„Kobieta samotna” wg scen. Natalii Fiedorczuk i Anny Smolar w reż. Anny Smolar, koprodukcja Teatru Powszechnego w Warszawie i Malta Festival w Poznaniu. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.
Choć mamy to samo hobby – przelewy przychodzące, to nie zawsze łatwo udawało mi Irenę zrozumieć (obłędna Anna Ilczuk). Nieciekawa sytuacja, w jakiej się znalazła to jedno, ale – jej niemieszczące się w żadnych ramach nieogarnięcie – to drugie. Tak jakby żyła czymś zupełnie innym, w jakimś lepszym zapewne świecie, a w tym – jedyne, co jakoś atawistycznie ważne – to „ogarnąć” dzieciaka (znakomita Ryfa Ri w roli Bogusia, z finałowym wykonem wbijającym publiczność w fotele). Choć i w opiece nad chłopakiem radzi sobie powiedzmy – średnio. W każdym razie trudno się dziwić Milenie (fantastyczna Karolina Adamczyk), że wypowiada Irenie mieszkanie, skoro ta nie tylko nie płaci, ale i nie odbiera odeń telefonów… Cóż, może ratunkiem będzie wyegzekwowanie zasądzonych alimentów od mieszkającego za granicą ojca Bogusia? Może kiedy zacznie płacić, to nie trzeba będzie robić strzelaniny w szkole, żeby mieć na wakacje w Turcji, nawet bez all-inclusive? Czy na zęby dla młodego, z piaskowaniem… No może.
Ten spektakl to taka pocztówka z Polski, z datą 2025. A na niej ludzie, którym się udało, których dzieci jadą na tygodniową szkolną wycieczkę zagraniczną, którzy wynajmują mieszkania i – i tacy, którym coś nie wyszło, którzy muszą je wynajmować. Weźmy teraz pocztówkę od Agnieszki Holland, tę filmową, 1981 roku. Jak bardzo się te obrazki różnią?
Oglądamy prosty, logiczny, wciągający, fantastycznie zagrany i momentami bardzo poruszający spektakl, z kilkoma trudnymi do zapomnienia scenami. Literalnie fizycznie trudno było znieść (z bezradności) rozmowę jakby telefoniczną Ireny z Krzyśkiem/Jakubem (Michał Czachor), czy – moment, gdy Wanda (Maria Robaszkiewicz) wstawia się za swoim wnukiem. O wręczeniu Irenie koperty z pieniędzmi już nawet nie wspominając, chciałem zakryć się rękoma, schować pod fotelem i krzyczeć z zażenowania.
Koniecznie.