EN
18.10.2021, 13:58 Wersja do druku

Nie jestem strażnikiem moralności

fot. Anna Blodamat Szustow.

Większość scen intymnych w polskich scenariuszach opisana jest zdawkowo: „Zaczynają się całować... Palą papierosa". Ewentualnie pojawiają się „namiętne pocałunki".Bywa, Że reżyserzy się krępują, aktorzy „mają się sami dogadać" - o kulisach powstawania scen seksu w filmach mówi „WPROST" KATARZYNA Szustow, koordynatorka intymności, jedna z dwóch Polek szkolonych w tym zakresie przez Netfliksa.

Rozmawiała Paulina Socha-Jakubowska

Jako „Intimacy Coach" pracowałaś przy sztuce „Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi - 22 rodzaje samotności" na podstawie opowiadań Davida Fostera Wallace'a, która grana jest właśnie w Zurychu. Rzecz jasna sztuki nie widziałam, ale już wiem, że w Polsce raczej podobnej nie zobaczę.

- To spektakl o samotności, seksualność jest narzędziem do opowiadania o współczesnej toksycznej męskości. Zmieniliśmy nazwę mojej funkcji. Koordynatorzy scen intymnych pracują przy scenach symulowanego seksu. W Schauspielhaus Zurich było inaczej...

Na scenie dochodzi do prawdziwego zbliżenia. W sztuce grają aktorzy porno.

Występuje m.in. Conny Dachs, niemiecka legenda pornobiznesu, od 20 lat w tej branży pracował także z Larsem von Trierem w „Antychryście". Reżyserka, Yana Ross, zaprosiła do współpracy profesjonalistów z wieloletnim doświadczeniem, nie chciała młodych osób z idealnymi ciałami, którzy dopiero eksperymentują z seksem. Spektakl jest dyskusyjny również w Szwajcarii. Mamy kilkanaście świetnych recenzji to znaczy, że udało się poruszyć dość chłodne emocjonalnie społeczeństwo.

W Polsce byłaby awantura.

Chyba zgodzę się z tobą, że w Polsce byłaby awantura, a nie dyskusja. Dla mnie samej bardzo ciekawy był konflikt dwóch kategorii, „seks performera" i „seks workera". Katie Pears (występująca w sztuce - red.), powiedziała wprost: „Nie jestem sex-workerką, nie jestem prostytutką". Zaznaczyła, że jest sex--performerką, która występuje w filmach porno, na targach i robi performansy, ale nie uprawia seksu za pieniądze z przypadkowymi klientami. To był przyczynek do dyskusji również w mediach.

W Szwajcarii praca seksualna została zalegalizowana w 1942 roku, funkcjonują związki zawodowe, pracownicy seksualni przechodzą obowiązkowe badania, odprowadzają podatek VAT. Dyskusja, czym jest seksualność czy pornografia, w Szwajcarii jest czymś innym niż w Polsce. W tracie pandemii rozmawiano, a dokładniej 

komentowano np. sprawę w Sądzie Najwyższym, którym pracownikom i pracownicom seksualnym należy się covidowy zasiłek. Osoby spoza Szwajcarii, pracujące na kontraktach krótkookresowych, nie otrzymały wsparcia.

Powiedziałam, ze nie wyobrażam sobie takiej sztuki w Polsce, ale zastanawiam się, jak ty oceniasz naszą narodową gotowość na tego typu doznania artystyczne?

Ewelina Marciniak we Wrocławiu podjęła kilka lat temu próbę.

Chodziło o sztukę „Śmierć i dziewczyna" w Teatrze Polskim. Wystarczyły same zapowiedzi, że na scenie wystąpią aktorzy porno z Czech i będą sceny prawdziwego seksu, by minister kultury próbował premierę zablokować, a teatr był okupowany przez „Krucjatę Różańcową". Ale ostatecznie „seksu na żywo" na scenie we Wrocławiu nie byłoW Zurychu jest.

Dla jasności spektakl opatrzony jest szczegółowym „content warning" oraz wstęp mają tylko osoby pełnoletnie. Nie czuję się ekspertką w obszarze pracy seksualnej. Bardziej znam się na poszukujących procesach twórczych. Potrzebne są do tego odpowiednie narzędzia, jak i nowe - dla naszego środowiska - kompetencje.

Zainicjowałaś i realizujesz badanie, skierowane do wszystkich zawodów filmowych, w którym pytacie o praktyki dotyczące scen intymnych. Pod twoim postem na facebooku przeczytałam komentarz, że „znakomita cześć niestosownych zachowań w zakresie seksualności odbywa się pomiędzy scenami". I dalej: „aktorzy w większości są zaopiekowani i wokół scen intymnych jest cala masa zabezpieczeń, uważności itp. Problem w tym, że poza sceną, gdzieś pomiędzy tzw. barobusem a kubłem lub garderobą, odbywają się te najgorsze mobbingowe praktyki". Dużo takich głosów do ciebie dociera?

