Stasia Celińska była artystką niepowtarzalną, jedyną w swoim rodzaju, wszechstronną, niepodrabialną i wybitną pod każdym względem - powiedział PAP aktor i reżyser Artur Barciś. Stanisława Celińska zmarła we wtorek w wieku 79 lat.
Artur Barciś o Stanisławie Celińskiej: była artystką niepodrabialną
Barciś podkreślił, że miał „zaszczyt i przyjemność” pracować ze Stanisławą Celińską przy spektaklu „Nie jesteś sama”. - To spotkanie, granie w tym spektaklu i praca z nią były czymś nadzwyczajnym, czymś wspaniałym - mówił. - Wpadłem wtedy na pomysł, żeby piosenkę „Małgośka” zaśpiewała starsza kobieta, która (mimo wieku - PAP) przeżywa cały czas dramat, który ją spotkał, bo utwór „Małgośka” opowiada o dramacie kobiety porzuconej. Stasia to śpiewała absolutnie genialnie - zaznaczył. Nazwał ją aktorką o „niezwykłej pokorze i charyzmie, która sprawiała, że przykuwała wzrok”. - Tworzyła świat, w który widz wchodził niezwykle refleksyjnie. Cudownie wzruszała - wskazał.
Aktor nazwał odejście Celińskiej wielką stratą dla polskiej kultury.
Bartek Wąsik: była żywym instrumentem
Jej głos nabierał różnych barw w zależności od tego jak się czuła. Stanisława była żywym instrumentem - powiedział pianista Bartek Wąsik, który współpracował ze Stanisławą Celińską przy płycie „Nowa Warszawa”. Aktorka i wokalistka zmarła w wieku 79 lat.
Wydana w 2012 r. „Nowa Warszawa” był debiutancką płytą Stanisławy Celińskiej, nagraną we współpracy z Royal String Quartet, a także pianistą i aranżerem Bartkiem Wąsikiem. Celińska wykonała na nim autorskie interpretacje piosenek na temat Warszawy, w tym przebojów z repertuaru m.in. Czesława Niemena, grupy T.Love, Kaliny Jędrusik i Davida Bowiego.
- To był szczególny, wzruszający czas. Projekt „Nowa Warszawa”, za sprawą którego poznałem Stanisławę Celińską i dzięki któremu rozpoczęła się ta niesamowita przygoda dzielenia z nią sceny, dla mnie był wyjątkowy ponieważ musiałem zmierzyć się z zadaniem stworzenia nowych aranżacji słynnych piosenek o Warszawie, a dla Stanisławy był to powrót do śpiewania. Co oczywiście robiła wcześniej, ale na mniejszą skalę. Tu do udźwignięcia był cały koncert. Gdy zaczynała śpiewać, wszelkie jej niepewności czy obawy zdawały się pryskać, zamieniała się w młodą dziewczynę. W jej głosie była ogromna radość życia, świadomość kogoś, kto życiem związany jest z Warszawą, co Stanisława wielokrotnie podkreślała - powiedział PAP Bartek Wąsik.
Jak zaznaczył, Celińska miała „wielkie serce i otwartość nie tylko dla nas, ludzi od niej młodszych, ale także serce dla muzyki w ogóle”. - Samo to, jak wypowiadała słowa był chyba najpiękniejszym językiem polskim, jaki słyszałem. Jakkolwiek to zabrzmi, wierzę, że Stasi jest teraz lepiej, lżej. Nawet wtedy mawiała czasem, że tyle się napracowała i że już by chciała sobie zwyczajnie odpocząć. Mam nadzieję, że teraz to właśnie robi. Kochała zwierzęta i naturę. Lubiła urywać się z miasta i znikać na działce. Nieraz nie mogłem się do niej dodzwonić! Okazywało się, że wielka aktorka była zajęta dłubaniem w ziemi, pracami w ogrodzie - wspominał pianista.
