„Bajka o szczęściu” w reż. Marcina Ryl-Krystianowskiego i Marioli Ryl-Krystianowskiej z teatru TeatRyle, „Ubu Król” Alfreda Jarry'ego w reż. Konrada Dworakowskiego w koprodukcji Grupy Coincidentia i Teatru Chorea w Łodzi na XXI Międzynarodowym Festiwalu Wyobraźni i Możliwości Teatru Lalek „Anima” w Olsztynie. Pisze Zuzanna Kluszczyńska.
Już ostatni dzień festiwalowy rozpoczął się znowu pokazem plenerowym, tym razem zorganizowanym na olsztyńskim Targu Rybnym. Podobnie jak prezentowany kilkukrotnie na tegorocznym festiwalu Szewczyk Dratewka z Olsztyńskiego Teatru Lalek, propozycja z duetu TeatrRyle pokazała, jak przez proste bajki teatr może pomagać odnaleźć się w skomplikowanej rzeczywistości.
Bajkę o szczęściu rozpoczyna krótki wstęp Marcina Ryla Krystianowskiego, skupiający uwagę bardzo licznej (wypełniającej prawie cały plac!) publiczności. Aktor zwraca się nie tylko do najmłodszych, ale apeluje również do dorosłych o rozbudzenie w sobie swoich wewnętrznych dzieci. Zostajemy zaproszeni do położenia dłoni na głowie i otwarcie jej tak, jakby była klapką umożliwiającą dojście do naszych mózgów i włączenia w nich guzika z napisem ,,wyobraźnia”. Zangażowanie widowni do wspólnego krótkiego działania, jest gestem małym, a przydatnym w sytuacji plenerowej, kiedy nie jest tak łatwo skupić uwagę publiczności. Trik zadziałał i tłum pod sceną jak zaczarowany śledził losy bohaterów animowanych także przez Mariolę Ryl-Krystianowską.
Sama Bajka o Szczęściu napisana przez Izabelę Degórską jest bardzo prosta. Z brązowej skrzyni, na której dzieje się akcja przedstawienia, powoli na korbce wysuwa się prosty, drewniany kształt domu z jednym otwierany oknem. To z niego wychyla się staruszek mieszkający ze swoimi zwierzątkami: świnką, myszką oraz kogucikiem. Bohaterowie wyglądają jak wyjęci z kart ilustrowanej baśni i nie tylko idealnie wpasowują się w resztę scenografii Olgi Ryl-Krystianowskiej, ale i są bardzo estetycznym przykładem klasycznych lalek stolikowych.
Sielskie życie przyjaciół zaburza jednak wędrowny handlarz, który oferuje staruszkowi jego wymarzoną fajkę w zamian za wyjątkowo utalentowaną myszkę. Staruszek, z początku oburzony, się nie zgadza, jednak wizja posiadania przedmiotu wygrywa nad nim i dokonuje on wymiany. Mężczyzna pociesza myśl, że ciekawska mysz bardzo pragnęła zobaczyć świat, więc tak naprawdę staruszek ofiarowuje jej przysługę. Podobny los dopada także świnkę i kogucika, wymienionych na kolejne wymarzone przedmioty.
Po pewnym czasie staruszka dopada samotność, której ani fajka, ani zegarek, ani wystrugane nowiutkim nożykiem figurki przyjaciół nie są w stanie odgonić. Znika domek, a za to powoli podnoszą się gałęzie gęstego lasu. Mężczyzna jest gotowy zakończyć swoje cierpienie skacząc z czubka jednego z drzew. Przed tym dramatycznym krokiem powstrzymuje go jednak sama śmierć. Latająca nad nim kukiełka z lejącego materiału, z białą maską z kosą w dłoń, odsuwa go jednak od tego kroku, mówiąc, że nie przyszedł jeszcze jego czas. W zamian za zwrócenie przedmiotów (z którymi nadal nie jest łatwo się starcowi rozstać) wskazuje mu drogę do przyjaciół, zatrudnionych w cyrku. Właściciel przybytku słysząc o ciepłej relacji pomiędzy staruszkiem i jego zwierzętami postanawia wypuścić je bez żadnych kosztów. Doświadczenie głębokiej relacji jest przecież dużo więcej warte niż pieniądze. Myszka, kogucik, świnka i staruszek powracają do swojego małego domku, gdzie są znowu szczęśliwi, razem.
