Logo
Recenzje

Konsumpcjonizm z ludowej bajki

27.07.2026, 11:37 Wersja do druku

„Bajka o szczęściu” w reż. Marcina Ryl-Krystianowskiego i Marioli Ryl-Krystianowskiej z teatru TeatRyle, „Ubu Król” Alfreda Jarry'ego w reż. Konrada Dworakowskiego w koprodukcji Grupy Coincidentia i Teatru Chorea w Łodzi na XXI Międzynarodowym Festiwalu Wyobraźni i Możliwości Teatru Lalek „Anima” w Olsztynie. Pisze Zuzanna Kluszczyńska.

fot. mat. teatru

Już ostatni dzień festiwalowy rozpoczął się znowu pokazem plenerowym, tym razem zorganizowanym na olsztyńskim Targu Rybnym. Podobnie jak prezentowany kilkukrotnie na tegorocznym festiwalu Szewczyk Dratewka z Olsztyńskiego Teatru Lalek, propozycja z duetu TeatrRyle pokazała, jak przez proste bajki teatr może pomagać odnaleźć się w skomplikowanej rzeczywistości.

Bajkę o szczęściu rozpoczyna krótki wstęp Marcina Ryla Krystianowskiego, skupiający uwagę bardzo licznej (wypełniającej prawie cały plac!) publiczności. Aktor zwraca się nie tylko do najmłodszych, ale apeluje również do dorosłych o rozbudzenie w sobie swoich wewnętrznych dzieci. Zostajemy zaproszeni do położenia dłoni na głowie i otwarcie jej tak, jakby była klapką umożliwiającą dojście do naszych mózgów i włączenia w nich guzika z napisem ,,wyobraźnia”. Zangażowanie widowni do wspólnego krótkiego działania, jest gestem małym, a przydatnym w sytuacji plenerowej, kiedy nie jest tak łatwo skupić uwagę publiczności. Trik zadziałał i tłum pod sceną jak zaczarowany śledził losy bohaterów animowanych także przez Mariolę Ryl-Krystianowską.

Sama Bajka o Szczęściu napisana przez Izabelę Degórską jest bardzo prosta. Z brązowej skrzyni, na której dzieje się akcja przedstawienia, powoli na korbce wysuwa się prosty, drewniany kształt domu z jednym otwierany oknem. To z niego wychyla się staruszek mieszkający ze swoimi zwierzątkami: świnką, myszką oraz kogucikiem. Bohaterowie wyglądają jak wyjęci z kart ilustrowanej baśni i nie tylko idealnie wpasowują się w resztę scenografii Olgi Ryl-Krystianowskiej, ale i są bardzo estetycznym przykładem klasycznych lalek stolikowych.

Sielskie życie przyjaciół zaburza jednak wędrowny handlarz, który oferuje staruszkowi jego wymarzoną fajkę w zamian za wyjątkowo utalentowaną myszkę. Staruszek, z początku oburzony, się nie zgadza, jednak wizja posiadania przedmiotu wygrywa nad nim i dokonuje on wymiany. Mężczyzna pociesza myśl, że ciekawska mysz bardzo pragnęła zobaczyć świat, więc tak naprawdę staruszek ofiarowuje jej przysługę. Podobny los dopada także świnkę i kogucika, wymienionych na kolejne wymarzone przedmioty.

Po pewnym czasie staruszka dopada samotność, której ani fajka, ani zegarek, ani wystrugane nowiutkim nożykiem figurki przyjaciół nie są w stanie odgonić. Znika domek, a za to powoli podnoszą się gałęzie gęstego lasu. Mężczyzna jest gotowy zakończyć swoje cierpienie skacząc z czubka jednego z drzew. Przed tym dramatycznym krokiem powstrzymuje go jednak sama śmierć. Latająca nad nim kukiełka z lejącego materiału, z białą maską z kosą w dłoń, odsuwa go jednak od tego kroku, mówiąc, że nie przyszedł jeszcze jego czas. W zamian za zwrócenie przedmiotów (z którymi nadal nie jest łatwo się starcowi rozstać) wskazuje mu drogę do przyjaciół, zatrudnionych w cyrku. Właściciel przybytku słysząc o ciepłej relacji pomiędzy staruszkiem i jego zwierzętami postanawia wypuścić je bez żadnych kosztów. Doświadczenie głębokiej relacji jest przecież dużo więcej warte niż pieniądze. Myszka, kogucik, świnka i staruszek powracają do swojego małego domku, gdzie są znowu szczęśliwi, razem.

Staruszek, tłumacząc swoje zakupowe wybory mówi, że nigdy w życiu nie miał nic ładnego. Teraz te ,,ładne rzeczy” są szeroko dostępne, a przez to jeszcze mniej docenianie. Kolorowa baśń, pełna piosenek i ciepła, mimo swojego ludowego charakteru, jest niezwykle aktualna. Zalewanie naszej codzienności przedmiotami, które mają odmienić nasze życie nie było nigdy tak proste jak dzisiaj. W takim też świecie dojrzewają również najmłodsi. Bajka o szczęściu, dzięki swojej formie magicznej opowieści, odpowiada na ten problem bez zbyt dosłownego moralizatorstwa. Odejście od współczesności nadaje jej uniwersalny wymiar, przez co przyswojenie płynących z niej lekcji jest dużo łatwiejsze. Przecież to nie o nas, nie mamy więc co się oburzać. Mówimy zaciskając gardło, widząc w staruszku hiperbolę własnych nawyków.

Propozycja duetu TeatrRyle dobrze obrazuje to, co wydało mi się najciekawszym elementem przedstawień dla dzieci prezentowanych w ostatnim tygodniu Animy. Zarówno Bajka o szczęściu jaki i wspominany już Szewczyk Dratewka oraz włoskie Uważajcie na tych dwoje to przykłady solidnego teatru ulicznego czy plenerowego, który pomimo wybierania tradycyjnych form nie jest przestarzały i dobrze działa w kontekstach współczesności.

Festiwale są dobrą okazją do oglądania innowacji (co mieliśmy okazję zobaczyć na przykład w przedstawieniu Emocje - a co to takiego? z Rabki-Zdrój). Świetnie jest jednak przyglądać się, szczególnie w kontekście coraz bardziej eksperymentującego teatru formy dla dzieci, także powrotom do tego co zachwycało przez pokolenia: doświadczeniu wkradania się do innego, magicznego świata cudem ożywionych postaci z bajek, do naszej mniej bajkowej codzienności.

Co nam robi syf?

Aż trudno przejść z kolorowych propozycji dla najmłodszych do przyjrzenia się już ostatniemu spektaklowi festiwalowemu. Tegoroczną Animę zamknął bowiem Ubu Król

Alfreda Jarry’ego w reżyserii Konrada Dworakowskiego. Spektakl, będący koprodukcją

Grupy Coincidentia oraz Teatru CHOREA trzyma się tekstu oryginału. Wysiłek reżysera i zespołu skupił się nie na uwspółcześnianiu dramatu, a jak najlepszym przedstawieniu jego świata poprzez teatralne środki.

Dworakowski zdecydował się na szczególne podkreślenie odpychającej natury Króla Ubu, która objawia się nie tylko w jego brutalności, ale i ordynarności. ,,Grówno” z tekstu Jarry’ego jest tu dosłowne. W scenografii i kostiumach dominują odcienie brązu. Przy ustawionym na brązowym linoleum brązowym stole siedzi Ubu, który wydala się do metalowego wiadra, jednocześnie bawiąc się słoikiem z pływającymi w nim fekaliami. Jego żona, Ubica, ubrana w szlafrok w brązowe misie i brązowe kozaki, cyklicznie wymienia wiadra po jego krzesłem na kolejne. Kobieta ma duże, sztuczne piersi, z podkreślonymi stojącymi sutkami. Jej seksualność, tak jak i innych postaci, ma być kolejnym dowodem na ohydę świata, w którym się znajdujemy, co jest mocnym wyborem, mogącym wydawać się bronić tradycyjnych norm moralności. Ubica idąc po kolejne wiadra i tak już wypełnione fekaliami, przeciska się obok dwóch walczących ze sobą mężczyzn, którzy w slipach, hełmach bokserskich i rękawicach trenują obok siedzącego ubu. Wszyscy bohaterowie mają pomalowane twarze jak obsada metalowego zespołu, tylko czarne obwódki wokół oczu i ust na bladych twarzach także zostały zastąpione brązem. Wraz z przebiegiem przedstawienia farba się rozmazuje, pozostawiając twarze bohaterów w podobnym stanie jak ich świat.

Trudno tutaj jednak mówić o stanie rozkładu wynikającego ze stagnacji. Ohyda nie jest tutaj wynikiem zaniedbania, ale celowego obrzydzania świata przez Ubu i Ubicę. Ubrania, biały obrus i ekran za bohaterami, na którym wyświetlono sceny mordu króla Wacława, także są w brązowych plamach. Brud nie dotyczy tylko rodziny Ubów, jest cechą wszystkich bohaterów. zamordowany król Wacław jest naturalnych rozmiarów lalką trupa wynurzającego się z czarnego worka na zwłoki. Gnijący zapach jego ciała dusi bohaterów, przeprowadzających na niego zamach. Kolejne sceny dramatu przebiegają w podobnej estetyce zgodnie z nurtem oryginalnego tekstu. Ubu wybrzmiewa jako symbol brutalnej, ale i głupiej władzy, która z żądzy posiadania pochłania samego siebie.

