„Chłopcy” w reż. Viktorii Dulak i Macieja Waltera Fundacji Horyzont Sztuki na II Międzynarodowym Festiwalu Sztuk Performatywnych dla Dzieci i Młodzieży S·PLOT w Teatrze Pinokio w Łodzi. Pisze Wiesław Kowalski.
Niełatwo zrobić spektakl o radykalizacji młodych mężczyzn tak, by nie zamienić teatru w publicystyczny wykład. „Chłopcom” Fundacji Horyzont Sztuki udaje się tego uniknąć. Dzisiejszy pokaz w Teatrze Pinokio w Łodzi był przede wszystkim spotkaniem z młodymi ludźmi zagubionymi w świecie sprzecznych oczekiwań, potrzeb i wzorców. To przedstawienie ważne, odważne i — co szczególnie istotne — skierowane do młodego widza bez protekcjonalnego tonu.
Twórcy przyglądają się temu, co dzieje się z chłopakiem,
który dopiero próbuje odpowiedzieć sobie na pytanie, kim właściwie ma być. W
jego otoczeniu pojawiają się różne głosy: rodzina, rówieśnicy, internetowi
eksperci od relacji, polityczni ideolodzy czy środowiska oferujące gotową
wspólnotę. Każdy z nich proponuje jakiś model męskości. Problem zaczyna się
wtedy, gdy potrzeba akceptacji i poczucie odrzucenia sprawiają, że najbardziej
atrakcyjne stają się odpowiedzi oparte na gniewie, dominacji i pogardzie.
Siłą spektaklu jest to, że nie rozpoczyna opowieści od
potępienia. Zamiast pokazywać radykalizację jako nagłe przekroczenie granicy,
pozwala zobaczyć jej kolejne etapy. Dzięki temu łatwiej dostrzec, że za agresją
może kryć się samotność, za demonstracyjną pewnością siebie — lęk, a za
potrzebą podporządkowania innych — rozpaczliwe pragnienie przynależności. Nie
oznacza to usprawiedliwiania przemocy. Przeciwnie: przedstawienie pokazuje, jak
niebezpieczne konsekwencje może mieć pozostawienie młodego człowieka sam na sam
z jego frustracją.
Bardzo dobrze działa również sposób budowania scenicznego
świata. Zamiast jednej linearnej historii otrzymujemy serię sytuacji i spotkań,
które układają się w portret procesu dojrzewania. Kolejne postacie stają się
dla bohatera czymś w rodzaju punktów odniesienia. Jedne uczą go bliskości, inne
rywalizacji, jeszcze inne podsuwają mu proste recepty na życie. Z tych
fragmentów powstaje niepokojący obraz świata, w którym łatwo przyjąć cudze
schematy, znacznie trudniej natomiast wypracować własny sposób patrzenia na
siebie i innych.
Na szczególne uznanie zasługuje pięcioosobowy zespół
aktorski: Wiktoria Supryn, Aleksandra Tokarczyk, Maciej Karczewski, Julian Knaf
i Maciej Walter. Młodzi wykonawcy grają z dużą energią, ale nie popadają w
przesadę. Potrafią w krótkim czasie zmienić charakter sceny, przechodząc od
komizmu do napięcia, od pozornej lekkości do sytuacji naprawdę bolesnej. Ich
gra jest zespołowa, precyzyjna i świadoma, a zarazem pozostaje blisko emocji
bohaterów. Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na różnorodność postaci. Nie są one
jedynie nośnikami określonych funkcji w opowieści o radykalizacji. Nawet
epizodyczne obecności niektórych bohaterów potrafią pozostawić wyraźny ślad.
Dzięki temu scena nie dzieli się na prosty świat „dobrych” i „złych”. Każdy
kolejny głos może być jednocześnie atrakcyjny i niebezpieczny, przekonujący i
fałszywy. Taka niejednoznaczność czyni spektakl znacznie ciekawszym.
„Chłopcy” są też przedstawieniem o internecie, choć nie
ograniczają się do banalnego ostrzegania przed jego wpływem. Sieć zostaje
pokazana jako przestrzeń, w której można znaleźć zarówno wspólnotę, jak i
treści pogłębiające izolację. Dla młodego człowieka, który nie czuje się
słyszany w najbliższym otoczeniu, internet może stać się miejscem pierwszego
kontaktu z grupą, w której odnajduje akceptację. A skoro daje mu przekonanie,
że ktoś wreszcie rozumie jego gniew, bardzo łatwo przestać pytać, dokąd prowadzą
proponowane tam idee.
Istotnym tematem pozostają również relacje między ojcem a
synem. Spektakl sugeruje, że sposób, w jaki chłopcy uczą się przeżywać emocje,
rozwiązywać konflikty i rozumieć własną męskość, nie zaczyna się w mediach
społecznościowych. Wiele wzorców przychodzi wcześniej — z domu, z relacji z
najbliższymi, z tego, co było akceptowane i czego nie wolno było okazywać. To
jeden z najbardziej wartościowych aspektów przedstawienia, ponieważ przesuwa
rozmowę o radykalizacji z poziomu łatwych oskarżeń na poziom odpowiedzialności
społecznej.
Nie bez znaczenia pozostaje także rozmowa po spektaklu,
która stanowi integralną część wydarzenia. W przypadku „Chłopców” możliwość
dyskusji nie jest dodatkiem, lecz naturalnym przedłużeniem przedstawienia.
Temat domaga się bowiem rozmowy: o tym, czego boją się młodzi mężczyźni, gdzie
szukają autorytetów, dlaczego tak trudno mówić o słabości i co możemy zrobić,
zanim frustracja zamieni się w agresję.
Dzisiejszy spektakl w Teatrze Pinokio pokazuje, że teatr dla
młodzieży nie musi być ani uproszczony, ani dydaktyczny. Może stawiać trudne
pytania i pozostawiać widza z pewnym niepokojem — tym bardziej wartościowym, że
prowadzącym do refleksji. „Chłopcy” nie podają gotowej instrukcji, jak wychować
współczesnego mężczyznę. Pokazują natomiast, jak wiele zależy od tego, czy
młody człowiek ma wokół siebie ludzi gotowych go wysłuchać.
To spektakl potrzebny właśnie dlatego, że nie mówi wyłącznie
o „nich”. Mówi również o nas: rodzicach, rówieśnikach, nauczycielach, widzach i
wszystkich tych, którzy współtworzą świat, w którym dorastają młodzi ludzie.
Pięciu młodych aktorów nadaje tej opowieści wiarygodność i emocjonalną
temperaturę, a twórcy proponują teatr, który zamiast zamykać dyskusję, naprawdę
ją rozpoczyna.
Po wyjściu z teatru trudno więc po prostu odłożyć „Chłopców” na bok. I właśnie w tym tkwi ich największa wartość.