30.09.2020, 17:32 Wersja do druku

„Mała Syrenka” walczy o miłość i ekologię

„Mała Syrenka” Hansa Christiana Andersena w reż. Anny Wolszczak w Teatrze Lalki i Aktora w Łomży. Pisze Wojciech Chamryk w portalu 4lomza.pl.

Teatr Lalki i Aktora rozpoczął nowy sezon premierowym spektaklem „Mała Syrenka”. To opowieść o miłości Syrenki do człowieka i związanych z tym uczuciem problemach. Baśń Hansa Christiana Andersena została jednak przeniesiona do czasów współczesnych oraz zyskała wyeksponowany wątek ekologiczny. W tytułowej roli udanie zadebiutowała Julia Sacharczuk, rozpoczynająca właśnie pracę w łomżyńskim teatrze, a autorką adaptacji, wraz z Piotrem Plutą oraz reżyserką przedstawienia jest Anna Wolszczak, spora nadzieja rodzimego teatru lalkowego.

mat. teatru

„Mała Syrenka” to jedna z klasycznych baśni Andersena, znana na całym świecie historia tragicznej miłości. W adaptacji Piotra Pluty i Anny Wolszczak zyskała jednak zupełnie inny, współczesny wymiar, rozwijając się też w zupełnie innym kierunku. Główne wątki opowieści, której narratorem jest Stary Żółw (Marek Janik) zostały rzecz jasna zachowane: Mała Syrenka świętuje 16 urodziny i jest przeświadczona o tym, że już tym razem będzie mogła wypłynąć na powierzchnię oceanu, zgodnie z obietnicą ojca. Jednak zatroskany Król mórz (Tomasz Bogdan Rynkowski), pomny tragicznego losu swej żony, która przed laty zaplątała się w sieci i zginęła, nie chce o tym słyszeć. Syrenka buntuje się – daje tu o sobie znać jej niespokojna, odziedziczona po matce natura – nie chce się nudzić, chce odkrywać świat, mimo przyjacielskich ostrzeżeń Małego Żółwika (Daria Głowacka). Chyłkiem wymyka się więc z pałacu, po czym ratuje tonącego Księcia (Rafał Swaczyna) i przekonuje się, że nie wszyscy ludzie są tak źli, jak przedstawiał to jej ojciec. I w tym momencie możemy już zapomnieć o klasycznej wersji przygód Małej Syrenki: zakochana bohaterka udaje się bowiem do Śmieciowej Wiedźmy (niezwykle sugestywna Marzanna Gawrych), władczyni plastikowego królestwa, marzy bowiem o nogach, żeby móc związać się z Księciem.

mat. teatru

Wiedźma stawia jednak warunek: nogi za jej piękny głos. Zachwycona Syrenka nie zdaje sobie sprawy, że dzięki tej zamianie Wiedźma będzie mogła zrealizować swój przewrotny plan zalania świata śmieciami, bo „plastik jest super”, a ona tak naprawdę niczego nie zyskuje, skoro Książę kojarzył przede wszystkim jej urzekający głos. Stąd dalsze perypetie, bo milcząca, wstydząca się swego nowego głosu Syrenka, została uznana za oszustkę; zyskała też rywalkę do poślubienia księcia, właśnie Śmieciową Wiedźmę, w dodatku popieraną przez Królową (Beata Antoniuk). Wszystko kończy się jednak szczęśliwie, a morał tej historii jest taki, że sprzeciwianie się rodzicom czy opiekunom może mieć opłakane skutki, a do tego „plastikowi i śmieciom nie można ufać, chociaż błyszczą, a przyjaciół nie można porzucać, nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy”.
Wszystko to zostało przedstawione w bardzo efektownej, interesującej zarówno dla dzieci, jak i widzów dorosłych, formie. Sama opowieść jest wartka i zwarta, obfituje też w zaskakujące zwroty akcji. Ciekawie dopełnia ją muzyka Pauliny Derskiej: zwykle dość minimalistyczna i typowo ilustracyjna, chociaż sceny o większym ładunku dramaturgicznym są chyba celowo pozbawione jakiegokolwiek podkładu muzycznego. Mała Syrenka również śpiewa i tutaj Julia Sacharczuk też pokazała się z dobrej strony – dużym plusem było to, że wykonywała piosenki (teksty Michała Janickiego) na żywo, co dodawało całości spójności. Zaciekawiała też surrealistyczna, oszczędna scenografia Marty Kodeniec, która oparła swą wizję na celowym uwypukleniu kontrastów między baśniowym światem głębin, a coraz bardziej zaśmieconym, tonącym w odpadach, światem ludzi, tworząc w efekcie wspólną dla nich przestrzeń, ograniczoną przecież niewielkimi rozmiarami sceny. 

Teatr Lalki i Aktora wzbogacił więc swój repertuar kolejnym, bardzo udanym spektaklem o uniwersalnej wymowie – wielka szkoda, że w obecnej sytuacji raczej nie ma mowy o jego prezentowaniu na krajowych i zagranicznych festiwalach. Warto też podkreślić, że to kolejna sytuacja, gdy dyrektor Jarosław Antoniuk zaprasza do współpracy młodych, utalentowanych twórców spoza Łomży, co daje bardzo ciekawe efekty, a do tego regularnie stwarza szanse młodym aktorom - Julia Sacharczuk jest przecież kolejnym tutejszym odkryciem, choćby po Elizie Mieleszkiewicz, Marcinie Dąbrowskim czy współpracującym z łomżyńskim teatrem od czterech lat Michale Kucharskim.

Tytuł oryginalny

„Mała Syrenka” walczy o miłość i ekologię

Źródło:

4lomza.pl
Link do źródła