Logo
Aktualności

Nagość króla. O „Imagine” w reżyserii Krystiana Lupy rozmawiają Skrzydelski z Morozem

30.04.2022, 10:32 Wersja do druku

Skrzydelski: Mógłbym nie po raz pierwszy zacząć złośliwie, że oto doczekaliśmy się tego, na co ty czekałeś najbardziej. Ale oczywiście złośliwy być nie chcę.

Moroz: I tej dyskusji nie załatwisz tak łatwo, powołując się na moje rzekome naznaczenie teatrologią krakowską. Owszem, sentyment do twórczości Krystiana Lupy jest we mnie poważny, jednak nie zmienia racjonalnej oceny kwestii bieżącej… Poza tym kilka ładnych lat minęło i zdążyłem się przyzwyczaić, że Lupa dzisiejszy nie jest Lupą nawet z czasów „Zaratustry”.

Skrzydelski: Czyli ważnego spektaklu-traktatu, od którego premiery minęło osiemnaście lat. To sporo i Lupa zdążył swój teatr zmienić dość zasadniczo. Stawia sobie ideowe wymagania, mówi (a może raczej przemawia?) tonem bardziej zasadniczym, upraszcza język i pragnie się podobać tym, którzy teatr traktują jako miejsce, w którym sztuka wysoka zawiera sojusz z popkulturą.

Moroz: No i mniej w tym wszystkim literatury, więcej zaś tak zwanego pisania na scenie. Choć oczywiście nie jest to pełny obraz ostatnich lat, bo po drodze zdarzyła się „Wycinka” (2014) i jeszcze kilka istotnych tytułów, wystawionych poza Polską. Ale powiedziałbym, że od dłuższego czasu przeważa u Lupy chęć traktowania teatru niczym przestrzeni dla wspólnoty – przede wszystkim artystycznej, choć w rozumieniu reżysera ta wspólnota zagarnia też widzów (to już inna kwestia, czy to się udaje) – która wierzy, że nawet jeśli świata na zewnątrz nie da się uczynić lepszym, to i tak trzeba krzyczeć, że to marzenie jest wykrzyczenia warte. W dużym stopniu o tym opowiada „Imagine”, koprodukcja dwóch Teatrów Powszechnych: łódzkiego i warszawskiego.


Całość rozmowy - w Magazynie e-teatru

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne

Sprawdź także