- Gdy tylko zaczynała mówić i śpiewać, następował moment w którym przemieniała się w kogoś innego. Nasz koncert był trochę także spektaklem. Nie można było oderwać od niej wzroku. Jej moce ukryte były w jej emocjach. Nauczyła mnie, że czasem w graniu czy śpiewie gdy brakuje nam jakiegoś narzędzia, po które moglibyśmy sięgnąć i na którym moglibyśmy się wesprzeć, warto sięgnąć po swoje emocje, one stają się takim narzędziem. Pamiętam, że jej wykonania zawsze przykuwały uwagę, choć przecież zagraliśmy tych koncertów bardzo wiele. Zawsze były jakoś inne. Jej głos nabierał różnych barw w zależności od tego jak się czuła, jaki miała dzień, co się stało w domu czy w pracy. Stanisława była po prostu żywym instrumentem - dodał Wąsik.
Jerzy Satanowski: publiczność dobrze ją znała i kochała
Publiczność dobrze ją znała i kochała. Wie, jak wyglądały jej drogi artystyczne, co w życiu zagrała i wyśpiewała. Co czyniła w życiu z ludźmi wokół siebie – powiedział PAP Jerzy Satanowski, ceniony kompozytor i reżyser.
- Jesteśmy z jednego roku, rozmawialiśmy ze sobą przez wiele lat. Spotykało nas tysiące problemów, spraw, podziękowań. Trudno uwierzyć, że Stasi już nie ma – powiedział PAP Jerzy Satanowski. - Publiczność dobrze ją znała i kochała. Wie, jak wyglądały jej drogi artystyczne, co w życiu zagrała i wyśpiewała. Co czyniła w życiu z ludźmi wokół siebie. Bardzo będzie mi jej brakowało – dodał.
Jerzy Satanowski reżyserował wiele spektakli z udziałem Stanisławy Celińskiej, m.in. „Domofon, czyli śpiewniczek domowy Stanisławy C.” (Teatr na Woli), „Satanorium” (Teatr Atelier), „Życie to nie teatr” i „Zaśpiewaj raz, zatańcz raz” (Teatr Nowy w Poznaniu).
Henryk Rozen: była osobą ogromnie utalentowaną, o różnych umiejętnościach
Byłam moją młodszą koleżanką jeszcze ze szkoły teatralnej. Zwracała na siebie uwagę przede wszystkim talentem i wieloma umiejętnościami. Była bardzo kontaktowa, z dużym poczuciem humoru – powiedział PAP Henryk Rozen, reżyser teatralny i radiowy.
- Byłam moją młodszą koleżanką jeszcze ze szkoły teatralnej. Zwracała na siebie uwagę przede wszystkim talentem i wieloma umiejętnościami. Była bardzo kontaktowa, z dużym poczuciem humoru – powiedział PAP Henryk Rozen. - Później spotkaliśmy się, kiedy pracowałem w radiu. Stanisława zrobiła bardzo dużo dobrych i ciekawych rzeczy. Po prostu była osobą ogromnie utalentowaną, o różnych umiejętnościach. Rzadko zdarzają się tacy ludzie – wspominał zmarłą artystkę reżyser.
Łukasz Lewandowski: była nieprawdopodobnie szlachetną, piękną i głęboką osobą
Ona była nieprawdopodobnie szlachetną, piękną i głęboką osobą. Nie aktorką, ale bardzo głęboką, wielką artystką - powiedział PAP o Stanisławie Celińskiej aktor i reżyser Łukasz Lewandowski, który zrealizował z nią słuchowiska w Teatrze Polskiego Radia.
Łukasz Lewandowski zrealizował ze Stanisławą Celińską ostatnie dwa w jej karierze słuchowiska Teatru Polskiego Radia. W 2018 r. zagrała Mariannę w „Mojej pierwszej starości” według Roberta Majewskiego, a rok później wystąpiła w roli Babci w „Spaleniu Joanny” na podstawie tekstu Magdaleny Miecznickiej.
- Wspominając Staszkę Celińską, myślę sobie o czymś szczególnym. O tym, że są tacy aktorzy, którzy, mają wielką potrzebę grania, kreowania, ale są i tacy, których los i świadomość obdarzyła czymś tak głębokim, tak mocnym - mówił Łukasz Lewandowski. - Również to, co takie osoby noszą przez swoje życie, przez swoje cierpienie, przez ból, przez doświadczenie, jest nie do opisania - wyjaśnił artysta.