Realny świat pojawia się w tej baśni dla dorosłych tylko kilkukrotnie. Aktorzy wyraźnie podkreślają słowa za każdym razem, kiedy w tekście pada słowo ,,Polska”, gdzie dzieje się w akcja dramatu. Rosyjskich rywalów przedstawia aktor przebrany w kostium niedźwiedzia. Pewnym nawiązaniem do teraźniejszych wydarzeń jest również ironiczne przedstawienia króla Ubu jako władcy nie znającego języka angielskiego i nie potrafiącego odczytać poselstwa. Trudno jednak tutaj doszukać aluzji do konkretnych wydarzeń politycznych.

Wojna dotyka postaci jednak w sferze prywatnej. Jedną z mocniejszych scen jest moment przyłapania Ubicy na kradzeniu majątku króla. Opis tortur mający w dramacie dosyć komiczny wymiar (min. wysysanie mózgu przez piętę) w interpretacji zespołu nabierają brutalnego oblicza. Ubica, chociaż przez większość przedstawienia tak samo okrutna jak jej mąż, staje się jedną z ofiar. Na koniec przedstawienia to właśnie kobiety zostają skrzywdzone najmocniej. Aktorka grająca wcześniej męską rolę Byczysława w ostatnich scenach śpiewa ,,Polacy nic się nie stało” i zostaje postrzelona w łono, które pokrywa się krwią. Aluzja do wojennego gwałtu idzie dalej, kiedy reszta bohaterów brutalnie, kawałek po kawałku, zdziera z niej rajstopy.

Na widowni zapala się światło. Ubu dostaje mikrofon i zaczyna opowiadać sprośne i ksenofobiczne żarty. Przyjmuje też zamówienia z widowni na kolejne. Śmiejąca się z kawałów publiczność ma być najpewniej dowodem na to, że pokłady zła występujące w Ubu w hiperbolicznej wersji, są w nas samych.

Decyzja twórców o pozostaniu w świecie symbolu i odejście od wyraźnej aktualizacji wydarzeń ze znanego dramatu może być traktowana różnie. Z jednej strony spektakl unika zbytnich uproszczeń i pozwala widowni na szukanie własnych kontekstów. Z drugiej poziom ogólności przyjęty przez twórców prowadzi w pewnych momentach do nijakości. Baśń o Ubu wydaje się być zbyt odległa od rzeczywistości. Bo czy naprawdę wystarczy nam zobaczyć obraz brutalny, wywołując przez swój realizm fizyczne zohydzenie, byśmy zobaczyli w nim przejaskrawione najgorsze elementy rzeczywistości? Zaczęli je zmieniać? Zaczęli się zmieniać? A może chociaż się w takiej wizji odnaleźli swoje własne przemyślenia? Myślę, że to zbyt optymistyczne myślenie.

Ostatni akapit nie zmienia jednak tego, że Król Ubu Dworakowskiego jest przedstawieniem solidnym, wychodzącym w swojej interpretacji na przeciw oryginalnemu tekstu i trafnie zaznaczającym jego najważniejsze tezy. Chociaż ta propozycja przez swoje silne wybory estetyczne z trudem daje się porówna

do pozostałych spektakli dla dorosłych ostatniego festiwalowego weekendu, myślę, że kategoria solidności pasuje do każdego z nich. Anima pokazała równy, dobry poziom klasycznych tekstów dla dorosłych interpretowanych przez teatr formy.

***

Organizator festiwalu:

Olsztyński Teatr Lalek

Miasto Olsztyn

Finansowanie:

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

Partner CSR: Energa SA z Grupy ORLEN

Sponsor otwarcia festiwalu: MPEC Olsztyn- Bezpieczeństwo Ekologia Komfort

Patronaty honorowe:

Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Marta Cienkowska

Wojewoda Warmińsko-Mazurski, Radosław Król

Marcin Kuchciński - Marszałek Woj. Warmińsko-Mazurskiego

Robert Szewczyk Prezydent Olsztyna

Patronaty:

Polunima Polski Ośrodek Lalkarski

Związek Artystów Scen Polskich

Teatr Lalek”

teatralny.pl

e-teatr.pl

Polskie Radio Dzieciom

Partnerzy:

Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Olsztynie

MOK Olsztyn

Azyl cocktail & coffee bar

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także