17.01.2020 Wersja do druku

"Kordian" albo zmierzchy i jutrzenki romantyzmu

Adam Orzechowski wraz z dramaturgiem Radosławem Paczochą wystawiają "Kordiana" Juliusza Słowackiego w Teatrze Wybrzeże bez nabożnego spoglądania na dziedzictwo romantyzmu. Śmiały dramaturgicznie kolaż i równie odważna inscenizacja nie pozostawią widza obojętnym - o spektaklu Teatru Wybrzeże w Gdańsku pisze Wiktoria Formella z Nowej Siły Krytycznej.

Magdalena Gajewska przełamała sterylną biel sceny lokując nań lawę, którą po obu stronach poskramiają ściany budynku z krzyżem pośrodku. Scenografia stanowi polemikę z fragmentem III części "Dziadów", w którym Adam Mickiewicz przyrównuje naród do lawy. Podobnie jak w słowach Wysockiego, lawa początkowo jest "zimna i twarda, sucha i plugawa", lecz niedługo potem utonie w strugach krwi. W scenie otwierającej spektakl, Archanioł (Magdalena Gorzelańczyk) w skupieniu rozbiera mężczyznę (Robert Ninkiewicz), by umieścić go w wannie (dalekie echo piekielnego kotła?) w pozie przypominającej "Śmierć Marata" Jacquesa-Louisa Davida. Delikatnie pokryje jego ciało krwią, mówiąc - tautologiczny wobec działań - fragment "Przygotowania": "Lud skonał.../ Czas, byś go podniósł, Boże, lub gromem dokonał". Scena jest wyidealizowaną kliszą śmierci przepełnionej fałszywym spokojem i męczeńsko-heroiczną wzniosłością, jednak właśnie w ten sposób zwykl

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał własny

Materiał własny

Autor:

Wiktoria Formella

Data:

17.01.2020

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe