EN
22.10.2020, 10:49 Wersja do druku

Kraków. W Łaźni premiera "Lem vs. Dick"

25 września w Teatrze Łaźnia Nowa premiera spektaklu Mateusza Pakuły „Lem vs. P.K. Dick”.

Wyprodukowany przez Teatr Łaźnia Nowa spektakl, bazuje na biografii i twórczości dwóch gigantów literatury, pionierów science fiction: Stanisława Lema – polskiego geniusza SF, i Philipa K. Dicka – wizjonera, niekwestionowanego króla fantastyki światowej.

fot. Mat. teatru

Inne aktualności

Dzieła obu ekranizowano i adaptowano dla teatru. Obaj w dalszym ciągu inspirują twórców, pisarzy, reżyserów, prowokują do zadawania trudnych egzystencjalnych pytań. Jednak mało kto wie, że pisarze się znali. I choć intensywnie ze sobą korespondowali, to nigdy nie udało im się spotkać.

Dlaczego korespondencyjna przyjaźń dwóch pisarzy przerodziła się w nienawiść, w wyniku której Dick wysłał słynny donos na Lema do FBI? Przekonywał w nim, że Lem to nie pisarz, ale wieloosobowy komunistyczny komitet, który dowodzi spiskiem przeciwko Ameryce. Polskie książki SF mają natomiast zatruć serca i umysły obywateli USA, przemycając zakamuflowaną marksistowską propagandę. Czy całemu nieporozumieniu winne były tylko pieniądze?

„Interesujące było dla mnie zderzenie tych dwóch diametralnie różnych osobowości. Z jednej strony mamy mistycyzm, poszukiwania duchowe, szaleństwa Dicka, a z drugiej niezłomny ateizm Lema, jego drwinę z wiary, pronaukowość. Ustawiam się zdecydowanie po stronie Lema, ale namiętności i obsesje Dicka są po prostu fascynujące” – mówi Mateusz Pakuła. 

W spektaklu w rolach Dicka i Lema wystąpią Tomasz Schuchardt, doceniony za wybitne role w takich filmowych hitach jak „Bodo”, „Chrzest” czy „Jesteś Bogiem”, oraz Jan Jurkowski, który poza pracą na deskach teatru współtworzy Grupę Filmową Darwin. Kanał z autorskimi filmami GFD na platformie YouTube ma ponad 150 mln odsłon.

Mateusz Pakuła jest znany widzom Łaźni między innymi ze spektaklu „Pluton p-brane” (z brawurową rolą Jana Peszka), w którym jako reżyser skonfrontował ze sobą dwie skrajnie różne, fantazyjne osobowości ze świata astronomii. Dziś powraca z historią opartą na zderzeniu dwóch różnych światów i dwóch wizji literatury SF, które narodziły się po dwóch stronach żelaznej kurtyny.

Projektem „Lem vs. P.K. Dick” Teatr Łaźnia Nowa włącza się w obchody setnych urodzin Stanisława Lema (13 września 2021), a zarazem w tegoroczny festiwal lemowski, który odbywa się we wrześniu w Krakowie pod hasłem „Dzisiaj jest jutro”.

*

Marcin Zwierzchowski 

Zderzenie dwóch światów albo dlaczego Philip K. Dick myślał, że Stanisław Lem nie istnieje

[fragment]

To jeden z tych przypadków, gdy życie napisało scenariusz dziwniejszy niż jakakolwiek fikcja. Z jednej strony najczęściej przekładany na języki obce polski autor, z drugiej amerykański pisarz, u którego dług zaciągnęło chyba całe Hollywood, od Ridleya Scotta, przez Richarda Linklatera, po Stevena Spielberga, a ostatnio Denisa Villeneuve’a – a to tylko wymieniając tych, którzy czerpali wprost. Stanisław Lem urodził się w roku 1921, siedem lat przed Philipem K. Dickiem. Obaj na swoim polu twórczym, fantastyce naukowej, osiągnęli status mistrzowski, arcymistrzowski, niedościgniony, dając nam odpowiednio „Solaris”, „Niezwyciężonego”, „Dzienniki gwiazdowe”, „Bajki robotów” czy „Kongres futurologiczny” oraz „Ubika”, „Człowieka z Wysokiego Zamku” i „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?” (lepiej znane jako „Blade Runner” lub „Łowca androidów”). Dwa niezwykłe, unikatowe w skali historii literatury umysły, które, niesamowitym trafem, zetknęły się na chwilę, by… dać nam anegdotę o donosie na FBI o tym, że Stanisław Lem nie istnieje.

To wszystko prawda. We wrześniu 1974 roku amerykański pisarz Philip K. Dick napisał list do Federalnego Biura Śledczego, informując jego agentów, że niejaki Lem to tak naprawdę L.E.M., czyli pseudonim całej grupy radzieckich twórców science fiction, rezydujących w Krakowie, których zadaniem było inwigilowanie środowiska amerykańskich pisarzy fantastyczno-naukowych. List ten wprawdzie konsekwencji nie miał żadnych, bo raz, że nie wiadomo, czy Dick go ostatecznie wysłał, dwa – FBI raczej nie przejęłoby się jego treścią, no i trzy – Lem był obywatelem Polski, oddzielonym od amerykańskich agentów oceanem i komunizmem. Jak już, więcej złego Polakowi narobiło obgadywanie go przez Philipa K. Dicka przed innymi amerykańskimi pisarzami, czego efektem było odebranie Lemowi honorowego członkostwa w stowarzyszeniu Science Fiction and Fantasy Writers of America.

Dlaczego jednak amerykański mistrz science fiction tak uwziął się na polskiego mistrza? Czy nie mogli dogadać się jak pisarz z pisarzem, geniusze na jednym polu?

Wydaje się, że nie […]”.

Mateusz Pakuła 

O tym, skąd przyszła inspiracja

Parę lat temu natrafiłem na wzmiankę o przyjacielskiej relacji Lema z Dickiem. Byłem fanem jednego i drugiego pisarza, więc zacząłem szperać w temacie. W spektaklu Dick 
i Lem odbywają rozmowy telefoniczne, a w rzeczywistości przez lata pisali do siebie listy. Wiedziałem, że ich przyjaźń będzie punktem wyjścia do spektaklu, potem nastąpi nagły zwrot w relacji, który faktycznie zakończył się donosem Dicka na Lema do FBI. Takie ciekawostki są elektryzujące nie tylko dla fanów science fiction. 

O procesie pisania sztuki

Sztukę napisałem w trakcie pandemii, w czasie lockdownu. W pewnym sensie było to doświadczenie terapeutyczne. Od początku wiedziałem, kto powinien zagrać główne postaci – Tomek Schuchardt i Janek Jurkowski. Po pierwsze dlatego, że są wspaniałymi aktorami, a po drugie – są też fizjonomicznie podobni do Dicka i Lema. W dodatku Janek, tak jak Lem, to słodyczożerca.

O niespodziewanych podobieństwach między dwoma pisarzami

Niektórzy widzą w Lemie i Dicku awers i rewers tej samej osoby. Pisarze uzupełniają się 
w swoich spojrzeniach na świat, w swoich traumach, z którymi się borykają. W gruncie rzeczy obaj – przez całe życie – przepracowują w twórczości science fiction problemy z młodości albo z dzieciństwa. Ratują się pisaniem.


Źródło:

Materiał nadesłany