Logo
Magazyn

Jubileuszowy KONTAKT (część 1)

9.07.2026, 10:49 Wersja do druku

O nagrodzonych spektaklach i twórcach podczas 30. edycji Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego KONTAKT w Toruniu pisze Aram Stern w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Piotr Nykowski

Ocena recenzenta/tki: (10/10) – arcydzieło

Testament Wilsona, ironiczny punkt widzenia Marthalera z politycznych szczytów Szwajcarii, opowieść Lepage’a o powojennych Niemczech w kontekście losów Europy oraz rozliczenie Milo Raua z uzależnieniem od przemocy w mediach i w sztuce w spektaklach zagranicznych reżyserów – to elektryzujący KONTAKT z jednej strony. Z drugiej – azymut ludzkich losów u Klaty i Kleczewskiej, klamra przeznaczenia w perspektywie Augustynowicz i Rubina oraz obraz rodziny w ujęciu Minkowskiej.

W trakcie jubileuszowej edycji MFT KONTAKT, organizowanej tradycyjnie przez Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu, obejrzeliśmy jedenaście konkursowych spektakli oraz wiele wydarzeń towarzyszących, w których współczesność wielokrotnie stykała się z przeszłością, teatr mistrzów z teatrem młodych reżyserów, a mechanizmy pamięci z niepokojem dnia obecnego. W pierwszej części relacji z Festiwalu postaram się nakreślić nagrodzonych twórców i spektakle, w których zaprezentowali się w Toruniu.

Z rozmachem

Zaskakująco dla wielu widzów – Nagrodę Główną dla Najlepszego Spektaklu Festiwalu, ufundowaną przez Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego Piotra Całbeckiego, otrzymał spektakl „Szczyt” w reżyserii Christopha Marthalera, wyprodukowany przez Théâtre Vidy-Lausanne ze Szwajcarii. Międzynarodowe jury w składzie: Johanna Freundlich (Finlandia), Artur Ghukasyan (Armenia), Savas Patsalidis (Grecja), swój werdykt uzasadniło „wyjątkową pracą zespołową, oryginalną wizją teatralną oraz głęboką, a zarazem zabawną refleksją nad znaczeniem wspólnego tworzenia i życia w podzielonym i zagrożonym świecie”. – Szukaliśmy tego, co ma w sobie artyzm. Nie szukaliśmy tego, co jest najgłośniejsze, najbardziej zrobione na pokaz – mówiła Johanna Freundlich, dyrektor artystyczna Helsinki Festival w Finlandii.

Na widzach KONTAKTU spektakl ten nie zrobił jednak tak piorunującego wrażenia, szczególnie na tych, którzy do dziś doskonale pamiętają inny spektakl Marthalera: „Murx den Europäer! Murx ihn! Murx ihn! Murx ihn! Murx ihn ab!” z 1996 roku, również nagrodzony Grand Prix na tym samym Festiwalu. W przeciwieństwie do niebywale prowokacyjnej produkcji sprzed trzech dekad dziś Christoph Marthaler już tak nie zaskakuje: jego aktorzy wprawdzie pozostają „uwięzieni” w podobnej konwencji wykluczenia, ale ich izolacja na tytułowym „Szczycie” dla wielu okazała się zbyt hermetyczna i powtarzalna. Jedynie pełna ukrytych znaczeń scenografia Duri’ego Bischoffa absorbowała przez ponad półtorej godziny wzrok. Gdy na scenie wyjątkowa grupa ludzi tworzy coś, czego nie da się opisać klasyczną dramaturgią, lecz mieszanką osobistych doświadczeń, kina niemego, surrealistycznych inspiracji językami i muzyki – to właśnie ta ostatnia pozostanie najbardziej zapamiętana ze szwajcarskiego spektaklu: wykonywana na żywo na akordeonach przez uznanego austriackiego multiinstrumentalistę Lukasa Metzenbauera.

W kuluarach Festiwalu codziennie słyszało się za to zachwyty nad brawurową produkcją Schaubühne am Lehniner Platz z Berlina, w której kanadyjski wybitny reżyser i wizjoner Robert Lepage zrealizował prawie pięciogodzinną epicką opowieść o pochodzeniu, traumie, uzależnieniu od hazardu, wojnie i rodzinie – „Wiara, pieniądze, wojna i miłość”. W czterech przeplatających się narracjach siedmioro aktorów wcieliło się w 60 ról (!) ujętych w ośmiu dekadach niemieckiej historii, dotykanej (nie zawsze bezpośrednio) czterema wojnami. Spektakl Lepage’a jest absolutnym majstersztykiem szybkich zmian w scenografii, a w niezliczonych miniaturowych scenach jego teatr nieustannie „prześciga się” z nieskazitelną pomysłowością. A przecież ten wielowymiarowy spektakl powstał bez scenariusza, a jedynie na bazie wielomiesięcznych improwizacji.

Cztery monitory zmieniają tło, zaś rekwizyty przerabiane lub wsuwane są z ciemności w ciągu sekund: nagle jesteśmy na planie filmowym, w obozie żołnierzy w Afganistanie, na bombardowanym dworcu kolejowym w Kijowie, w kasynie w Baden-Baden, w samolocie, pociągu czy klubie muzycznym. Tak rewelacyjnie naoliwiony mechanizm (napędzany rękoma kilkudziesięciu osób obsługi) w teatrze symbolicznych form co rusz wchodzi w relacje znane i z Netflixa, i z Brechta, i zamiast naśladowania rzeczywistości proponuje wyłanianie się z sieci odniesień i wielu znaczeń, pozostawiając publiczność w absolutnym zachwycie. Ta miała wrażenie, że cała iluzoryczna moc teatru błyszczy w delirycznym stylu, jakby naprawdę nie było jutra…

Jury doceniło berliński spektakl tylko w aspekcie epizodycznym – Nagrodę im. Zdzisława Maklakiewicza, ufundowaną przez ZASP, otrzymał Damir Avdić za najlepszy epizod aktorski.

Z traumą

Podczas tegorocznego KONTAKTU obejrzeliśmy także trzy spektakle, w których pewne doświadczenia zakleszczają bez możliwości terapii na zawsze klamrą dalsze losy bohaterów i ich postrzeganie rzeczywistości. W puli nagród znalazł się jeden.

Nagrodę dla Najlepszej Aktorki otrzymała Anna Antoniewicz za wyjątkową kreację Marii Wojdan w spektaklu „Potok. Ćwiczenia ze wspólnoty”, wyreżyserowanym przez Wiktora Rubina w Teatrze im. S. Żeromskiego w Kielcach. Jury wyróżniło aktorkę „za kreację o niezwykłej sile wyrazu i bogactwie niuansów, dającą nam bohaterkę, której godność, cierpienie, niezłomność i tęsknota pozostają w naszej pamięci długo po opadnięciu kurtyny”. Rzeczywiście – Anna Antoniewicz kreuje swą bohaterkę przejmującym spokojem i nieporadną naiwnością, gdy cała wieś wręcz „podnieca” się faktem jej poniżania w celu podbudowania własnego samopoczucia. Nakręceni biedą, ciągłym czerpaniem i przelewaniem wody z tytułowego potoku (imponująca scenografia: Łukasz Surowiec), są brudni i odpychający, tak jak należało ich pokazać w samonapędzaniu się ludzkiego okrucieństwa i złości – niczym w prezentowanej także na KONTAKCIE „Klątwie” z Teatru im. Wilama Horzycy (w reż. Anny Augustynowicz) czy „Pięknej Zośce” z Teatru Wybrzeże (w reż. Marcina Wierzchowskiego).

W spektaklu Wiktora Rubina autorka dramatu „Potok. Ćwiczenia ze wspólnoty” – Jolanta Janiczak – wybiega jednak w stronę postdramatyczno-dokumentalną, gdy zespół aktorski w kolażu utkanym z autentycznej historii opowiada także swoje własne doświadczenia, córki aktorek prezentują „Podcast dzieci z lepianki”, a sama główna bohaterka w niepokojącym milczeniu obserwuje widzki i widzów, zmuszonych do wkładania do kapelusza „śladów molestowania”. Z narratorem tej opowieści – synem Marii, Stanisławem (Dawid Żłobiński) – już w filmowym prologu znajdujemy się niejako „uwięzieni” w tym strasznie smutnym i brzydkim świecie, tak nieludzkim i znanym wielu współczesnym z głośnej książki „Chłopki. Opowieść o naszych babkach” Jolanty Kuciel-Frydryszak. Gdyby nie wymuszana interakcja z widownią – kielecki spektakl byłby jednym z wielu. Być może właśnie o to chodziło twórcom, by wstrząsnąć nim wielowymiarowo i na dłużej.

