Logo
Recenzje

Kameralna ballada

30.04.2026, 11:57 Wersja do druku

„Os Maias” w chor. Fernando Duarte z Companhia Nacional de Bailado w ramach 28. Łódzkich Spotkań Baletowych. Pisze Benjamin Paschalski na swojej stronie.

fot. Hugo David

Powieści, opowiadania, nowele fascynują twórców różnych dziedzin sztuki. Szczególną inspiracją stały się one dla filmowców, czego przykładem może być obecne oczekiwanie na trzecią ekranizację na podstawie Lalki Bolesława Prusa. Nie mniejsze emocje towarzyszyły produkcji kolejnych części Trylogii Henryka Sienkiewicza w reżyserii Jerzego Hoffmana, gdzie nie tylko znaczenia historyczne, ale i bieżące polityczne, wpływały na to, co działo się na planie. Fenomenem pozostaną Chłopi wzorowani na prozie Władysława Reymonta, którzy doczekali się i serialu, a także formy animacji pełnometrażowej. Wiele by wymieniać: Ziemia obiecana, Znachor, Krzyżacy, Przedwiośnie, a nawet Wiedźmin należą już do klasyki naszej kinematografii. 

Ów przegląd nie jest przypadkowy. Porównuje go z dokonaniami ze sfery tańca i niestety bilans okazuje się niezwykle blady, skromny, ograniczony. To co przychodzi mi do głowy, przywołując artystyczne doznania, to: na swój sposób już kultowa Ziemia obiecana w choreografii Graya Veredona, przygotowana z zespołem baletowym Teatru Wielkiego w Łodzi oraz Dzieje grzechu Stefana Żeromskiego w układzie Karola Urbańskiego w Operze na Zamku w Szczecinie. Zastanawia zatem skąd wśród twórców baletowych owa oszczędność sięgania po literackie pierwowzory? Powodów na pewno jest kilka. Wielowątkowość, która powoduje trudności ze zbudowaniem sprawnej narracji wspartej dramaturgiczną myślą. Postrzeganie dzieł dawnych jako zakurzonego egzemplarza bibliotecznego, który winien pozostać na książkowej półce, a nie zawitać na baletową scenę. Konieczność przygotowania oryginalnego, dedykowanego utworu muzycznego, który stałby się adekwatnym podkładem dla tanecznej ekspresji. I może najważniejsze – niebezpieczeństwo zmierzenia się z mitem, tradycją, autorską myślą, a ona wielokrotnie przestrasza i powoduje wycofanie z obawy przed możliwym blamażem lub śmiesznością. Osobiście uważam, że tak jak wspomniany film, teatr dramatyczny, a nawet z sukcesami musical – świetne spektakle Teatru Muzycznego w Gdyni – należy wykorzystać ową klasykę epicką dla tanecznej sceny. Gdyż może być to pobudzające, odświeżające i dające szansę nowym widowiskom – interesującym dla szerokiego widza. Jacek Jekiel, dyrektor Opery na Zamku w Szczecinie, marzy o wprowadzeniu do repertuaru Znachora. Mocno mu sekunduję, gdyż uważam, że to świetny zamysł marketingowy, a połączony z możliwym sukcesem artystycznym może skutkować frekwencyjnym hitem. 

