału. Czyli znów z problemem nadmiaru. Wydaje się, że twórcy przedstawienia nie do końca odpowiedzieli sobie na pytanie, czy bardziej chodzi im o sprawne zdanie relacji z rozwoju akcji, czy o błyskotliwą prezentację piosenek. A jest z czego wybierać. W spektaklu słyszymy bowiem - w całości lub we fragmentach - „Sen o dolinie" i „Noc komety" Budki Suflera, „Na zakręcie" Agnieszki Osieckiej i Przemysława Gintrow-skiego, „Hi-Fi" zespołu Banda i Wanda, „Celinę" Stanisława Staszewskiego, „Prywatkę" Oddziału Zamkniętego i „Zaopiekuj się mną" grupy Rezerwat, a obok nich wiele piosenek napisanych przez Michała Chludzińskiego i Marcina Partykę specjalnie na potrzeby kaliskiego spektaklu (na czele z kapitalnym utworem pt. „Henryk Jabłoński spał"). Czy każda z nich jest w tym spektaklu niezbędna? Gdyby kilka ująć, całość niewiele by na tym straciła, a w zamian mogłaby zyskać na spójności i przejrzystości. W obecnej wersji bowiem spektakl wraz z przerwą trwa blisko trzy godziny. Pomimo wartkiej akcji, wielu urozmaiceń i scenicznych niespodzianek, jest to dużo. Gdybym miał wskazać palcem, gdzie należy ciąć, byłyby to końcowe fragmenty części pierwszej, powiedzmy 15-20 minut. Rzecz jasna utwór sceniczny to nie kiełbasa, od której można odkroić dowolny kawałek, ale właśnie pod koniec części pierwszej u widza pojawia się lekkie znużenie. A to już o czymś świadczy.

fot. Mat. teatru

Ten spektakl będzie jak wino

Pomimo tych uwag, jestem przekonany, że ten spektakl będzie się bronił i że może liczyć na dużą widownię. Niewykluczone, że jego twórcy sami już wpadli na pomysł, jak go skrócić i uczynić bardziej spójnym. Kilka scen jest wręcz znakomitych, jak choćby quasi telewizyjny show z Porucznikiem Ostrym, czyli Michałem Wierzbickim w roli głównej. „Prosna. Kryminał muzyczny" generalnie broni się też od strony muzycznej i choreograficznej. W warstwie wokalnej to i owo można by jeszcze poprawić, jednak najważniejszy wydaje się fakt, że przedstawienie to okazuje się przekonujące również jako opowieść o Kaliszu. Kilka i kilkanaście lat temu na kaliskiej scenie zdarzały się spektakle o Kaliszu, które okazywały się artystycznymi niewypałami. Ale nie tym razem. Autorzy szczęśliwie uniknęli pokusy mizdrzenia się do publiczności albo czynienia doraźnych aluzji do sytuacji pozascenicznej. Chcieli opowiedzieć ciekawą historię związaną z pewnym czasem i miejscem — i to właśnie zrobili. Ku szczerej satysfakcji widzów.

„Prosna. Kryminał muzyczny" Michała Chludzińskiego i Łukasza Czują; reżyseria Łukasz Czuj; muzyka Marcin Partyka; scenografia i kostiumy Elżbieta Rokita; choreografia Jarosław Staniek i Katarzyna Zielonka; obsada: Michał Wierzbicki, Lech Wierzbowski, Zbigniew Antoniewicz, Dariusz Sosiński, Wojciech Masacz, Karol Biskup, Błażej Stencel, Marcin Trzęsowski, Jakub Łopatka, Bożena Remelska, Malwina Brych, Aleksandra Pałka, Małgorzata Kałędkiewicz-Pawłowska, Agnieszka Dulęba-Kasza, Izabela Beń - Olejniczak, Ewa Kibler; muzycy: Rafał Gubański - saksofon tenorowy, Artur Pacak - gitara, Tomasz Ratajczak - instrumenty klawiszowe, Szymona Wieczorkiewicz - kontrabas, gitara basowa, Adam Wajdzik - perkusja; Teatr im. W. Bogusławskiego w Kaliszu; premiera 24 października 2020 r.

Tytuł oryginalny

Nocne życie Hotelu Prosna - historia z minionej epoki

Źródło:

Życie Kalisza nr 45/ 04-11-20

Autor:

Robert Kordes