EN
08.01.2022, 09:09 Wersja do druku

Kraj. 55 lat temu zmarł tragicznie Zbigniew Cybulski

Zbigniew Cybulski to pierwszy powojenny filmowy idol. Postać, z którą pokolenie młodych ludzi późnych lat pięćdziesiątych mogło się identyfikować – mówi PAP filmoznawczyni Katarzyna Wajda. 55 lat temu zmarł tragicznie Zbigniew Cybulski.

fot. Cezary Langda / PAP

Zbigniew Cybulski mieszkał z rodzicami i bratem Antonim na warszawskim Żoliborzu. Był jednak dzieckiem Kresów. Urodził się bowiem w okolicach Stanisławowa 3 listopada 1927 r. w starym, rodzinnym dworze szlacheckim w miejscowości Kniaże (obecnie Ukraina), skąd pochodziła rodzina matki.

Początkowo miał zostać żołnierzem. Kiedy w czerwcu 1939 r. ukończył szkołę powszechną, wraz z bratem ciotecznym Andrzejem Jaruzelskim, postanowił zdawać do Szkoły Kadetów we Lwowie. Nastoleni Zbyszek chciał kontynuować rodzinne tradycje – jego dziadek od strony matki Józef Jaruzelski był absolwentem Wiedeńskiej Akademii Wojskowej, oficerem armii austro-węgierskiej. Pradziadek walczył w Powstaniu Styczniowym.

Plany przerwał wybuch wojny. Kiedy 17 września 1939 r. Armia Czerwona dokonała inwazji na tereny II Rzeczypospolitej, jego ojciec wraz z ministrem Józefem Beckiem uciekł do Rumunii – Aleksander Cybulski (1896-1965) był z wykształcenia prawnikiem i urzędnikiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych sanacyjnego rządu. Nieco później matka i dzieci podjęły nieudaną próbę przedostania się do Rumunii, w trakcie której matka została pochwycona przez NKWD. Dwunastoletni Zbyszek trafił pod opiekę babci.

Po wojennej zawierusze, jesienią 1946 r., jak wiele kresowych rodzin Cybulscy zamieszkali na Śląsku, gdzie w 1947 r. Zbyszek ukończył dzierżoniowskie gimnazjum. Następnie udał się na studia w krakowskiej Akademii Handlowej i na Wydział Dziennikarski w Wyższej Szkole Nauk Społecznych, z czego jednak po dwóch latach zrezygnował, i zdał do Państwowej Wyższej Szkoły Artystycznej w Krakowie, którą ukończył w 1953 r. Zaczął się nowy rozdział w jego życiu.

Jeszcze w tym samym roku wyjechał do Gdańska. Występował w Teatrze Wybrzeże, w którym debiutował rolą w sztuce Friedricha Schillera "Intryga i miłość" (1953). Rok później przyszedł debiut filmowy i rola Kostka w "Pokoleniu" Andrzeja Wajdy. Była do dość drobna rola, mimo to młody aktor zwrócił na siebie uwagę. Krytyk filmowy Konrad Eberhardt zauważył jego naturalność i spontaniczność. Cybulski już na studiach zwracał na siebie uwagę zaangażowaniem i osobowością. Znany był jednak również z problemów z zapamiętywaniem dłuższych tekstów.

Według aktora i pedagoga Jana Kreczmara Cybulski był "niepowtarzalny, inny, nowy", a "przedziwność i jedyność jego aktorstwa polegały [...] na tym, że mógł nic nie umieć i być wybitnym". "Niósł w swoich rolach posłanie", "naśladowano jego sposób bycia, ubiór" – pisał krytyk Zbigniew Pitera. "Zadziwił nas, zelektryzował naszą wrażliwość" – zaznaczał z kolei aktor i reżyser Tadeusz Łomnicki.

