Nie udawał, był prawdziwy i grał zespołowo. Kiedy wchodził na scenę czy na plan filmowy skupiał na sobie uwagę. Nic dziwnego, był bowiem chodzącą osobowością. Rubaszny, o inteligentnym i ostrym poczuciu humoru. Kiedy przeklinał, wydawało się, jakby recytował poezję. Nie lubił bylejakości – zarówno w pracy, jak i w życiu prywatnym. Kochał swoją rodzinę, chwalił się często przyjaciołom swoimi wnukami. Niektórym mógł wydawać się zbyt przebojowy, ale tak naprawdę miał gołębie serce. Mówił i żył tak jak czuł. I nie poddawał się łatwo. Andrzej Beya-Zaborski zmarł 11 sierpnia. Miał 75 lat. Pisze Urszula Śleszyńska w „Kurierze Porannym".
Tytuł oryginalny
"Kiedy wchodził na scenę, wchodziła z nim wielka energia". Znajomi i przyjaciele wspominają aktora, Andrzeja Beyę-Zaborskiego
Źródło:
„Kurier Poranny” online
Link do źródła