Badania zakończyły się w nocy z 6 na 7 października. Siadamy do analizy ankiet. Do końca roku socjolodzy przygotują opracowanie badań. Ale odnosząc się do tego komentarza - kultura pracy na niektórych planach filmowych jest po prostu niska. Nie ma to związku z przynależnością narodową.

Skoro nie w oparciu o konkretne historie, to porozmawiajmy na pewnym poziomie ogólności.

Aktorzy przychodząc na casting często nie znają finalnej wersji scenariusza czy oczekiwań reżysera wobec nagości. Podpisując umowę czasami nadal nie wiedzą, ile scen intymnych i o jakim charakterze mają zagrać. Sceny intymne przeważnie realizowane są jako ostatnie danego dnia zdjęciowego, czasami po godzinach, bo dzień był intensywny. Poziom napięcia i stresu jest wyższy. Zdarzało się, że aktorki dostawały wtedy inne polecenie od reżysera np. miały zdjąć stanik, choć wcześniej umówiono się, że scena nie będzie wymagała nagości.

Bardzo trudno w takiej sytuacji zawalczyć o swoje granice. Jest późno, wszyscy chcą iść do domu. Dynamika władzy na planie, gdzie cała ekipa działa pod dyktando reżysera/reżyserki nie sprzyja mówieniu „nie". Reżyserzy onieśmielają. Muszą. To właśnie ich siła i charyzma sprawiają, że filmy powstają.

Dla jasności: artyści muszą mieć prawo do kreacji i gestu twórczego. Nie można im zabrać odwagi gestu artystycznego. Ale tez nie można nikogo zmuszać do niczego.

Chcesz mi powiedzieć, że „szyje się" na bieżąco, że sceny intymne nie są wcześniej rozłożone na czynniki pierwsze, opracowane co do jednego spojrzenia?

Większość scen intymnych w polskich scenariuszach opisana jest zdawkowo: „Zaczynają się całować,.. Palą papierosa". Ewentualnie pojawiają się „namiętne pocałunki". Koordynatorzy scen intymnych pracują w oparciu o wypracowaną metodę. Jednym z pięciu filarów naszej pracy jest choreografia. Tutaj nie ma miejsca na niespodzianki, bo pracujesz w bardzo delikatnej materii. Czasami mamy kontakt z osobami, które doświadczyły traumy. Trzeba być bardzo czujnym na delikatne symptomy. Ale bywa też, że reżyserzy krępują się. Zdarzają się sytuacje, kiedy aktorzy „mają się sami dogadać". W scenie ma zagrać aktor z mocną pozycją jak i wieloletnim warsztatem oraz młoda, debiutująca aktorka, dla której ta rola oznacza być albo nie być w branży. Trudno będzie jej powiedzieć „umówiliśmy się, że zostanę w staniku", kiedy 50 osób czeka na zakończenie dnia.

I wtedy powinnyście wchodzić wy, koordynatorki scen intymnych.

Nie. Pudło! Powinniśmy wchodzić zdecydowanie wcześniej. Już na etapie castingu przygotowujemy odpowiednie dokumenty, żeby producenci nie tracili potem nerwów na skomplikowane negocjacje z agentami aktorek i aktorów. Najważniejsze: nie jesteśmy inspekcją pracy czy strażniczkami moralności. Jesteśmy od tego, by wizja reżysera/reżyserki została zrealizowana przy jednoczesnym poszanowaniu granic aktorów.

Obserwuję, jak Pokolenie Z wchodzi na rynek pracy z nowymi kompetencjami komunikacyjnymi, dzięki którym potrafi nazywać nadużycia, mówić o trudnych emocjach czy formułować oczekiwania. Moje pokolenie milczało - nie mieliśmy języka ani narzędzi, żeby nazywać niebezpieczne sytuacje.

Czyli to nie jest tak, że polska branża filmowa to totalna patologia, seksizm jest na porządku dziennym, a dziaderstwo się szerzy.

Na jakiej podstawie proponujesz taki wniosek? Dopiero zamknęliśmy badania. Bywa różnie. Ostatnio pracowałam dla Akson Studio przy produkcji z międzynarodową obsadą. Ekipa wykazała się niebywałą klasą i kulturą osobistą. Kultura organizacyjna producenta ma ogromne znaczenie, ale kluczowy jest reżyser czy reżyserka. To oni tworzą wspólnotę wokół swojego dzieła.

Czyli?

Reżyserze są kapitanami. Muszą sprawić, że chcemy wsiąść z nimi na ten statek.

Szukam reżyserów czy reżyserek, którzy nie są lękliwi oraz potrafią kreować nie tylko odważne światy na ekranie, ale tez istotny jest dla nich moment bycia razem na planie.

Ilu koordynatorów scen intymnych działa dzisiaj w Polsce?

Nie wiem, ale na świecie jest ok. 100 profesjonalnych koordynatorów i koorydnatorek. W Polsce też pojawia się ten zawód. Niedawno razem z Martą Łachacz zostałyśmy wybrane do 10-osobowej grupy Netflixa, która jest szkolona przez Safe pasją do słuchania, odwagą do zadawania trudnych pytań w sposób nienapastliwy, lekkością wymyślania scen intymnych, łatwością rezygnacji ze swoich pomysłów, luzem wobec swojego ciała, umiejętnością pracy z innymi ciałami, kondycją fizyczną (praca na planie to praca fizyczna).

Trzeba mieć też swoje sposoby radzenia sobie z historiami, które są nam opowiadane. Asystowanie osobom z doświadczeniem traumy jest wyzwaniem. Posiadam certyfikat UK Mental Health Ltd, pierwszej pomocy w zakresie zdrowia psychicznego. To bardzo przydatna wiedza w naszym poranionym środowisku.

Masz kalendarz teraz wypełniony po brzegi do końca 2023 roku, bo wszyscy twórcy filmowi chcą cię teraz mieć u siebie?

Na Festiwalu w Gdyni uczestniczyłam jako gość w debacie poświęconej standardom pracy. Padło pytanie z sali do dyrektora PISF, Radosława Śmigulskiego, czy koszt koordynatorów scen intymnych będzie kosztem kwalifikowanym. To znaczy, Sets do pracy przy ich produkcjach w regionie EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka - red.). Moją mentorką jest pierwsza initmacy coordinator w Los Angeles, założycielka Intimacy Professional Associations - Amanda Blumenthal znana m.in. „Euforii" HBO. W związku z tym, że jest to nowy zawód ważne jest, żeby uczyć się od tych, którzy wykonuję tę pracę. Z choreografką Kayą Kołodziejczyk spotykałyśmy się na szkoleniach Ity O'Brien czy Lizzy Talbot. Do dziś odbyłam ponad 100 godzin szkoleń z kluczowymi organizacjami w tym zakresie.

Kto może zostać koordynatorem scen intymnych?

Osoba o stalowych nerwach, poczuciu humoru, z rozwiniętą empatią, znajomością środowiska i branży, umiejętnością rozmowy z aktorami, szacunkiem dla wizji reżysera/reżyserki,

czy składając wnioski do PISF-u, można będzie go wpisać. Dyrektor odpowiedział, że tak. Obecnie jesteśmy na etapie tłumaczenia, na czym polega nasza praca, jakie obszary można nam powierzyć. Miałam parę propozycji ad hoc: „Za trzy dni mamy scenę intymną 300 km od Warszawy, możesz przyjechać? Płacimy tysiąc złotych".

Jedziesz?

Nie. W takich warunkach nie da się porządnie zrealizować sceny, która opowie coś ze świata wyobraźni reżysera. Zawsze wnikliwie czytam scenariusz, proszę o naradę z reżyserem/reżyserką. Daję im czas na zaakceptowanie lub odrzucenie mnie. Muszą mi zaufać. Inaczej nie ma sensu wchodzić na plan. Nie przyjmuję propozycji, kiedy producenci szukają kogoś, kto będzie sprawować funkcję inspekcji pracy. Jeżeli intymność jest istotnym elementem narracji filmu potrzebne są próby z aktorami. Gdy produkcja jest już rozpędzona, trudno znaleźć czas na cokolwiek.

Obecnie pracuję przy polskim filmie, ale też odrzuciłam ciekawą propozycję z Grecji. Trochę przykro, ale potrzebuję odpoczynku. W ostatnich miesiącach wydarzyło się wiele wspaniałych rzeczy, „zamigotał świat tysiącem barw". Po 20 latach pracy z artystami, wiem, że trzeba dbać też o swój dobrostan. Inaczej nie jesteś w stanie mądrze zaopiekować się innymi.

Katarzyna Szustow

- absolwentka Wydziału Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie, kuratorka, producentka projektów artystycznych i społecznych, specjalistka od komunikacji kultury, redaktorka radiowa, wydawczyni newslettera „Nic Na Siłę", szefowa i założycielka „Szustow. Kultura i komunikacja", agencji doradczej zajmującej się wspieraniem rozwoju instytucji i wydarzeń kulturalnych.

Tytuł oryginalny

Nie jestem strażnikiem moralności

Źródło:

Wprost Nr41/15/21-10-21