„Podróże Guliwera” Jonathana Swifta w reż. Krzysztofa Garbaczewskiego w Teatrze Guliwer w Warszawie. Pisze Anna Czajkowska w Teatrze dla Wszystkich.
Ocena recenzenta/tki: (7/10) – dobry
W swej 80-letniej historii Teatr Guliwer kilkakrotnie wystawiał sztukę o swoim patronie. Najnowsza, jubileuszowa inscenizacja „Podróży Guliwera” jest szóstą wersją przygód słynnego podróżnika, a pierwsza powstała w 1947 roku, aby uczcić nadanie imienia nowej warszawskiej scenie lalkowej. Reżyser spektaklu, Krzysztof Garbaczewski, inscenizując powieść Jonathana Swifta, poprzez zabawę formą i rzeczywistością wirtualną pokazuje nowe, inspirujące oblicze klasyki literatury. Bogactwo treści może chwilami przytłaczać, jednak humor i przemyślana adaptacja przenoszą widzów do wymarzonego świata snów i poetyckiej fantazji, przy okazji ucząc dzieci uważności, skupienia oraz pierwszych refleksji nad trudnymi problemami.
W historii o Guliwerze, który podróżując nieustannie poszukuje idealnego świata, reżyser dostrzega wiele aktualnych i uniwersalnych treści. Podążając za autorem przygód bohatera, w nieco zawiły, lecz pełen humoru sposób stara się pokazać, na czym polega zrozumienie i akceptacja innych kultur, otwartość oraz chęć poznawania ludzi spoza najbliższego otoczenia. Chce zainteresować małych widzów fascynującą podróżą w głąb siebie, by pomóc im odnaleźć to, co w nas najpiękniejsze, oraz przybliżyć sens poszukiwania własnej ścieżki do dojrzałości.
Garbaczewski, posługując się lekko groteskowymi bohaterami oraz przypowieścią o współczesnym everymanie, pokazuje, jak dziś próbujemy radzić sobie z nowymi sytuacjami, które przynosi los. Pyta, czy obcość można zaakceptować. Zainspirowany „Podróżami do wielu odległych narodów świata, w czterech częściach”, nie unika wątków krytycznych, subtelnie zaznaczając odniesienia do obecnych stosunków społecznych i politycznych. Nie to jednak stanowi esencję spektaklu. Bardzo istotna jest jego wielopoziomowość, odejście od klasycznej formy oraz wprowadzenie nowoczesnych technologii. Oczywiście nie brakuje tradycyjnych lalek – pacynek, marionetek i innych form. Reżyser kieruje uwagę widza na lalkę w wymiarze cyfrowym, wykorzystując dziecięcą otwartość na nowe doznania; wspiera go w tym scenografka i autorka lalek, Aleksandra Wasilkowska. Zabawa formą, łączenie klasycznego teatru z technologią i mediami cyfrowymi stanowi ukłon w stronę nieograniczonej wyobraźni i baśniowości.
Przedstawienie zawdzięcza swoją siłę obecności całego zespołu zaangażowanego w spektakl. Płynność ról oraz nieoczywistość postaci Guliwera, którą po części gra każdy z aktorów i każda z aktorek, nie odbierają bohaterowi wyrazistości. Przeciwnie – zmienność ta wymaga od widza dodatkowej uwagi, by mógł ze zrozumieniem śledzić sceniczne wydarzenia. Dzięki wyrazistym kreacjom aktorskim barwne postaci – mieszkańcy Krainy Liliputów, Olbrzymów, mądre konie Houyhnhnms oraz inne tajemnicze, także wirtualne stwory – nie wydają się obce ani nadmiernie dziwaczne. Honorata Królikiewicz, Elżbieta Pejko, Izabela Zachowicz, Jakub Franciszek Kowalczyk, Tomasz Kowol, Krzysztof Kozak, Jacek Poniński i Adam Wnuczko tworzą na scenie jeden, spójny organizm, zachowując przy tym własną sceniczną indywidualność. W ich wykonaniu humorystyczno-satyryczne dialogi z bystrym podtekstem wybrzmiewają w pełni.
Piękne tło dla spektaklu stanowi urokliwa scenografia autorstwa Aleksandry Wasilkowskiej, barwne kostiumy projektu Sławka Blaszewskiego, multimedia Radomira Majewskiego oraz światła w reżyserii Roberta Mleczki. Dodatkowym atutem jest skoczna muzyka Kuby Janickiego, wpleciona w choreografię opracowaną przez Wojciecha Marka Kozaka.
W familijnym spektaklu twórcy nie upraszczają spraw skomplikowanych, lecz – wykorzystując magię teatru – czynią je bardziej zrozumiałymi dla młodego widza. Dzięki temu rozmach, śpiewność i taneczność, a także fantazyjna liryczność, w której to, co w rzeczywistości niemożliwe, staje się możliwe, przemawiają do wszystkich zmysłów.