EN
7.09.2022, 10:41 Wersja do druku

Koniec teatru Słobodzianka?

Od 1 września dyrekcję Teatru Dramatycznego w Warszawie obejmuje Monika Strzępka. Teatr Tadeusza Słobodzianka, tworzony przez tegoż od 10 lat, przechodzi do historii. Dla jednych to okazji do świętowania, dla drugich - do teatralnej żałoby. Pisze Tomasz Miłkowski w „Stolicy”.

fot. Krzysztof Bieliński

Na zakończenie swojej drugiej kadencji odchodzący dyrektor wystawił przyjęty z entuzjazmem spektakl Amadeusz Petera Shaffera (w reżyserii Anny Wieczur) z udziałem orkiestry i śpiewaków na żywo, z niespotykanym operowym rozmachem, olśniewającymi kostiumami i budzącymi podziw kreacjami Marcina Hycnara (Mozart) i Adama Ferencego (Salieri). Nie jest to jedyny popisowy akcent tego sezonu w Dramatycznym. W styczniu odbyła się premiera Sztuki intonacji, trzech nowych dramatów (kwartetów) Tadeusza Słobodzianka spiętych w jednym wieczorze, opowieści o kreatorach polskiego teatru w koronkowym wykonaniu aktorów i dyskretnej reżyserii Anny Wieczur. Ten trwający niemal cztery godziny spektakl o teatrze i świecie publiczność i recenzenci przyjęli pospołu z niekłamanym zachwytem. A to nie wszystkie osiągnięcia tego pożegnalnego sezonu, w którym rozbłysła jak raca nowa inscenizacja Rewizora Gogola przygotowana przez rosyjskiego reżysera Jurija Murawickiego, która proroczo wyprzedziła złowrogą wymową agresję rosyjską w Ukrainie. Warta pamięci była też mroczna Pułapka Tadeusza Różewicza w reżyserii Wojciecha Urbańskiego. Na tę listę budzących szacunek dokonań dopisać by trzeba otwarcie strony internetowej poświęconej historii Teatru Dramatycznego (wspólne dzieło z redakcją Encyklopedii Polskiego Teatru Instytutu Teatralnego), niebywałą aktywność Laboratorium Dramatu, świetną edycję Warszawskich Spotkań Teatralnych zorganizowaną przez Dramatyczny i jeszcze sporo innych zrealizowanych projektów, a wśród nich rejestrację rozmów Wojciecha Majcherka z aktorami Dramatycznego i prezentację kolejnych dramatów Słobodzianka z jego cyklu dramatów otwockich dopełniających Sztukę intonacji w równie wybornej obsadzie.

Skoro tak wyglądała produkcja Teatru Dramatycznego, a poprzedni sezon także przyniósł sporą garść sensownych wyników, nic dziwnego, że cisnęło się na usta pytanie: po co zmieniać zaprzęg, jeśli wóz toczy się w dobrym kierunku. Toteż rozległy się liczne ubolewania z powodu zakończenia tak obiecującego kierunku pracy teatralnej w Teatrze Dramatycznym. Paradoksalnie celowali w nich ci, którzy 10 lat temu lali krokodyle łzy z powodu obsadzenia dyrekcji Dramatycznego właśnie przez Słobodzianka, kierującego wcześniej Teatrem na Woli oraz Laboratorium Dramatu. Ówczesna nominacja sprawiła, że pod rządami nowego dyrektora znalazły się trzy teatry, co spotkało się z protestami części środowiska. Powstały koncert teatralny nazywano kąśliwie „Sloboplexem" - ja nazywałem go „kombajnem teatralnym", choć wbrew wielu innym stawałem w obronie dyrektora, a potem wykazywałem jego osiągnięcia. Należy do nich np. utrzymanie w repertuarze Szczęśliwych dni z Mają Komorowską (premiera 1995) czy też przeniesienie na dużą scenę Naszej klasy (premiera w Teatrze na Woli, 2010).

Kiedy 1 października 2012 r. kierownictwo teatru przejął Tadeusz Słobodzianek, zadeklarował się jako zwolennik axerowskiego wehikułu czasu, zafascynowany teatrem, dzięki któremu można podróżować w głąb społeczeństwa, w głąb kultury, komunikować się z tym, co jako cywilizacja stworzyliśmy, kim jesteśmy od wieków. Zapowiedział, że Dramatyczny będzie wystawiał dobrze skonstruowane dramaty, dostosowując ich obecność do możliwości poszczególnych scen i potrzeb widza. I jak deklarował, tak czynił, chociaż przez pierwszą kadencję towarzyszyła mu nieskrywana niechęć środowiska i niemal zmowa milczenia recenzentów. Tymczasem już w pierwszym sezonie po zmianie dyrekcji Dramatyczny dał kilka wyróżniających się premier opartych na zachodniej dramaturgii współczesnej - na małej scenie Cudotwórcę Briana Friela (reż. Wawrzyniec Kostrzewski) i Romantyków Hanocha Levina (reż. Grzegorz Chrapkiewicz) z pamiętnymi kreacjami Małgorzaty Niemirskiej, Władysława Kowalskiego i Zdzisława Wardejna.