- Staszka Celińska zgodziła się zagrać w słuchowisku o Joannie Brzeskiej („Spalenie Joanny” - PAP), które wyreżyserowałem w Teatrze Polskiego Radia. Zaśpiewała też dla nas specjalnie swoje piosenki o Warszawie. I dopiero po nagraniu powiedziała mi, kiedy już z powrotem zakotwiczyła się na swoich kulach, bo to już był etap, gdy było jej ciężko się poruszać. Powiedziała mi, gdy jej dziękowałem za to, że zgodziła się wystąpić w tym słuchowisku, że to była oczywista decyzja - wspominał. - Powiedziała, oczywiście, że się zgodziłam, bo moich rodziców potraktowano dokładnie tak samo. I powiedziała to w taki sposób, że mnie z tym zostawiła - tłumaczył reżyser.
Łukasz Lewandowski przyznał, że te słowa bardzo w nim utkwiły. - To, co jest dla mnie nieprawdopodobne w jej przypadku, to głębokie odczucie, ile człowiek jest w stanie znieść cierpienia, ile musi przeżyć, ile doświadczyć - mówił. - Myślę, że Staszkę nie oszczędzało nic, ani los, ani jej jakieś podróże w niebezpieczne rejony. To wszystko było, słowo bogate to jest eufemizm przy Staszce. To było niewyobrażalnie głębokie to, co się działo w niej, to, co potrafiło się z niej też wydobyć i to, czym ona obdarzała wszystkich naokoło - ocenił artysta.
- Wiadomo, że cierpiąc, wiadomo, że ten ból był już bardzo mocny, to jednak potrafiła się dzielić nieprawdopodobnie pięknie. Wiem, że to jest strasznie trudne, bo cierpienie nie uszlachetnia, ale ona była nieprawdopodobnie szlachetną, piękną i głęboką osobą - zaznaczył. - Nie aktorką, ale bardzo głęboką, wielką artystką. To w śpiewaniu było wyczuwalne. Myślę, że to było wyczuwalne w jej obecności na scenie, ale też dla nas wszystkich w obcowaniu z nią - tłumaczył reżyser.
Stanisława Celińska ukończyła studia na wydziale aktorskim warszawskiej PWST, gdzie kształciła się pod opieką Ryszardy Hanin. Jeszcze przed dyplomem zadebiutowała jako Aniela w sztuce Aleksandra Fredry „Wielki człowiek do małych interesów” w reżyserii Jerzego Kreczmara w warszawskim Teatrze Współczesnym, do którego wkrótce została zaangażowana przez Erwina Axera.
Występowała na scenach kilku warszawskich teatrów: była aktorką teatrów warszawskich - Współczesnego, Nowego, Dramatycznego, Studio oraz Teatru Nowego w Poznaniu. Współpracowała z TR Warszawa i Teatrem Kwadrat. Wystąpiła też w wielu spektaklach Teatru Telewizji. Jako aktorka filmowa debiutowała w filmie Andrzeja Wajdy „Krajobraz po bitwie” w 1970 r.
W kolejnych latach Celińska wystąpiła m.in. w filmach: „Nie ma róży bez ognia” Stanisława Barei - jako Lusia, żona Jerzego Dąbczaka, „Noce i dnie” Jerzego Antczaka - jako Agnieszka Niechcic, córka Barbary i Bogumiła, „Panna Nikt” - jako matka głównej bohaterki oraz „Cwał” Krzysztofa Zanussiego - jako żona ministra.
Reżyserzy często powierzali jej role prostych, ale charakterystycznych kobiet. Grała m.in. kobietę czekającą w kolejce do cudotwórcy, piekarzową, bufetową w dyskotece, znachorkę, portierkę w Pałacu Kultury i Nauki oraz wiejską babę prowadzącą krowy. Te postaci, dzięki aktorskiemu kunsztowi Celińskiej, nabierały zawsze wyrazistego, jedynego w swoim rodzaju, charakteru.
Ma w dorobku liczne role serialowe, m.in. w „Alternatywach 4” i „Zmiennikach”. Zagrała też w „Awanturze o Basię”, „Złotopolskich”, „Samym życiu”, „Bulionerach” i - ostatnio - w „Mamuśkach”.
Informację o jej śmierci podał PAP menadżer artystki Maciej Muraszko.