„Będzie śnieg” Filipa Bochenka w reż. autora w Teatrze Lalek Rabcio w Rabce-Zdroju. Pisze Jacek Sieradzki, członek Komisji Artystycznej 32. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.
Chyba tak właśnie opowiada się dzieciom bajki na dobranoc. Wymyśla się postacie, wyraziste, łatwe do zapamiętywania. Przydziela się im jakieś przygody, efektowne, uruchamiające wyobraźnię. Ale przygody te nie muszą prowadzić do żadnego ścisłego celu, a opowieść nie musi być wyposażona w logikę, pointę i morał. Słuchacz i tak przecież zaśnie na którymś zakręcie fabuły. Czy można to zastosować w teatrze? Dzieciaki nie pójdą spać przed końcem przedstawienia. Ale może bez oporów wybaczą scenie niestawianie kropek nad „i”, jeśli opowiastka będzie sympatyczna i zajmująca?
Mały domek gdzieś. Mieszka tu chłopiec z opiekunem. Chłopiec jak chłopiec, mówi się na niego Smyk. Kim jest opiekun? Starszym bratem? Wujkiem? Kimś postronnym, kogo związała z chłopcem jakaś perypetia losu? Chłopiec bardzo kocha opiekuna. Nazywa go imieniem/pseudonimem Mordzia. Skąd taki pomysł? Nie dowiemy się. Ale czy musimy?
Będzie śnieg – głosi tytuł bajki. Mordzia odpowiedzialnie szykuje się na zimę: smaży powidła. No bo czego więcej potrzeba? Smykowi, który niecierpliwie czeka na zimową scenerię, śni się Śnieżny Ptak. To piękne stworzenie, animowane na długich kijach, wysoko nad sceną. Ale niebezpieczne: wabi człowieka w zimę, w mróz, co grozi zamarznięciem.
I jest śnieg; Teatr Rabcio ma odpowiednią maszynerię, żeby ściana białego puchu robiła należyte wrażenie. Można się bawić. Może nie ze wszystkimi. Przychodzą dwie dziewczynki oznaczone w egzemplarzu jako Bliźniaczki PTE PTE. Nie mogę zgadnąć, co to znaczy, internet, który ponoć wie wszystko, nie chce pomóc. Tyle, co widać, to że są dosyć wredne. Podkradają dobrodusznemu Smykowi cukierka. Przedtem podchrzaniły sanki niejakiemu Czosnkowi. Czosnek w opisie z didaskaliów „jest duży. Budzi respekt”. Chyba jest, jak się dziś mówi, neuroatypowy, a dawniej się mówiło nieśmiały i skryty. Zakompleksiony: nazywają go Czosnkiem, bo ponoć śmierdzi. Cały czas mówi o sobie w trzeciej osobie. Dlaczego? Logicznie to się nie tłumaczy, instynktownie – jak najbardziej, jako naturalna bariera ochronna.
Zabawa jak zabawa, najpierw jakoś się toczy, potem się rwie, dziewczynki są niemiłe, Smyk niezręczny, Czosnek się obraża i buduje sobie azyl-igloo ze śniegu. Przyda się ono za chwilę, gdy trzeba będzie odchuchiwać Smyka, wywabionego przez Śnieżnego Ptaka w mróz. Zamarznie też ruszający na ratunek Mordzia. Jemu zaś w sukurs przyjdą stworki, które, zdawałoby się, sam wymyślił, bajdurząc coś Smykowi kilka scen wcześniej. Przebiśniegi. Żadne tam kwiatki, tylko sympatyczne straszydełka, co mieszkają pod śniegiem i go stopniowo zjadają, żeby mogła przyjść wiosna. Przebiśniegi i ich mądra Matka ratują Mordzię, potem dobrodusznie, acz stanowczo przepędzają egoistki, a Mordzia i Smyk definitywnie ocieplają stosunki z Czosnkiem. I tyle. Próbuję to opowiadać tak, jak biegnie na rabczańskiej scenie, wartko i dynamicznie, z uczuciem, atoli bez specjalnej wagi przywiązywanej do zdarzeń. Bezinteresownie – to słowo jest trochę z innego porządku, ale jakoś chyba oddaje swobodny charakter, tonację, nastawienie widowiska.
Plastyka (autorstwa Grażyny Habiedy) zda się rodem z dziecięcych rysowanek: konturowy domek i drzewko, śnieżne zaspy jak spore białe bryły. I postacie, też spod dziecinnego ołówka: choćby bliźniaczki z okrągłymi buziami, z których sterczą długie nosy. Smyk i Mordzia mają sylwetki – ubranka, włosy – z kolorowych łatek, jak leśne ludziki. Mordzia i Czosnek grani są w żywym planie, pozostałe postacie to lalki prowadzone przez „niewidzialnych”, zamaskowanych na czarno animatorów. Bardzo zgrabnie udało się połączyć plany: nie gryzą się ani proporcje postaci, ani ich wpasowanie w widowiskowe sceny, choćby śnieżnej burzy. Mordzia Piotra Serafina jest uosobieniem nieprzesłodzonego ciepła. Bartłomiej Zdeb (mam nadzieję, że dobrze rozpoznałem aktora ze zdjęcia) prowadzeniem roli najeżonego Czosnka wychodzi z ramek „rysunkowego” grania, słusznie i skutecznie. Nieskomplikowane piosenki podtrzymują żywy rytm spektaklu.
Nie ma w tym urokliwym przedsięwzięciu teatru z Rabki-Zdroju niczego z tej gadżeciarni współczesności, która nam już powoli wychodzi uszami na scenach małych i dużych. Ani w rekwizytorni (nikt nawet nie próbuje ścigać się z lawiną atrakcji, które dzieciaki mają na urządzeniach będących przedłużeniem ich rączek), ani w myśleniu (żadne nowowychowawcze wzory, żadne jedynie słuszne pouczania nie są tu w użyciu). Ot, fajnie się czeka na zimę, taką ze śniegiem (nawet w rabczańskich Gorcach go coraz częściej brak), żeby sobie pozjeżdżać z górki. Jak nie na sankach – pod Mordzią by się połamały – to niechby i na pupie. Jakaż przyjemność. Jakaż ulga.
Filipa Bochenka, autora i reżysera tego przedstawienia notowałem w Weselu z 2015 roku, ciekawym i trochę niedocenionym dyplomie, który we wrocławskiej filii Akademii Sztuk Teatralnych zrealizowała Monika Strzępka; grał zgodnie z konwencją różne role, dało się dostrzec spory potencjał. Wylądował w Rabce, dużo gra, napisał i wyreżyserował trzy lata temu bajkę Oto Rabcio na temat własny – rabczańskiego teatru i jego historii, równie jak Będzie śnieg pomysłową, zaskakującą i sympatyczną. Tylko się cieszyć.
Filip Bochenek BĘDZIE ŚNIEG. Reżyseria: Filip Bochenek, scenografia: Grażyna Habieda, muzyka: Marcin „Sosna” Sosiński, teksty piosenek: Łukasz Łęcki. Premiera w Teatrze Lalek Rabcio w Rabce-Zdroju 29 listopada 2025.