„Sen nocy letniej” z muz. Felixa Mendelssohna w reż. i choreogr. Anny Hop w Operze Wrocławskiej. Pisze Ewa Mecner na blogu Artystyczne Spojrzenie.
Spektakl „Sen nocy letniej” w Operze Wrocławskiej to baletowa wersja słynnej szekspirowskiej komedii wielokrotnie już ekranizowanej filmowo i wykorzystywanej teatralnie przez różnych twórców. Tym razem tę lekką, mocno uwspółcześnioną opowieść o miłości i jej zawirowaniach, o uczuciach i zazdrościach, złamanych sercach i magicznych przemianach wyreżyserowała znakomita choreografka Anna Hop (w Operze Wrocławskiej mogliśmy obejrzeć jej spektakl „Karnawał zwierząt"), która na deskach opery przygotowała wraz z Małgorzatą Szabłowską (scenografką, reżyserką świateł i zarazem autorką projekcji multimedialnych) i Katarzyną Rott (kostiumy) przedstawienie adresowane przede wszystkim do młodej publiczności, przyzwyczajonej do nowego odbioru rzeczywistości, do internetowego świata social mediów, filmików i rolek, które pokazują rzeczywistość wirtualną, w której wszystko szybko zmienia się i przekształca, a miłość bywa krótka i ulotna, zaś ulegający jej czarowi ludzie w każdej chwili mogą wycofać się i zmienić obiekt miłosnej fascynacji.
Balet doskonale nadaje się do takiego zniuansowanego, pełnego emocji i zmysłowości, odbioru komedii Szekspira. Libretto Anny Hop powstało na podstawie „A Midsummer Night's Dream” z 1600 roku i o ile Szekspir umieścił akcję w czasach starożytnych, powołując do życia mitologiczne boginie i bogów, a także rozmaite duchy leśne swawolne i nie pozbawione niedoskonałości, o tyle wersja baletowa z Opery Wrocławskiej pokazuje jak współcześnie mogłaby się rozgrywać taka historia.
Miłość między dwojgiem bohaterów dotyczy tu trzech par - Hermii i Lizandra, Demetriusza i Heleny, a także Oberona i Titanii. Wszyscy przyodziani w fantastyczne, choć mocno współczesne stroje pojawiają się już na scenie podczas pierwszego aktu, gdy rozgrywają się weselne przygotowania, a państwo młodzi ze swoimi drużbami szykują się do ślubu, przeglądając się w lustrach i ubierając się w ślubne stroje. Tyle że Hermia (Phoebe Anderssen) wcale nie chce poślubić tego, kogo wybrali jej rodzice. Kocha innego. W całej historii, która jest typową komedią omyłek, każdy kocha nie tego, kto kocha jego. A Puk (znakomity Javier Gutierrez Cuervo - na koniec nagrodzony przez publiczność wielkimi brawami) sporo tu namiesza, rozrabiając na całego. To on doprowadzi do tego, że magiczny pyłek z czarodziejskiego kwiatu obudzi miłość w tych, którzy nigdy nie zainteresowaliby się tymi, których, magicznie zamroczeni, niespodziewanie pokochali - co prowadzi do zabawnych sytuacji (np. wystylizowana niczym femme fatale Tytania zakochuje się w Ośle).
Pojawiają się też ubrani na czarno tancerze odgrywający role muzyków, grających na kościach i czaszkach (!), a także udający, że naprawdę grają na instrumentach muzycznych. Ta pełna wigoru zaskakująca grupka (Laura Fluegel, Shantana Hull-Jurkovic, Kei Otsuka, Iria Ramirez) ożywia akcję, wprowadzając element humoru i pokazując, że baletowe układy w spektaklu, niekiedy bardzo trudne (wielkie brawa dla Natalii Augustyniak w roli Heleny), można też wykonać "humorystycznie" z wdziękiem i radością, odrywając wzrok widzów od głównej akcji. Występy "muzyków" to taki zabawny przerywnik, którego nie sposób pominąć recenzując "Sen nocy letniej". W szekspirowskim oryginale nie ma tych postaci, podobnie jak nie ma dinozaura i wielbłąda, które to stworzenia można zobaczyć na filmiku prezentowanym w tle sceny Opery Wrocławskiej - zastosowano tu bowiem udawany trick typowy dla nagrań filmowych, które można przewinąć do tyłu taśmy (tak też balet tańczy "do tyłu").
Układy choreograficzne w "Śnie nocy letniej" są różnorodne (taniec z bukietami, taniec z kieliszkami) i czasem stanowią mrugnięcie oka do publiczności. Są też doskonale zsynchronizowane ze zmieniającymi się światłami, które wydobywają z postaci i ich ruchów towarzyszące opowieści emocje (także aktorsko zostało to świetnie zagrane). Ucieczki i gonitwy, odbieranie sobie partnerów poprzez ciągnięcie ich za ręce, nogi, a nawet poprzez zarzucanie na plecy, aluzje do słynnych utworów muzycznych (Helena w żółtej sukience rusza na ukochanego szarżując niczym byk na torreadora - czyżby aluzja do "Carmen" Bizeta, którą za kilka dni, 21 czerwca, można było obejrzeć podczas "Święta Muzyki" przed Operą Wrocławską?) - wszystko to dzieje się w scenerii magicznego lasu, pełnego kolorów i postaci przyodzianych w specjalnie zaprojektowane przez Katarzynę Rott kostiumy - początkowo w pierwszym akcie całkiem zwyczajne (drużbowie i drużki), choć eleganckie (Tytania w cętkowanej etoli!), potem w drugim akcie stylizowane na szkolne mundurki i stroje sportowe, a z czasem zwierzęco-mitologiczne (przepiękne "cieniowane" kostiumy Oberona i Puka - wraz z lśniącymi migotliwymi makijażami). W scenografii zachwyciły mnie tajemnicze suche rośliny zwisające z sufitu, które tworzyły jakby ramę do tego, co działo się na scenie, oraz świetliki na ciemnym tle, które dodały całej historii magii.
Znakomita orkiestra Opery Wrocławskiej pod batutą Roberta Karczmarczyka, romantycznie, żywiołowo i dynamicznie, choć z lekkością zagrała nie tylko wykorzystane w spektaklu uwertury ("Hebrydy") i symfonie (III Szkocka, IV Włoska) oraz pieśni ("Pieśni bez słów") Felixa Mendelssohna, ale doskonale muzycznie wplotła dzieło skomponowane przez współczesnego kompozytora Pawła Stuczyńskiego, które dobrano aby muzyki było więcej i jak sądzę, także aby dołożyć współczesnej aury spektaklowi baletowemu.
Warto przypomnieć, że Felix Mendelssohn skomponował uwerturę do "Snu nocy letniej" Szekspira mając zaledwie 17 lat. Ta młodzieńczość i lekkość muzyki sprawia, że pomysł aby "Sen nocy letniej" przygotować jako balet, z elementami tańca współczesnego, a nawet pantomimy (nie sposób nie wspomnieć o słynnym spektaklu Teatru Pantomimy Henryka Tomaszewskiego "Akcja-Sen nocy letniej" na deskach Teatru Polskiego we Wrocławiu zaprezentowanego w czerwcu 1986 roku, czyli 40 lat temu), uważam za znakomity i myślę, że ta ostatnia w tym sezonie premiera spodoba się także wielbicielom klasyki baletowej.