W następnych sezonach te wysokie ambicje repertuarowe zostały utrzymane niebanalnymi realizacjami klasyki, m.in. MizantropaKróla EdypaHamleta (w nowych przekładach) czy dramatów Arthura Millera.

Tadeusz Słobodzianek zadbał zarazem o obecność nowej dramaturgii polskiej na afiszu, m.in.: Noc żywych Żydów Igora Ostachowicza (adaptacja Marek Kalita, reż. Aleksandra Popławska i Marek Kalita, 2014), Dzieci księży (reż. Daria Kopiec, Dramatyczny, Scena na Woli, 2019) na podstawie przejmujących reportaży Marty Abramowicz, Don Juan albo nasze własne inferno Marcina Bartnikowskiego (reż. Ewa Piotrowska, koprodukcja z Teatrem Malabar, Scena Przodownik, 2015), Moja pierwsza śmierć w Wenecji Justyny Bargielskiej (reż. Tomasz Cyz, Scena im. Haliny Mikołajskiej, 2015), Coming out Jacka Góreckiego (reż. Aleksandra Popławska, Scena Przodownik, 2016), Tajny dziennik Mirona Białoszewskiego, adaptacja Elżbieta Chowaniec i Wojciech Urbański (reż. Wojciech Urbański, Scena Przodownik, 2017). Prowadzono także liczne czytania nowych sztuk, zwykle połączone z dyskusjami na ich temat.

Na scenach Dramatycznego pokazywał dyrektor także swoje nowe sztuki, dając świadectwo wysokiej próby warsztatu i oryginalności podejmowanych w nich spraw: Niedźwiedź Wojtek. Historia arcypolska (reż. Ondrej Spiśak, Scena na Woli, 2016), Historia Jakuba (reż. Ondrej Spiśak, Scena na Woli, 2017) z Łukaszem Lewandowskim w roli tytułowej, Fatalista (reż. Wojciech Urbański, Scena im. Haliny Mikołajskiej, 2019). Zarówno sztuki Słobodzianka, jak i innych polskich autorów wywoływały spory, a często gwałtowne ataki - dotyczyło to zwłaszcza Nocy żywych Żydów i Historii Jakuba - dramatów skierowanych przeciw ksenofobii i odradzaniu się tęsknot profaszystowskich.

Do repertuaru włączano nie tylko nowe sztuki polskie, lecz także obce, wśród których wyróżniały się dramaty Iwana Wyrypąjewa: Letnie osy kąsają nas nawet w listopadzie (reż. Wojciecha Urbańskiego, Scena na Woli, 2015), Pijani (reż. Wojciech Urbański, 2018), Irańska konferencja (w reżyserii autora, Scena na Woli, 2018).

Silną obecnością na scenach Dramatycznego zaznaczyły się sztuki feministyczne i utwory niosące ważne pytanie moralne.

Nowym składnikiem repertuaru zainicjowanym przez Słobodzianka stały się spektakle muzyczne, którym początek dał musical Wojciecha Kościelniaka Operetka według Witolda Gombrowicza (2012). Potem zrealizowano z powodzeniem Cabaret (reż. Ewelina Pietrowiak, 2016), Kinky boots (reż. Ewelina Pietrowiak, 2017) i Człowieka z La Manchy (reż. Anna Wieczur, 2020).

Tadeuszowi Słobodziankowi, dzięki uporczywemu trzymaniu się obranego kursu, udało się przezwyciężyć ostracyzm, a co ważniejsze - przekonać, że jest w Warszawie miejsce dla teatru dramatycznego nie tylko z nazwy, respektującego dramaturgię dawną i nową, analizującego słowo autora, wyczulonego na aktorski fałsz. Można to nazwać programem konserwatywnym, jeśli ktoś chce, ale można też widzieć w tym zdrowy kult kontynuacji. Czy publiczność stolicy upomni się o swój teatr dramatyczny - nie wiem. Wiem na pewno, że teatr Moniki Strzępki będzie zupełnie inny i - być może - model teatru wypracowany przez Słobodzianka zagości gdzie indziej.

Tytuł oryginalny

Koniec teatru Słobodzianka?

Źródło:

„STOLICA” nr 9/10

Autor:

Tomasz Miłkowski

Data publikacji oryginału:

01.09.2022