Marek Kondrat na swoim koncie ma ponad 50 ról w spektaklach Teatru Telewizji. Ostatni raz na „największej scenie świata” zagrał prawie 25 lat temu. Jakiś czas później ogłosił, że kończy aktorską karierę. Przez ostatnie dwa lata Michał Kotański, dyrektor Teatru Telewizji, namawiał go do powrotu przed kamerę. Jak się okazało – skutecznie. Jesienią Marka Kondrata zobaczymy w spektaklu „Król Maciuś Pierwszy”. Aktor – w robiącej wrażenie charakteryzacji – wcieli się w Doktóra.
„Król Maciuś Pierwszy” w reżyserii Tadeusza Kabicza to nowoczesna, pełna wyobraźni adaptacja klasycznej powieści Janusza Korczaka, której premiera już jesienią w Teatrze Telewizji. Twórcy spektaklu przeniosą widzów do baśniowego, stylizowanego świata, w którym dziecięcy idealizm zderza się z rzeczywistością, a marzenie o sprawiedliwym państwie zostaje poddane trudnej próbie. To opowieść o dorastaniu, odwadze, przyjaźni i wierze w możliwość zmiany świata. O odpowiedzialności, którą bez wsparcia najbliższych trudno udźwignąć na dziecięcych barkach, a także o nadziei, która nie gaśnie nawet wtedy, gdy wszystko wydaje się stracone.
W „Królu Maciusiu Pierwszym” zagra plejada polskich gwiazd, a wśród nich – Marek Kondrat. Aktor wraca do Teatru Telewizji po prawie 25 latach. Jak się okazuje, Michał Kotański – dyrektor Teatru Telewizji, namawiał go do tego przez ostatnie dwa lata.
Prowadziłem z Michałem Kotańskiem, dyrektorem Teatru Telewizji, rozmowy na temat mojego udział w adaptacji książki „Warto żyć” Lejba Fogelmana. Obiecałem mu, że zagram w tym spektaklu. Opowieść o wesołym Żydzie i jego życiowych przygodach związanych z naszym krajem była dla mnie ciekawa z powodu mojej młodości i pamięci o 1968 r., kiedy nastąpił exodus Żydów z Polski. To był motyw, dla którego podjąłem decyzję o powrocie na chwilę do zawodu. Tak mi się przynajmniej wtedy zdawało – wyjaśnia Marek Kondrat.
Jednak wypadki na świecie potoczyły się tak, że najpierw muzułmanie zaatakowali Izrael, a potem Izrael odpowiedział atakiem na Strefę Gazy. Polityka wzięła górę nad kulturą, zresztą nie pierwszy raz. Przeszła mi ochota na dotykanie się dzieła z jakimkolwiek narodem w tle i jego peregrynację. Jednak w związku z tym, że dałem słowo dyrektorowi Teatru Telewizji i obiecałem mu swój udział w tym przedsięwzięciu, to żeby nie wyjść z tej sytuacji z kompletnie podkulonym ogonem, zgodziłem się zagrać małą rolę w „Królu Maciusiu Pierwszym”. Dostrzegłem w tym spektaklu pewną łączność z moją przeszłością. Postać Janusza Korczaka, która filozofia wychowawcza święci dziś triumfy, zawsze była mi bliska – dodaje aktor.
Jak wyglądało to z perspektywy Michała Kotańskiego, dyrektora Teatru Telewizji?
Przez ostatnie dwa lata rozmawialiśmy z Markiem Kondratem na temat jego udziału w spektaklu Teatru Telewizji. Nasze pierwsze spotkanie odbyło się w restauracji na krakowskim rynku niedługo po moim przyjściu do TVP. Przez około rok rozmawialiśmy o adaptacji książki „Warto żyć” Lejba Fogelmana, po drodze zmieniały się scenariusz i pomysły. Ostatecznie w tym spektaklu Teatru Telewizji zagra ktoś inny, natomiast Marek zgodził się wystąpić w „Królu Maciusiu Pierwszym”. Pamiętam, że gdy złożyłem mu tę propozycję, powiedział, że ciekawie się składa, bo w „Królu Maciusiu I” z 1957 r. zagrał jego wujek. Bardzo polubiłem Marka. Niektóre rozmowy z nim były dla mnie jakoś istotne. Tym bardziej się cieszę, że udało się go namówić do tej przygody. Nie wiem, czy Marek chciałby na stałe wrócić do grania, natomiast drzwi do Teatru Telewizji zawsze będą dla niego otwarte – przyznaje dyrektor Teatru Telewizji.
Marek Kondrat wyjaśnia, że nie tęsknił za graniem i nie spodziewał się, że kiedykolwiek jeszcze wróci na plan. Wkrótce zobaczymy go nie tylko w spektaklu „Król Maciuś Pierwszy”, ale także na wielkim ekranie. Aktor podkreśla, że spora w tym zasługa dyrektora Teatru Telewizji, który ośmielił go do tego, by rozważyć chwilowy powrót do zawodu.
Nie tęskniłem ani za Teatrem Telewizji, ani za filmem. Nie spodziewałem się, że jeszcze kiedykolwiek wrócę na plan. Wydawało mi się, że to zamknięty rozdział w moim życiu. Mój udział w „Królu Maciusiu Pierwszym” i „Lalce” to wypadki, które podsunął mi los i które są raczej flirtem z przeszłością – jakąś próbą zamknięcia i odnalezienia pewnej wspólnoty śladów. Swoją karierę rozpoczynałem od „Historii żółtej ciżemki”. W garderobach były jeszcze ślady po kręceniu pamiętnego „Króla Maciusia I” z Julkiem Wyrzykowskim w roli głównej. W tym filmie zagrał też mój stryj. Tak więc rolę w nowym spektaklu Teatru Telewizji traktuję bardziej jak sentymentalną przygodę, aniżeli jakiekolwiek drgnienie czegoś, co na pewno siedzi w moim organizmie. Bo aktorem nie przestaje się nigdy być, skoro już się nim nieszczęśliwie zostało – mówi Marek Kondrat.
Najpierw zgodziłem się zagrać w „Warto żyć”. Potem – po jakimś miesiącu batalii – przyjąłem propozycję zagrania w „Lalce”. Jest w tym jednak pewna zasługa Michała Kotańskiego, dyrektora Teatru Telewizji. To on ośmielił mnie do tego, by rozważyć powrót na chwilę do zawodu. Wcale nie miałem na to ochoty, ale uznałem, że skoro mój organizm przestawił się na ten tor, to może jednak warto – zaznacza aktor.
W „Królu Maciusiu Pierwszym” aktor wcieli się w Doktóra – człowieka, dla którego niezwykle ważne jest to, by darzyć dzieci szacunkiem i okazywać im troskę. Na szklanym ekranie zobaczymy go w zaskakującej charakteryzacji.
Żonie przypominałem obraz Franciszka Józefa, który jest jej bardzo bliski, gdyż jest Krakowianką i uważa, że gdyby dziś Franciszek Józef albo któryś z jego potomków stwierdził, że bierze Kraków pod swoje skrzydła, nikt by specjalnie nie protestował – wyznaje Marek Kondrat.
Premiera „Króla Maciusia Pierwszego” w reżyserii Tadeusza Kabicza jesienią w Teatrze Telewizji. Już wkrótce ujawnimy kolejne nazwiska, które znalazły się w obsadzie spektaklu.