Ostatni spektakl XXVIII Łódzkich Spotkań Baletowych. Podróżowałem, aby go zobaczyć, pełen niepokojów, rozmyślań i znaków zapytania. Powodem owego kołatania w głowie stał się zaproponowany na finał tytuł oraz debiutująca w Polsce formacja  – portugalska Companhia Nacional de Bailado. Rezydująca na co dzień w Lizbonie, jest jedynym tego typu zespołem kraju Półwyspu Iberyjskiego. Dwukrotnie ją odwiedzałem, aby poznać repertuar i rangę zespołu i opuszczałem widownię z mieszanymi uczuciami. Pierwszy raz, blisko dziesięć lat temu, oglądając Dziadka do orzechów do muzyki Piotra Czajkowskiego, miałem poczucie lekkiego zawstydzenia, odrzucenia, gdyż wydała się owa prezentacja mało wartościowa, niedojrzała, powierzchowna. W ubiegłym sezonie ponownie odwiedziłem lizbońskie miejsce prezentacji formacji – Teatro Camoes. W programie wieczoru zaprezentowano dwie prace skandynawskich choreografów: Johana Ingera i Alexandra Ekmana. Już sam dobór realizatorów wydał się atrakcyjny, gdyż ukazuje poszukiwania odmiennych stylistyk, tych które kształtują europejską scenę tańca. To także wyraźne podniesienie jakości wykonania. Choć uważam, że zespół jest w fazie budowania, kształtowania własnej jakości, to postępy widoczne są gołym okiem. 

Od początku sezonu 2024/25 Companhia Nacional de Bailado prowadzi portugalski twórca, tancerz i choreograf – Fernando Duarte. Dyrektor, wyłoniony w międzynarodowym konkursie, obserwując dotychczasowe podejście do powierzonego zadania, z zapałem kształtuje nowe oblicze grupy. Zintensyfikował liczbę przedstawień, repertuar stał się bardziej różnorodny, poszukujący, ale to przede wszystkim zauważalna praca nad jakością wykonania. Tym, co charakteryzuje tenże formację jest jej prawie w pełni jednorodny narodowościowo charakter. To ewenement w przestrzeni europejskiej, gdy mamy do czynienia z międzynarodowymi grupami artystów. Skład liczbowy obecnie wynosi siedemdziesięciu tancerzy, tym co go jeszcze wyróżnia to różnorodność wiekowa – w składzie są zarówno tancerze dojrzali, a także młodzi, niezwykle sprawni soliści. Zatem sztuką jest skonstruowanie programu, aby każdy mógł odnaleźć swoją rolę na scenie, a nie pozostawał wyeliminowany z możliwości udziału w kolejnych spektaklach. 

Pierwszym, autorskim artystyczne sezonem Fernando Duarte stał się obecny czas aktywności – 2025/26. I faktycznie należy uznać, że produkcja prezentowana podczas Łódzkich Spotkań Baletowych jest jego inauguracją w prowadzeniu lizbońskiego zespołu. Zazwyczaj owe wybory, jeżeli intencją jest zaistnieć, pokazać się publiczności z jak najlepszej strony, są nieoczywiste i zaskakujące. A trzeba pamiętać, że widzowie w Portugalii istnieją, a tradycja osiągnięć, choć już nieistniejącego Ballet Gulbenkian jest żywa, choć od zamknięcia instytucji minęło już dwadzieścia lat. 

