EN
05.03.2014 Wersja do druku

Kniaź Igor na Monte Cassino

Nie ma czegoś takiego, jak prawdziwa pierwotna wersja "Kniazia Igora", ponieważ tej swojej jedynej opery Borodin po prostu nie ukończył. Realizatorzy spektaklu w Met też ukształtowali ją po swojemu - pisze Dorota Szwarcman na blogu "Co w duszy gra", po transmisji spektaklu z Metropolitan Opera.

Spodziewałam się właściwie czegoś bardziej kontrowersyjnego po tym, co słyszałam o Tcherniakovie. Wraz z dyrygentem poszaleli trochę po kolejności aktów i ich zawartości, nie wykluczam też, że coś zostało dopisane (parę momentów w ostatnim akcie, łącznie z zakończeniem, brzmi jak z innej epoki), bo także kompozytor i dyrygent Pavel Smelkov przykładał do tego opracowania rękę (choć w zapowiedzi piszą tylko, że zinstrumentował niektóre fragmenty). Dekor i stroje przypominają raczej XX wiek. W spektaklu często stosowane są wizualizacje. Gdy pułk Igora idzie na wojnę, na ekranie w czerni i bieli pokazuje się cała fabuła: żołnierze jadą gdzieś, po czym są bombardowani i giną. W końcu pada w błoto zraniony sam Igor - i dalej następuje akt połowiecki, trochę przekomponowany. Tu odnosi się wrażenie, że chwilami reżyser nie wiedział, co zrobić z postaciami, ale okazuje się, że pomysł wyjściowy był banalny: ranny bohater śni, więc na

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Kniaź Igor na Monte Cassino

Źródło:

Materiał nadesłany

www.szwarcman.blog.polityka.pl/02.03.14

Autor:

Dorota Szwarcman

Data:

05.03.2014

Wątki tematyczne