Logo
Recenzje

Kiedy dorastanie staje się walką o własną tożsamość

8.10.2026, 08:50 Wersja do druku

„Chłopcy” w reż. Viktorii Dulak i Macieja Waltera Fundacji Horyzont Sztuki na II Międzynarodowym Festiwalu Sztuk Performatywnych dla Dzieci i Młodzieży S·PLOT w Teatrze Pinokio w Łodzi. Pisze Wiesław Kowalski.

fot. mat. teatru

Niełatwo zrobić spektakl o radykalizacji młodych mężczyzn tak, by nie zamienić teatru w publicystyczny wykład. „Chłopcom” Fundacji Horyzont Sztuki udaje się tego uniknąć. Dzisiejszy pokaz w Teatrze Pinokio w Łodzi był przede wszystkim spotkaniem z młodymi ludźmi zagubionymi w świecie sprzecznych oczekiwań, potrzeb i wzorców. To przedstawienie ważne, odważne i — co szczególnie istotne — skierowane do młodego widza bez protekcjonalnego tonu.

Twórcy przyglądają się temu, co dzieje się z chłopakiem, który dopiero próbuje odpowiedzieć sobie na pytanie, kim właściwie ma być. W jego otoczeniu pojawiają się różne głosy: rodzina, rówieśnicy, internetowi eksperci od relacji, polityczni ideolodzy czy środowiska oferujące gotową wspólnotę. Każdy z nich proponuje jakiś model męskości. Problem zaczyna się wtedy, gdy potrzeba akceptacji i poczucie odrzucenia sprawiają, że najbardziej atrakcyjne stają się odpowiedzi oparte na gniewie, dominacji i pogardzie.

Siłą spektaklu jest to, że nie rozpoczyna opowieści od potępienia. Zamiast pokazywać radykalizację jako nagłe przekroczenie granicy, pozwala zobaczyć jej kolejne etapy. Dzięki temu łatwiej dostrzec, że za agresją może kryć się samotność, za demonstracyjną pewnością siebie — lęk, a za potrzebą podporządkowania innych — rozpaczliwe pragnienie przynależności. Nie oznacza to usprawiedliwiania przemocy. Przeciwnie: przedstawienie pokazuje, jak niebezpieczne konsekwencje może mieć pozostawienie młodego człowieka sam na sam z jego frustracją.

Bardzo dobrze działa również sposób budowania scenicznego świata. Zamiast jednej linearnej historii otrzymujemy serię sytuacji i spotkań, które układają się w portret procesu dojrzewania. Kolejne postacie stają się dla bohatera czymś w rodzaju punktów odniesienia. Jedne uczą go bliskości, inne rywalizacji, jeszcze inne podsuwają mu proste recepty na życie. Z tych fragmentów powstaje niepokojący obraz świata, w którym łatwo przyjąć cudze schematy, znacznie trudniej natomiast wypracować własny sposób patrzenia na siebie i innych.

Na szczególne uznanie zasługuje pięcioosobowy zespół aktorski: Wiktoria Supryn, Aleksandra Tokarczyk, Maciej Karczewski, Julian Knaf i Maciej Walter. Młodzi wykonawcy grają z dużą energią, ale nie popadają w przesadę. Potrafią w krótkim czasie zmienić charakter sceny, przechodząc od komizmu do napięcia, od pozornej lekkości do sytuacji naprawdę bolesnej. Ich gra jest zespołowa, precyzyjna i świadoma, a zarazem pozostaje blisko emocji bohaterów. Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na różnorodność postaci. Nie są one jedynie nośnikami określonych funkcji w opowieści o radykalizacji. Nawet epizodyczne obecności niektórych bohaterów potrafią pozostawić wyraźny ślad. Dzięki temu scena nie dzieli się na prosty świat „dobrych” i „złych”. Każdy kolejny głos może być jednocześnie atrakcyjny i niebezpieczny, przekonujący i fałszywy. Taka niejednoznaczność czyni spektakl znacznie ciekawszym.

„Chłopcy” są też przedstawieniem o internecie, choć nie ograniczają się do banalnego ostrzegania przed jego wpływem. Sieć zostaje pokazana jako przestrzeń, w której można znaleźć zarówno wspólnotę, jak i treści pogłębiające izolację. Dla młodego człowieka, który nie czuje się słyszany w najbliższym otoczeniu, internet może stać się miejscem pierwszego kontaktu z grupą, w której odnajduje akceptację. A skoro daje mu przekonanie, że ktoś wreszcie rozumie jego gniew, bardzo łatwo przestać pytać, dokąd prowadzą proponowane tam idee.

Istotnym tematem pozostają również relacje między ojcem a synem. Spektakl sugeruje, że sposób, w jaki chłopcy uczą się przeżywać emocje, rozwiązywać konflikty i rozumieć własną męskość, nie zaczyna się w mediach społecznościowych. Wiele wzorców przychodzi wcześniej — z domu, z relacji z najbliższymi, z tego, co było akceptowane i czego nie wolno było okazywać. To jeden z najbardziej wartościowych aspektów przedstawienia, ponieważ przesuwa rozmowę o radykalizacji z poziomu łatwych oskarżeń na poziom odpowiedzialności społecznej.

Nie bez znaczenia pozostaje także rozmowa po spektaklu, która stanowi integralną część wydarzenia. W przypadku „Chłopców” możliwość dyskusji nie jest dodatkiem, lecz naturalnym przedłużeniem przedstawienia. Temat domaga się bowiem rozmowy: o tym, czego boją się młodzi mężczyźni, gdzie szukają autorytetów, dlaczego tak trudno mówić o słabości i co możemy zrobić, zanim frustracja zamieni się w agresję.

Dzisiejszy spektakl w Teatrze Pinokio pokazuje, że teatr dla młodzieży nie musi być ani uproszczony, ani dydaktyczny. Może stawiać trudne pytania i pozostawiać widza z pewnym niepokojem — tym bardziej wartościowym, że prowadzącym do refleksji. „Chłopcy” nie podają gotowej instrukcji, jak wychować współczesnego mężczyznę. Pokazują natomiast, jak wiele zależy od tego, czy młody człowiek ma wokół siebie ludzi gotowych go wysłuchać.

To spektakl potrzebny właśnie dlatego, że nie mówi wyłącznie o „nich”. Mówi również o nas: rodzicach, rówieśnikach, nauczycielach, widzach i wszystkich tych, którzy współtworzą świat, w którym dorastają młodzi ludzie. Pięciu młodych aktorów nadaje tej opowieści wiarygodność i emocjonalną temperaturę, a twórcy proponują teatr, który zamiast zamykać dyskusję, naprawdę ją rozpoczyna.

Po wyjściu z teatru trudno więc po prostu odłożyć „Chłopców” na bok. I właśnie w tym tkwi ich największa wartość.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także