Pierwsza premiera obecnej dyrekcji narodowej formacji Portugalii, stała się swoistą, lokalną sensacją. Dyrektor i choreograf w jednej osobie sięgnął po powieść, którą zaadaptował do wersji baletowej narracji. Wybór padł na dzieło Jose Marii de Eca de Queiros – dziewiętnastowiecznego pisarza, przedstawiciela realizmu, autora dzieł społeczno-obyczajowych, w których portretował rodzime społeczeństwo pełne kontrastów i różnorodności. Zatem porównania do Bolesława Prusa i Lalki – nieuniknione. Szczególne miejsce w jego dorobku zajmuje saga rodzinna – Os Maias (Ród Maia), będąca wielopokoleniową narracją, w której wielowątkowość może jednych czytelników pochłonąć, a innych równie szybko odrzucić. Nie ulega wątpliwości, że to na pewno sprawny materiał dla filmu, gdzie z precyzją mistrza uda się oddać klimat owych czasów, a także skonstruować krwiste, różnorodne postaci pełne żarliwości życia, ale i miłosnej ekstazy z szokującym zakończeniem. Dzieje owej rodziny początkuje ślub Afonso de Maia z Marią Eduardą Runa. Z owego związku rodzi się syn – Pedro de Maia. Wrażliwy chłopak, o romantycznej, odmiennej naturze. Po śmierci matki, nie mogąc się odnaleźć, szuka pocieszenia u boku kobiety – Marii Monforte. Wbrew decyzji ojca bierze z nią ślub, a z ich związku rodzi się dwoje dzieci: Carlos i Maria Eduarda. Ich matka, żądna wrażeń, opuszcza męża z kochankiem, zabierając dziewczynkę. Pedro z Carlosem powraca do ojca. Nie odnajdując się po owej życiowej tragedii i samotności, syn Afonsa popełnia samobójstwo. Mijają lata, Carlos dorasta, kończy studia medyczne, staje się jedną z najbardziej atrakcyjnych partii Lizbony. Poznaje tajemniczą kobietę, rodzi się uczucie, wielka miłość. Ale finał jest zaskakujący: to rodzeństwo rozdzielone w dzieciństwie. Zatem nie ma możliwego szczęścia, pozostaje wstrząs i wybór własnej drogi życia. Tak pokrótce przedstawia się treść owej epopei, która odpowiada fabule baletowej formy. Do tego należy dodać, że de Queiros nie szczędzi licznych scen obyczajowych ukazujących życie miasta, spotkań towarzyskich i rautów socjety. Rodzi się pytanie, czy owe losy można w ogóle przełożyć na język tańca? Bowiem gąszcz postaci, zdarzeń przygniata nie tylko realizatorów, ale także widza. I nie będę ukrywał, że z lekkim przerażeniem siadałem na widowni Teatru Wielkiego w Łodzi, koncypując czy zagmatwanie i różnorodność nie zabiją logiki i spójności tanecznej wypowiedzi. I muszę przyznać, że Duarte z owej literackiej propozycji, zaprezentowanej w formie neoklasycznego tańca, wychodzi obronną ręką. Jego realizacja charakteryzuje się jednorodnością, dobrym konceptem i przemyślaną inscenizacją. Ale na ów pomysł składa się kilka elementów. 

Kluczowym wydaje się określenie, czym ma być owa opowieść? Wielkim, pompatycznym eposem, okraszonym spektakularnymi scenami, a może czymś odmiennym, przeciwnym? Duarte wybiera minimalizm, kameralną, skupioną rzecz, w której relacje między dwojgiem ludzi stają się kluczowe dla losów rodziny. Choć przedstawienie rozpoczyna zespołowa sekwencja – niczym stworzenie świata, narodziny kolejnych pokoleń, to wraz z rozwojem akcji na plan pierwszy zostają wysunięte losy indywidualne, jednostkowe. Ten zabieg wydaje się słuszny i przemyślany. To nie tylko ukazuje los ludzki, ale także jest szansą dla zaprezentowania artystycznego kunsztu tancerzy. Prym w owym wykonaniu dzierżą panowie: Laurenco Ferreira jako dojrzały Carlos, a także jako nastolatek w wykonaniu Jao Pedro Freitas, nie odstępuje od nich techniczna sprawność Frederico Laureiro w partii Pedro de Maia. Cała trójka ukazuje wysoki poziom nie tylko tanecznych kwalifikacji, ale również emocjonalnego zaangażowania. Owym bohaterom wierzy się, ufa i wie w jakim celu znaleźli się na scenie. Wśród pań ciekawą postać stworzyła Isabel Garlica jako matka Maria Eduarda Runa. Co ważne, choreograf komponuje nie tylko ciekawe dla oka sceny duetów, ale także tła, zespołu, klimatu epoki. Nocne życie Paryża czy Lizbony, maskarada i scena z wyścigów konnych stanowią udany pejzaż społeczny, wsparty projekcjami Cristiny Piedade. I znów zaskoczenie – nie są one masywne, wieloobsadowe. To kameralne muśnięcia, delikatne zaznaczenie obecności, aby nie naruszyć pierwszoplanowej sagi rodzinnej. 

