Sprowokowany moim niewinnym żartem o teatrze jako zgubnym nałogu ("Chłopcy z parafialnej szopki" ŻW z 19 września) Roman Pawłowski poświęcił mi felieton ("GW" z 2 października), zdradzając się w nim z bardzo brzydką cechą - pisze Iza Natasza Czapska w Życiu Warszawy.
Dotychczas swoimi recenzjami i tekstami ukazującymi się pod winietką "Kocham Teatr" w "Gazecie Wyborczej" niszczył głównie teatr, popierając to, co w nim prymitywne i koniunkturalne. Widocznie za to mu płacą, by niszczył. Nie można jednak patrzeć na człowieka tylko przez pryzmat roboty, jaką na siebie bierze. Może to być bowiem zupełnie porządny człowiek. Sama pamiętam, jak na festiwalu teatralnym w Opolu, gdy leżałam w malignie złożona anginą, Roman Pawłowski przyniósł mi lekarstwa. Pamiętam też biesiady, podczas których nie kryliśmy się przed sobą z zamiłowaniem do dobrej kuchni. Lubię wspominać takie chwile, bo pozwalają mi zachować dystans do naszego zawodu. Możemy się bowiem spierać o teatr, czuć wzburzenie, czytając czyjąś recenzję, ale w teatrze siadamy zawsze przecież po tej samej stronie - "koledzy po piórze", jak napisał w felietonie pt. "Nałóg" Pawłowski. Od czasów, które przywołuję, minęło wiele lat. Roman Pawłow