Formalnie

Stonowana interakcja z publicznością tylko w prologu, a w ramach akcji czwarta ściana gęstnieje od niezwykłej intensywności formy, która zachwyca wręcz swą warstwą plastyczną. Mowa o ostatnim spektaklu Roberta Wilsona „7 samotności”, dokończonym przez Charlesa Chemine’a w Teatrze im. Wilama Horzycy specjalnie na otwarcie 30. edycji MFT KONTAKT. Spektakl, stworzony w koprodukcji z Narodowym Teatrem Dramatycznym w Kownie, otrzymał od jury 30. MFT KONTAKT wyróżnienie ze szczególną dedykacją dla projektantki kostiumów Flavii Ruggeri. W eposie człowieczego losu można albo starać się wsłuchać w niełatwą poezję Oskara Miłosza, lub właśnie skupić się na obrazach pełnych rozjaśnień, ściemnień, gry pomiędzy czernią a bielą i barokowych kostiumach bohaterów. Z uzasadnienia wiemy, dlaczego nagrodzono właśnie kostiumy: „Za wyrafinowane projekty kostiumów, które w niepowtarzalnym wizualnym uniwersum ostatniego spektaklu Roberta Wilsona tworzą harmonijne połączenie teatralnej wyobraźni, wyrafinowania i siły ekspresji”.

Klasycznie, acz… (sceniczne adaptacje literatury)

Drugie wyróżnienie jury przyznało rumuńskiej scenografce „Wiśniowego sadu” z Teatru Państwowego w Konstancy – Oanie Micu – „za scenografię łączącą architektoniczną śmiałość z wyjątkową funkcjonalnością, tworzącą skomplikowaną strukturę sceniczną, która staje się pełnoprawnym uczestnikiem przedstawienia”.

Specjalna przestrzenna konstrukcja z eleganckiego drewna, inspirowana bukareszteńską restauracją Caru’ cu Bere, tak mogła zmylić zmysły, gdy byliśmy prowadzeni podziemiami Centrum Kulturalno-Kongresowego Jordanki, że jedna z widzek spoza Torunia była przekonana, iż miasto ma w tym miejscu ukrytą wspaniałą „komnatę” na stałe – tylko dla wybranych!

Absolutnie potwierdzam zachwyt: przestrzeń sceny została umieszczona w kwadratowym kubiku z drewnianymi, wygodnymi ławami z czterech stron, parkietem na podłodze domu Raniewskiej i wielkim oknem, przez które prześwituje tylko słońce – nie sad, oraz dwoma pomieszczeniami w rogach: obrotową biblioteką i salonem luster z wiszącą skórą niedźwiedzia – takiej oprawy sceny się nie zapomina! Aktorki i aktorzy pojawiają się na niej „znikąd” – przez tajemne drzwiczki, a magia tej przestrzeni odsłoni jeszcze wielki żyrandol ukryty pod podłogą i groby/okopy zalane wodą! Rumuński teatr słynie z rozbudowanych scenografii – ta była jednak dla widzów największą niespodzianką Festiwalu.

Poprzez swoją wizję „Wiśniowego sadu” reżyser Andrei Măjeri zaproponował widzom świat pogrążony w półmroku jako pole sprzeczności, skrzyżowanie dróg i terytorium coraz bardziej marginalizowanych postaci: Raniewskiej (Cerasela Iosifescu) na wózku inwalidzkim, playboya Jaszy (Alex Iezdimir), świetnie śpiewającego francuskie piosenki Łopachina (Ștefan Mihai) i przejmującego w swej starości Firsa (Mirela Pană). Zamiast Przechodnia – grupa rannych żołnierzy, bal u Raniewskiej w ogromnych maskach zakonnic – spojrzenie młodego rumuńskiego reżysera mogło i zniechęcić przerostem formy nad treścią, i zachwycić, ale na pewno nikogo nie pozostawiało obojętnym.

Największe zdziwienie po ogłoszeniu werdyktu wywołało przyznanie Nagrody dla Najciekawszej Osobowości Festiwalu (ufundowanej przez Prezydenta Miasta Torunia Pawła Gulewskiego) – instytucji! Dotychczas otrzymywały ją osoby (w 2023 roku reżyser Jakub Skrzywanek, w 2024 roku rosyjska aktorka na emigracji Czułpan Chamatowa, a w 2025 roku ukraiński reżyser Ivan Uryvskij) – w tym roku… „Teatr Zagłębia z Sosnowca za stworzenie i zaprezentowanie dzieła o niezwykłej sile wyrazu, odwadze artystycznej oraz wyczuciu ducha epoki w spektaklu «Ziemia obiecana» w reżyserii Mai Kleczewskiej”.

„Ziemia obiecana” Mai Kleczewskiej i Tomasza Śpiewaka zdecydowanie nie jest opowieścią o przeszłości, znaną nam z powieści Reymonta czy filmu Andrzeja Wajdy. Maja Kleczewska pokazuje świat kalkulacji, ryzyka, zdrad i miłości we współczesnym kostiumie. Nośnikiem u niej są już nie fabryki, a nowoczesne technologie i sztuczna inteligencja, ale emocje u progu rewolucji pozostają te same. Dużo projekcji filmowych i wykorzystania animacji stworzonych przez AI (Krzysztof Garbaczewski) sprawiło, iż teatr Kleczewskiej oglądało się bardziej jak film, odważny erotycznie w scenach mocno rozbieranych, jednak niespecjalnie porywający aktorsko. Obok frapujących Karola Borowieckiego (Paweł Charyton) i Lucy Zuckerowej (Mirosława Żak) bardzo pozytywnie wypadł Tomasz Kocuj jako Moryc Welt. Widownia liczyła jednak na nieco więcej.

Na koniec zostawiam trzecią adaptację literatury – czyli sienkiewiczowskich „Krzyżaków” popełnionych przez Jana Klatę – bardzo oczekiwanych przez wielu na tegorocznym KONTAKCIE. Tak jak typowałem – Maciej Cymorek w roli Zbyszka z Bogdańca ujął nie tylko ogromną widownię, ale i jurorów, i wyjechał z Torunia z Nagrodą dla Najlepszego Aktora, który „…pewnością siebie, poczuciem humoru i wyrazistą obecnością sceniczną nadaje nowy wymiar złożonej, a przecież dobrze znanej postaci, tworząc rolę zarazem porywającą i głęboko ludzką” (przed rokiem otrzymał na KONTAKCIE wyróżnienie za rolę epizodyczną w spektaklu „Susan Sontag”). A poza nim także wzrusza Agnieszka Giza-Gradowska w roli Danusi, śmieszy Maciej Mydlak jako Maćko z Bogdańca i porusza mocno Cezary Studniak w roli Juranda ze Spychowa. Znana wielu historia ubrana w „kosmiczne” skafandry zamiast średniowiecznych zbroi, w dłoniach dmuchawy do liści zamiast mieczy, w „ustawkę” zamiast bitwy pod Grunwaldem oraz demoniczne animacje, którymi Jan Klata z Ishbel Szatrawską uczcili stulecie sceny dramatycznej w Olsztynie i kilka miesięcy później zachwycili KONTAKT-ową publiczność w Toruniu.

Po ubiegłorocznych nieporozumieniach komunikacyjno-politycznych pomiędzy osobami studenckimi (dawniej: studentami) a organizatorami Festiwalu i konsultantami w tym roku nie przyznano Nagrody Młodych i nie zaproszono do Torunia młodych, nie tylko z „wojującej” AT w Warszawie, ale także z Krakowa, z UAM-u w Poznaniu oraz UMK w Toruniu. Z tego powodu mocno straciły na temperaturze dyskusje i spotkania twórców z widzami, w tym roku prowadzone samodzielnie przez konsultantki i konsultantów. Jednak mimo wszystko 30. edycję Międzynarodowego Festiwalu KONTAKT można uznać za jedną z najlepszych w ostatnich latach. Werdykty są przecież po to, by się z nimi nie zgadzać, ale najważniejsze, że tysiące widzów Festiwalu jeszcze długo będzie o nim mówiło.

W kolejnej części relacji będzie można przeczytać o spektaklach nienagrodzonych oraz wielu wydarzeniach towarzyszących tej edycji.

Tytuł oryginalny

Jubileuszowy KONTAKT (część 1)

Źródło:

Teatr dla Wszystkich

Link do źródła

Autor:

Aram Stern

Data publikacji oryginału:

09.06.2026

Sprawdź także