05.01.2006 Wersja do druku

Le Madame Sans-Gene

Szustow wie, że polska publiczność nie jest jeszcze gotowa na wiele rzeczy, które za granicą są już powszechne i oczywiste (polski widz nie oswoił się jeszcze nawet z nagością w teatrze, a cóż dopiero z "bezpłciowością") - pisze Karolina Krawczyk w miesięczniku Teatr.

Rząd niskich kamieniczek na Nowym Mieście. Adres "Koźla 12". Miejsce znane chyba każdemu mieszkańcowi Warszawy, przynajmniej ze słyszenia, z gazet. Kiedyś znajdowała się tu fabryka aparatury pomiarowej. Dziś, za żelazną bramą bez logo - jedno z najmodniejszych miejsc stolicy. Ale fakt, iż jest to miejsce trendy, z door selection* i darkroomem* (jak na lanserski klub przystało) to tylko jedna strona medalu. Le Madame dla każdego może oznaczać coś innego. Jedni wpadną tu na taneczną imprezę weekendową, inni na projekcję filmu, promocję książki, gorącą dyskusję polityczną, wegetariańską akcję w obronie zwierząt, wernisaż albo kontrowersyjny performance. Jeszcze inni po prostu na dobrą kawę, którą można wypić leżąc na wygodnej kanapie, w leniwej atmosferze pełnej tolerancji i kompletnego luzu. Le Madame ma wiele twarzy - to również prężnie działająca teatralna scena impresaryjna, szczególnie gościnna dla przedsięwzięć młodych, niezal

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Le Madame Sans-Gene

Źródło:

Materiał nadesłany

Teatr nr 9/2005

Autor:

Karolina Krawczyk

Data:

05.01.2006

Wątki tematyczne