Lubię kwestionować autorytety. Robiłem to już wcześniej w mniej politycznych filmach. „Dziki Koń Dziewięć” jest kontynuacją tego kierunku – powiedział Martin McDonagh. Fabułę o dwóch agentach CIA wyruszających w ostatnią wspólną misję pokazano w konkursie głównym 83. festiwalu w Wenecji.
To pierwszy obraz McDonagha od czasu „Duchów Inisherin”, które w 2022 r. zapewniły mu w Wenecji nagrodę za najlepszy scenariusz, a w kolejnych miesiącach okazały się wielkim przegranym oscarowego wyścigu – nie zdobyły ani jednej statuetki mimo dziewięciu nominacji. Stojąca pod znakiem zapytania męska przyjaźń, poczucie żalu i straty, zwierzęta jako świadkowie ludzkich dramatów, humor odzwierciedlający absurd naszej egzystencji – to najważniejsze motywy irlandzkiej przypowieści z Colinem Farrellem i Brendanem Gleesonem w rolach głównych. W nowym dziele McDonagha zyskują one zupełnie nowe ujęcie.
Fabuła przenosi widzów do Chile 1973 roku. Na krótko przed zamachem stanu dwóch zaprzyjaźnionych agentów CIA - Chris (grany przez Johna Malkovicha) oraz Lee (Sam Rockwell) - zostaje wysłanych przez swojego szefa MJ (Steve Buscemi) z Santiago na Wyspę Wielkanocną. Kilka tygodni wcześniej 72-letni Chris postanowił, że będzie to jego ostatnia misja. Mężczyzna jest w terminalnym stadium raka i wie, że nie ma dla niego nadziei. Zwraca się do Lee z prośbą, by ten w stosownej chwili pomógł mu odejść na własnych warunkach. Jednak w trakcie pobytu na wyspie Chris zaczyna wątpić w dobre intencje młodszego agenta. W końcu otwarcie posądza go o udział w spisku.
Dla McDonagha „Dziki Koń Dziewięć” to przede wszystkim opowieść o człowieku dokonującym rozliczenia z życiem. – Napisałem różne wersje tekstu z dwoma innymi bohaterami, niezwiązanymi z CIA. Zdaje się, że Sam przeczytał niektóre z nich. W kilku wariantach głównymi postaciami byli ojciec i syn, w jednym pojawili się aktorzy. A jednak wciąż czułem, że to nie to. Przypomniał mi się temat, o którym myślałem już jako bardzo młody człowiek – udział CIA w obaleniu demokratycznie wybranego prezydenta Chile Salvadora Allende. Postanowiłem, że takie będzie tło historii. Wtedy wymyśliłem, że obraz mógłby śledzić losy mężczyzny mierzącego się z poczuciem winy z powodu tego, co zrobił – powiedział twórca podczas konferencji prasowej poprzedzającej premierę filmu.
Tym samym fabuła z komedii przekształciła się w wielowymiarową, głęboką, mroczną opowieść. – Dotykamy kwestii Gwatemali, Konga i Zatoki Świń. Bardzo interesuje mnie prawda, o tym co CIA robiła na świecie w ciągu ostatnich 50-60 lat. Uważam, że wciąż za mało się o tym mówi. Wiemy wiele o działalności KGB, ale nie dyskutujemy o aktywności CIA tak, jak powinniśmy. Dla mnie to był jeden z punktów wyjścia. Lubię kwestionować autorytety i to, co nam się mówi. Robiłem to już wcześniej w mniej politycznych filmach. „Dziki Koń Dziewięć” jest kontynuacją tego kierunku – podkreślił reżyser.
Dla Malkovicha decyzja o przyjęciu roli Chrisa była oczywista. W przeszłości kilkakrotnie otrzymywał do przeczytania projekty McDonagha, jednak – z uwagi na inne zobowiązania – nie mógł wziąć w nich udziału. Gdy nadarzyła się okazja, postanowił zrobić wszystko, by tym razem się udało. – Tak się złożyło, że w kwietniu zakończyłem podróż po Ameryce Południowej ze spektaklem „The Infamous Ramirez Hoffman”, adaptacją utworu chilijskiego pisarza Roberto Bolano. Tytułowy bohater jest pilotem sił powietrznych i mordercą zainteresowanym sztuką awangardową. Generalnie im jestem starszy, tym większe znaczenie mają dla mnie scenariusze. Takie jak „Dziki Koń Dziewięć” nie zdarzają się często – o ile w ogóle. Wszystko, co musieliśmy wiedzieć, mieściło się na stu stronach – wspomniał.
Choć Malkovich zaliczany jest do czołówki amerykańskich aktorów, ma opinię jednego z najbardziej pomijanych artystów w oscarowych rozdaniach. W ciągu 50 lat pracy tylko dwukrotnie był nominowany do nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej – w 1985 r. za „Miejsca w sercu” i w 1994 r. za „Na linii ognia”. Może więc występ w filmie McDonagha przełamie złą passę? John wydaje się podchodzić do tego z dystansem. – Mam za sobą wiele lat kariery. Współpracowałem z niesamowitymi reżyserami, scenarzystami i aktorami. Nigdy nie miałem poczucia, że ze sobą konkurujemy, ponieważ generalnie uwielbiam efekty ich pracy. Wyrazy uznania są miłe, ale najważniejsze jest to, że obraz przyciąga uwagę, że został pięknie napisany, zrealizowany i że wystąpiłem w nim razem ze wspaniałymi, utalentowanymi ludźmi – odparł.
„Dziki Koń Dziewięć” trafi do polskich kin 6 listopada. Obecnie ubiega się o Złotego Lwa podczas festiwalu w Wenecji. Oprócz niego szansę na statuetkę mają m.in. „Bucking Fastard” Wernera Herzoga, „Bunker” Floriana Zellera, „Woman Unknown” May el-Toukhy oraz „Possible Love” Lee Chang-donga. Laureata poznamy w sobotę 12 września. Wskaże go jury w składzie: amerykańska aktorka, reżyserka i scenarzystka Maggie Gyllenhaal (przewodnicząca), tunezyjska reżyserka i scenarzystka Kaouther Ben Hania, brytyjski kompozytor i instrumentalista Daniel Blumberg, francuski reżyser i scenarzysta Xavier Giannoli, włosko-amerykański teoretyk filmu, profesor nauk humanistycznych oraz filmoznawstwa i mediów na Uniwersytecie Yale Francesco Casetti, afgańska reżyserka Shahrbanoo Sadat oraz hongkoński reżyser i producent Johnnie To.