Ów nastrój, klimat skondensowanej opowieści podkreśla również muzyka. Nie ma wielkiej orkiestry, a jedynie kwintet muzyków: kwartet smyczkowy solistów Portugalskiej Orkiestry Symfonicznej oraz pianista Antonio Rosado. Niczym salonowa przygrywka, ale pełna emocji i żarliwości, muzyka wiedzie przez miniatury od Camilla Saint-Saensa przez Gabriela Faure, Julesa Masseneta do Cesara Francka. Ów wybór nie jest przypadkowy, ale jasno współgra z taneczną historią, świetnie wyłuskuje subtelności nastroju i klimat akcji. Niestety czasem można odnieść wrażenie, że Duarte podążając za muzyką tworzy sztuczne sceny, sekwencje, które nic nie niosą dla rozwoju akcji, a sztuczna pantomima zabija baletową technikę. Na szczęście owych scen jest zaledwie kilka, ale ich wycięcie skondensowałoby opowieść. 

Zamknięta w trzech aktach historia to dramaturgicznie zwięzła opowieść. Część pierwsza traktuje o miłości Pedro de Maia do Marii Monforte, a dwie kolejne są eposem życia Carlosa de Maia. Choreograf buduje ów świat w zamkniętej przestrzeni trójboku pokrytego różowo-bordo tapetą. Scenograf Jose Manuel Castanheira zbudował konstrukcję, której celem jest zamknięcie owego świata, odizolowanie go jako wewnętrznego eposu losów pewnej wspólnoty, świata, regionu. Z rozwojem akcji kolejne fragmenty dekoracji są zrywane, aby na końcu pozostał pusty szkielet figury – odarcia z uczuć, samotności, pustki życia. Przypływ morza ma zabrać Carlosa w daleką podróż, ale to też możliwe oczyszczenie po niezwykle zawiłych, nieodgadnionych losach rodu Maias. 

Fernando Duarte stworzył klarowną i jasną wypowiedź artystyczną. Trochę spektakl programowy wytyczający nowy etap Companhia Nacional de Bailado. I może jego język tanecznej kreski jest ograniczony, mało oryginalny to jednak ma w sobie on dar tworzenia sprawnej opowieści, która wciąga ruchowym stylem, nie pozostawia obojętnym, ale daje do myślenia. To nie stracony czas, ale interesująca propozycja baletowa. I choć to nie ranga formacji z Londynu, Paryża, Wiednia czy Berlina, ale indywidualny koncept pracy z zespołem i dla publiczności, która poszukuje wzruszeń i dobrego czasu ze sztuką. To oferuje portugalski twórca wraz ze swoją kompanią baletową, zanurzeni w tradycję opowieści własnego kraju. 

Łódzkie Spotkania Baletowe dobiegły końca. Owe trzy tygodnie, cztery formacje baletowe, różne stylistyki, światy, kosmosy, rozumienie sztuki. Ale przekaz jeden, że taniec jest, istnieje i rozwija się. Co ważniejsze są widzowie, którzy tłumnie odwiedzali gmach Teatru Wielkiego w Łodzi. Wygrała różnorodność i odmienność, która jest istotna dla kształtowania każdej ze sztuk. Do zobaczenia za dwa lata. 

Os Maias, choreografia: Fernando Duarte, Companhia Nacional de Bailado, pokaz w ramach Łódzkich Spotkań Baletowych, kwiecień 2026

Tytuł oryginalny

KAMERALNA BALLADA – „OS MAIAS” COMPANHIA NACIONAL DE BAILADO W LIZBONIE/ ŁÓDZKIE SPOTKANIA BALETOWE

Źródło:

benjaminpaschalski.pl

Link do źródła

Autor:

Benjamin Paschalski

Data publikacji oryginału:

30.04.2026

Sprawdź także