Staruszek, tłumacząc swoje zakupowe wybory mówi, że nigdy w życiu nie miał nic ładnego. Teraz te ,,ładne rzeczy” są szeroko dostępne, a przez to jeszcze mniej docenianie. Kolorowa baśń, pełna piosenek i ciepła, mimo swojego ludowego charakteru, jest niezwykle aktualna. Zalewanie naszej codzienności przedmiotami, które mają odmienić nasze życie nie było nigdy tak proste jak dzisiaj. W takim też świecie dojrzewają również najmłodsi. Bajka o szczęściu, dzięki swojej formie magicznej opowieści, odpowiada na ten problem bez zbyt dosłownego moralizatorstwa. Odejście od współczesności nadaje jej uniwersalny wymiar, przez co przyswojenie płynących z niej lekcji jest dużo łatwiejsze. Przecież to nie o nas, nie mamy więc co się oburzać. Mówimy zaciskając gardło, widząc w staruszku hiperbolę własnych nawyków.
Propozycja duetu TeatrRyle dobrze obrazuje to, co wydało mi się najciekawszym elementem przedstawień dla dzieci prezentowanych w ostatnim tygodniu Animy. Zarówno Bajka o szczęściu jaki i wspominany już Szewczyk Dratewka oraz włoskie Uważajcie na tych dwoje to przykłady solidnego teatru ulicznego czy plenerowego, który pomimo wybierania tradycyjnych form nie jest przestarzały i dobrze działa w kontekstach współczesności.
Festiwale są dobrą okazją do oglądania innowacji (co mieliśmy okazję zobaczyć na przykład w przedstawieniu Emocje - a co to takiego? z Rabki-Zdrój). Świetnie jest jednak przyglądać się, szczególnie w kontekście coraz bardziej eksperymentującego teatru formy dla dzieci, także powrotom do tego co zachwycało przez pokolenia: doświadczeniu wkradania się do innego, magicznego świata cudem ożywionych postaci z bajek, do naszej mniej bajkowej codzienności.
Co nam robi syf?
Aż trudno przejść z kolorowych propozycji dla najmłodszych do przyjrzenia się już ostatniemu spektaklowi festiwalowemu. Tegoroczną Animę zamknął bowiem Ubu Król
Alfreda Jarry’ego w reżyserii Konrada Dworakowskiego. Spektakl, będący koprodukcją
Grupy Coincidentia oraz Teatru CHOREA trzyma się tekstu oryginału. Wysiłek reżysera i zespołu skupił się nie na uwspółcześnianiu dramatu, a jak najlepszym przedstawieniu jego świata poprzez teatralne środki.
Dworakowski zdecydował się na szczególne podkreślenie odpychającej natury Króla Ubu, która objawia się nie tylko w jego brutalności, ale i ordynarności. ,,Grówno” z tekstu Jarry’ego jest tu dosłowne. W scenografii i kostiumach dominują odcienie brązu. Przy ustawionym na brązowym linoleum brązowym stole siedzi Ubu, który wydala się do metalowego wiadra, jednocześnie bawiąc się słoikiem z pływającymi w nim fekaliami. Jego żona, Ubica, ubrana w szlafrok w brązowe misie i brązowe kozaki, cyklicznie wymienia wiadra po jego krzesłem na kolejne. Kobieta ma duże, sztuczne piersi, z podkreślonymi stojącymi sutkami. Jej seksualność, tak jak i innych postaci, ma być kolejnym dowodem na ohydę świata, w którym się znajdujemy, co jest mocnym wyborem, mogącym wydawać się bronić tradycyjnych norm moralności. Ubica idąc po kolejne wiadra i tak już wypełnione fekaliami, przeciska się obok dwóch walczących ze sobą mężczyzn, którzy w slipach, hełmach bokserskich i rękawicach trenują obok siedzącego ubu. Wszyscy bohaterowie mają pomalowane twarze jak obsada metalowego zespołu, tylko czarne obwódki wokół oczu i ust na bladych twarzach także zostały zastąpione brązem. Wraz z przebiegiem przedstawienia farba się rozmazuje, pozostawiając twarze bohaterów w podobnym stanie jak ich świat.
Trudno tutaj jednak mówić o stanie rozkładu wynikającego ze stagnacji. Ohyda nie jest tutaj wynikiem zaniedbania, ale celowego obrzydzania świata przez Ubu i Ubicę. Ubrania, biały obrus i ekran za bohaterami, na którym wyświetlono sceny mordu króla Wacława, także są w brązowych plamach. Brud nie dotyczy tylko rodziny Ubów, jest cechą wszystkich bohaterów. zamordowany król Wacław jest naturalnych rozmiarów lalką trupa wynurzającego się z czarnego worka na zwłoki. Gnijący zapach jego ciała dusi bohaterów, przeprowadzających na niego zamach. Kolejne sceny dramatu przebiegają w podobnej estetyce zgodnie z nurtem oryginalnego tekstu. Ubu wybrzmiewa jako symbol brutalnej, ale i głupiej władzy, która z żądzy posiadania pochłania samego siebie.
