Logo
Recenzje

Koniec świata?

19.05.2026, 14:10 Wersja do druku

„Koniec świata” w choreogr. Bartosza Bandury w Strefie Teatru Tańca 2B przy Teatrze im. Juliusza Osterwy w Gorzowie Wlkp. Pisze Błażej Baraniak na stronie blazejbaraniak.pl.

fot. Izabela Rogowska

Dwoje aktorów plus ksiądz-poeta, muzyka A. Vivaldiego i głos Jana Peszka: „Koniec świata”. Marta Karmowska i Bartosz Bandura  – bardzo młodzi i bardzo piękni oboje. Grają spektakl teatru bez słów, minimalistyczny a totalny. Scenografii nie ma (nie licząc stołu i dwóch krzeseł), kostiumy mogą być jakie bądź (nie licząc szynela Bartka), rekwizytów brak (poza dwoma: paczuszką z prezentem i maską; one zagrają). 

Ona czeka na Niego. On w końcu skądś wraca. Nie wraca z pustymi rękoma, choć przynosi też ze sobą za długą nieobecność i niedobre przeżycia stamtąd, gdzie był. Powrót dla Niej i dla Niego nie jest łatwy. Oboje wiedzą, że wrócić nie sposób, nie jest to możliwe inaczej jak wspomnieniem, a każdy powrót to zaczynanie na nowo, da capo al fine. 

Nieobecność, oddalenie. Brak bliskości jest nie do zastąpienia. A gdy znów są – Ona i On – na wyciągnięcie ręki, na muśnięcie, blisko, coraz bliżej – naprawdę są, bo są znów jedno.
To jest spektakl o miłości. Patrząc na Martę i Bartka możesz, Widzu, uwierzyć w miłość nie do uwierzenia, w miłość bezwarunkową, po prostu – w miłość. A grają to tak przekonująco, że możesz nie tylko to zobaczyć i uwierzyć, a wręcz poczuć, doświadczyć, tej miłości niemal – dotknąć. Bo gdy ona jest, nie liczy się ani to, co było przedtem, ani tym bardziej to, co będzie, gdy przy stole znów będzie stało o jedno krzesło boleśnie za mało. Bo tylko ona ma taką moc, aby zatrzymać czas, dać miejsce, ile go jej trzeba, i siłę jej dać, i blask najpiękniejszy i najniemożliwszy, i kolor, wymiar, i fakturę jednego w dwojgu. 

Gdy o miłość idzie „odpowiednie dać rzeczy słowo” nie sposób. Tu trzeba perfekcyjnych i utalentowanych aktorów: ich spojrzeń, gestów, ruchu, oddechu wręcz. To jest możliwe tylko w teatrze face to face z Tobą, Widzu Kochany, gdy tego doświadczasz. 

Przekorny ten tytuł „Koniec świata”, bo choć w spektakl można by wpisać kontekst wojny, pandemonium czy inne eschatologiczne a straszne i przerażające okropności, to właśnie im na przekór Marta i Bartek udatnie pokazują co innego. Przy ich stole kiełkuje, rośnie, kwitnie i owocuje miłość. Z komunii tych dwóch ciał – Jej i Jego. Spełnia się i odkrywa siebie a przede wszystkim nie daje przystępu temu, co jest poza kręgiem jej światła. Dali rzecz nie o końcu świata, a wręcz odwrotnie: o tym, gdzie szukać początku, w czym go szukać. I jeszcze o tym, że to zawsze i zawsze początek takiego świata, w którym chce się żyć. Po prostu się chce.
Nie jest to spektakl o ulotności bliskości i jej utracie, bo Marta i Bartosz pokazać potrafią, że jest na świecie taka bliskość – taka do zatracenia, ale nie do utraty. Chyba że – do utraty tchu. Dziękuję Wam za to. 

Tytuł oryginalny

Koniec świata?

Źródło:

www. blazejbaraniak.pl
Link do źródła

Sprawdź także