Logo
Recenzje

Matka przeciwko Witkacemu

27.06.2025, 14:46 Wersja do druku

 „Matka” Witkacego w reż. Waldemara Zawodzińskiego w Teatrze Polonia w Warszawie. Pisze Paulina Sygnatowicz w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Robert Jaworski

Trudno oprzeć się wrażeniu, że „Matka” Witkacego trafiła do repertuaru Teatru Polonia głównie dlatego, że Krystyna Janda chciała dopisać postać Janiny Węgorzewskiej do swojego aktorskiego CV. I gra ją znakomicie. Problem w tym, że reżyser Waldemar Zawodziński nie znalazł na ten spektakl pomysłu.

Owdowiałą arystokratkę, która całe swoje życie podporządkowała wychowaniu jedynego syna – Leona, grały wcześniej wybitne aktorki: Aleksandra Śląska, Halina Mikołajska, Agata Kulesza. Dla Jandy to coś więcej niż prestiżowa rola – postać zdaje się być dla niej bardzo osobista.

Matka z Ibsena

Choć w zamyśle Witkacego „Matka” miała być drwiną z ibsenowskiej psychologii, Janda gra ją do bólu prawdziwie. Buduje obraz kobiety silnej, inteligentnej, która – tak jak sama aktorka – nie potrafi funkcjonować bez pracy. Ale też zmęczonej życiem, nierozumiejącej i nieakceptującej współczesnych czasów. Jest rozdarta między chęcią kontroli a rezygnacją. Krąży wokół Leona jak satelita – zatroskana, lecz pogodzona z klęską. Spłaca długi syna, a jego żona – prostytutka z miernym IQ (w dobrym wykonaniu Agnieszki Skrzypczak) – nie wzbudza w niej szczególnego sprzeciwu. Ale tracąc wzrok, bez którego nie będzie w stanie pracować, coraz bardziej gaśnie – tak jakby to właśnie praca, a nie syn, była sensem jej życia. Jest zadziwiająco spokojna wobec narkotycznego szaleństwa, co staje się mocnym wyrazem jej pogodzenia z losem.

Syn z Witkacego

Janda unika groteski, gra wbrew witkacowskiej konwencji – głęboko i wewnętrznie. W kontrze do tej roli jest Tomasz Tyndyk jako Leon. Buduje postać „w ciele” – rzuca się, wije, krzyczy. Próbuje zmierzyć się z ekspresjonistyczną estetyką, ale w tej ekspresji gubi emocjonalną prawdę. Gra obok Jandy, nie z nią. Podobnie zresztą jak pozostałe postaci – interesujący Jarosław Boberek jako Plejtus czy psychodeliczna Katarzyna Gniewskowska w roli Lucyny Beer. W tej rozpiętości między realizmem a formą doskonale odnajduje się Małgorzata Rożniatowska jako służąca Dorota. Umiejętnie balansuje między przerysowaniem a psychologiczną głębią.

Reżyser (prawie) nieobecny

Waldemarowi Zawodzińskiemu, który odpowiada za adaptację, reżyserię, scenografię i światła, nie udało się posklejać aktorskich pomysłów w spójną całość. W pierwszej części reżyseria praktycznie nie istnieje. Dopiero w drugiej pojawia się ciekawy inscenizacyjny pomysł – Leon wyciąga z szuflady w kostnicy czerwoną włóczkę, tę samą, z której Matka dziergała na drutach. To mógł być mocny symbol relacji matki i syna (ich więzi, odcięcia pępowiny), ale pozostaje tylko pustym rekwizytem, niepotrzebnie plączącym się aktorom między nogami. Szkoda – ten obraz miał szansę unieść ten spektakl i stać się jego mocnym przesłaniem.

Tytuł oryginalny

Matka przeciwko Witkacemu

Źródło:

Teatr dla Wszystkich

Link do źródła

Autor:

Paulina Sygnatowicz

Data publikacji oryginału:

27.06.2025

Sprawdź także