Realny świat pojawia się w tej baśni dla dorosłych tylko kilkukrotnie. Aktorzy wyraźnie podkreślają słowa za każdym razem, kiedy w tekście pada słowo ,,Polska”, gdzie dzieje się w akcja dramatu. Rosyjskich rywalów przedstawia aktor przebrany w kostium niedźwiedzia. Pewnym nawiązaniem do teraźniejszych wydarzeń jest również ironiczne przedstawienia króla Ubu jako władcy nie znającego języka angielskiego i nie potrafiącego odczytać poselstwa. Trudno jednak tutaj doszukać aluzji do konkretnych wydarzeń politycznych.
Wojna dotyka postaci jednak w sferze prywatnej. Jedną z mocniejszych scen jest moment przyłapania Ubicy na kradzeniu majątku króla. Opis tortur mający w dramacie dosyć komiczny wymiar (min. wysysanie mózgu przez piętę) w interpretacji zespołu nabierają brutalnego oblicza. Ubica, chociaż przez większość przedstawienia tak samo okrutna jak jej mąż, staje się jedną z ofiar. Na koniec przedstawienia to właśnie kobiety zostają skrzywdzone najmocniej. Aktorka grająca wcześniej męską rolę Byczysława w ostatnich scenach śpiewa ,,Polacy nic się nie stało” i zostaje postrzelona w łono, które pokrywa się krwią. Aluzja do wojennego gwałtu idzie dalej, kiedy reszta bohaterów brutalnie, kawałek po kawałku, zdziera z niej rajstopy.
Na widowni zapala się światło. Ubu dostaje mikrofon i zaczyna opowiadać sprośne i ksenofobiczne żarty. Przyjmuje też zamówienia z widowni na kolejne. Śmiejąca się z kawałów publiczność ma być najpewniej dowodem na to, że pokłady zła występujące w Ubu w hiperbolicznej wersji, są w nas samych.
Decyzja twórców o pozostaniu w świecie symbolu i odejście od wyraźnej aktualizacji wydarzeń ze znanego dramatu może być traktowana różnie. Z jednej strony spektakl unika zbytnich uproszczeń i pozwala widowni na szukanie własnych kontekstów. Z drugiej poziom ogólności przyjęty przez twórców prowadzi w pewnych momentach do nijakości. Baśń o Ubu wydaje się być zbyt odległa od rzeczywistości. Bo czy naprawdę wystarczy nam zobaczyć obraz brutalny, wywołując przez swój realizm fizyczne zohydzenie, byśmy zobaczyli w nim przejaskrawione najgorsze elementy rzeczywistości? Zaczęli je zmieniać? Zaczęli się zmieniać? A może chociaż się w takiej wizji odnaleźli swoje własne przemyślenia? Myślę, że to zbyt optymistyczne myślenie.
Ostatni akapit nie zmienia jednak tego, że Król Ubu Dworakowskiego jest przedstawieniem solidnym, wychodzącym w swojej interpretacji na przeciw oryginalnemu tekstu i trafnie zaznaczającym jego najważniejsze tezy. Chociaż ta propozycja przez swoje silne wybory estetyczne z trudem daje się porówna
do pozostałych spektakli dla dorosłych ostatniego festiwalowego weekendu, myślę, że kategoria solidności pasuje do każdego z nich. Anima pokazała równy, dobry poziom klasycznych tekstów dla dorosłych interpretowanych przez teatr formy.
***
Organizator festiwalu:
Olsztyński Teatr Lalek
Miasto Olsztyn
Finansowanie:
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.
Partner CSR: Energa SA z Grupy ORLEN
Sponsor otwarcia festiwalu: MPEC Olsztyn- Bezpieczeństwo Ekologia Komfort
Patronaty honorowe:
Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Marta Cienkowska
Wojewoda Warmińsko-Mazurski, Radosław Król
Marcin Kuchciński - Marszałek Woj. Warmińsko-Mazurskiego
Robert Szewczyk Prezydent Olsztyna
Patronaty:
Polunima Polski Ośrodek Lalkarski
Związek Artystów Scen Polskich
“Teatr Lalek”
teatralny.pl
e-teatr.pl
Polskie Radio Dzieciom
Partnerzy:
Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Olsztynie
MOK Olsztyn
Azyl cocktail & coffee bar