Rok 1958 przyniósł prawdziwy przełom w karierze aktorskiej Cybulskiego. Tym razem Wajda dał mu główną rolę w ekranizacji prozy Jerzego Andrzejewskiego "Popiół i diament". Zbigniew wcielił się w postać Maćka Chełmickiego, akowca, który ma wykonać wyrok śmierci na sekretarzu Polskiej Partii Robotniczej, komuniście Szczuce. Film odniósł sukces, Cybulskiego zaś porównywano do amerykańskiego aktora, idola tłumów, Jamesa Deana. Polska młodzież chodziła po ulicach w wojskowej kurtce i ciemnych okularach.

"Zbigniew Cybulski to pierwszy powojenny filmowy idol. Postać, z którą pokolenie młodych ludzi późnych lat pięćdziesiątych mogło się identyfikować" – mówi PAP filmoznawczyni Katarzyna Wajda, dodając, że "rola Maćka Chełmickiego w +Popiele i diamencie+ jest jego najważniejszą".

Historyk filmu Alicja Helman w publikacji "Zbigniew Cybulski - aktor XX wieku" zwróciła uwagę: "Cybulski nie jest obecny na ekranie bez przerwy. Niemniej odbiorcy wydaje się, jakby cały czas go oglądał, ekran jest niemalże napromieniowany Maćkiem, wibrującą siłą jego osobowości. [...] Magnetyczny i zniewalający urok Cybulskiego z latami nie blednie, nie doznaje żadnego uszczerbku. Diament świeci pełnią swego blasku".

"Ta rola dała mu nieśmiertelność, ale jednocześnie stała się dla Cybulskiego pułapką, ponieważ do końca życia był z nią identyfikowany"– podkreśla Katarzyna Wajda. "Przez kolejną dekadę życia, do śmierci w 1967 r., nie dostał roli o takim wymiarze pokoleniowym" – ocenia.

Z kolei na łamach "Ekranu" krytyk Kazimierz Witkowski recenzował po latach, iż "kreując postać Maćka Chełmickiego, Zbyszek Cybulski osiąga szczyty aktorskiego kunsztu". "Dzięki temu filmowi stał się jednocześnie wzorem bohatera i symbolem gwiazdora, który niemal całemu pokoleniu polskiej młodzieży narzucił dżinsy i ciemne okulary. Cybulskiego porównywano z kreacjami Jamesa Deana" – dodał, dalej zaznaczając, że tą rolą Cybulski "stał się idolem, postacią ekranu numer jeden, kimś bliskim rzeszom widzów. Jego nazwisko osiągnęło popularność niemal na całym świecie, pisali o nim René Claire i Alberto Moravia".

Nim jednak Cybulski zaczął grać w filmach i doszedł do pozycji idola, założył w 1954 r. w Gdańsku razem z grupą przyjaciół, m.in. z Bogumiłem Kobielą i Jackiem Fedorowiczem, studencki teatr Bim-Bom. Teatr pomimo iż działał jedynie do 1960 r., atakując głupotę i arogancję władzy, stał się legendą.

"Agitacyjne metody +teatrzyku+ daleko odbiegały od utrwalonych w tych latach szablonów: operując czytelnymi, ostrymi kontrastami, sięgając po paradoks, skrót myślowy, znak plastyczny, metaforykę poetycką, żart, [BIM-BOM] oddziaływał przede wszystkim na ludzką wrażliwość, odwoływał się w większym stopniu do uczuć niż do przekonań" – pisał po latach na łamach "Filmu" Eberhardt. "To właśnie z Bim-Bomu Cybulski wyniósł pewien szczególny sposób bycia na ekranie, będący osobliwym połączeniem ostrości, nieprzystępności i szorstkości z równoczesną poufałością tonu, intymnością gestu, ciepłem wewnętrznym" – podsumował krytyk. Pod koniec 1960 r. Cybulski zaczął grać w warszawskim Teatrze Ateneum, w którym był obecny do roku 1964.

Po "Popiele i diamencie" aktor starał się zerwać ze wizerunkiem Chełmickiego i wydostać z zaszufladkowania. W opinii Wajdy ewidentną próbą zerwania z tym wizerunkiem jest rola Wiktora w "Jak być kochaną" (1963) w reż. Wojciecha Jerzego Hasa, gdzie postać kreowana przez Cybulskiego jest tchórzem i antybohaterem.

W połowie lat sześćdziesiątych aktor zaczął tracić swój młodzieńczy wdzięk i wigor. Słynne już ciemne okulary coraz częściej zaczynały skrywać zmęczenie i nieprzespane noce. Pojawiły się problemy z alkoholem, co jednak część środowiska kwestionowała. Aktorka Renata Kułakowska wspominała, że "Cybulski nie pił dużo, tylko miał – jak to się mówi – słabą głowę. Większość ludzi filmu piła, a w przypadku Zbyszka utarło się, że jest pijakiem. Nieprawda". Zofia Czerwińska zaś kreśliła postać Cybulskiego słowami: "Zbyszek uwielbiał taksówkarzy. Z wzajemnością. W ogóle był niezwykle koleżeński. Nie chciał nikogo zranić, nikomu nie potrafił odmówić, i to w jakiś sposób zaważyło na całym jego życiu. Tu się przysiadł, tam się dosiadł...".

W 1965 r. ponownie zagrał u Hasa, tym razem nieco z przypadku, w zastęptwie za innego aktora. Wcielił się w postać Alfonsa van Wordena w "Rękopisie znalezionym w Saragossie" wg powieści Jana Potockiego. Początowo nie chciał przyjąć tej roli, zwracając uwagę na swoją nadwagę i noszone okulary – co w jego ocenie nie pasowało do żołnierza Gwardii Walońskiej. Oprócz tego nie przepadał za rolami kostiumowymi. Jednak zdaniem Wajdy Cybulski "świetnie wpasował się w swoją rolę". "Rękopis znaleziony w Saragossie" do dziś jest postrzegany jako zupełnie wyjątkowe osiągnięcie polskiego kina, a sam Martin Scorsese uznaje ten film za arcydzieło kinematografii.

Wielkim i niezrealizowanym marzeniem aktora było zagranie roli Wokulskiego z "Lalki" Prusa. Niestety przedwczesna śmierć odebrała mu tę szansę. Cybulski zginął 8 stycznia 1967 r. we Wrocławiu, wracając z planu zdjęciowego filmu "Morderca zostawia ślad" Aleksandra Ścibora-Rylskiego. Był spóźniony, biegł i wpadł pod koła pociągu, do którego próbował wskoczyć na dworcu kolejowym. Zmarł na skutek obrażeń, miał 39 lat.

Marcel Martin wspominając moment śmierci Cybulskiego, uznał: "Ta strata jest dla Polaków tym, czym dla Amerykanów była śmierć Jamesa Deana". Amerykański "Time" pisał, że Cybulski był "pierwszą międzynarodową gwiazdą filmową zza żelaznej kurtyny".

Dzień przed śmiercią aktor odebrał telefon z Ameryki, z informacją, że jest brany pod uwagę do roli Kowalskiego w hollywoodzkim filmie "Tramwaj zwany pożądaniem"; gaża 100 tys. dolarów – jak na warunki polskie wówczas astronomiczna.

Mimo stosunkowo krótkiego życia zdążył na stałe wpisać się w polskie kino, stając się jego legendą i punktem odniesienia. Wystąpił w wielu ważnych filmach u tak uznanych reżyserów, jak Andrzej Wajda, Wojciech Jerzy Has, Kazimierz Kutz, Jerzy Kawalerowicz i Tadeusz Konwicki.

Od 1969 r. przyznawana jest Nagroda im. Zbyszka Cybulskiego – dla młodych aktorów wyróżniających się wybitną indywidualnością.

Źródło:

PAP